Tag: szpaq
.back.to.basic.
by szpaq on maj.27, 2009, under Uncategorized
Słodki jezu na bananie, nie mogę się już zdecydować;< Wracam na stare śmieci i rozkręcam dalej ten burdel. Chciałem powspominać stare tematy, które były omawiane na tym blogu, ale niestety doszło do drobnej awarii podczas update’u strony i wszystkie poprzednie wpisy zostały pozbawione polskich znaków. Jeśli ktoś wie jak to naprawić, to czekam na propozycje (to nie wina layoutu). Misterny plan szlag trafił, więc zapraszam Was do odwiedzania bloga cozziego do którego button znajdziecie po prawej stronie.
Pozdro!
i don’t like my fuckin’ life
by Johnny Tabasco on lis.02, 2008, under .kminy.
Staram się i staram, ale niestety… Nie mam o czym pisać. To znaczy mam o czym pisać, ale nie chce bo:
1. Brak tematów, które chciałbym/mółgłbym skomentować.
2. W moim życiu dzieje się sporo nic nie wartego gówna. Czyli też nie ma się co produkować.
3. Rozleniwiłem się do tego stopnia, że zlepienie sensownego zdania sprawia mi fizyczny ból.
Krótko mówiąc kiła. Przyjechałem na weekend do Kielc i chyba pierwszy raz nie chce stąd wyjeżdżać. To chyba przez to, że dawno mnie tu nie było i pierwszy raz na spokojnie mogę spędzić tu pare dni. Stare śmieci to jednak stare śmieci – sentyment do nich pozostaje do końca życia.
Idę na spacer poszukać inspiracji.
rebirth process in progress
by Johnny Tabasco on cze.28, 2008, under Uncategorized

Nadchodzą mroczne czasy. Świat wywraca się do góry nogami i nic nie będzie takie jak kiedyś. Wszystkie problemy, które kumulowały się przez ten rok, teraz eksplodują mi prosto w twarz. Plany poszły do piachu. Wszystko się zmienia, wali i płonie, ale wiem, że na gruzach przeszłości powstanie coś nowego, lepszego. Nie dam się złamać i nie ulegnę presji. Czuję się silny i brak konkretnych planów tylko mobilizuje mnie do pracy. Coś się wymyśli, są przy mnie ludzie na których mogę polegać i wiem, że mnie nie zostawią. Zaczynam uczyć się życia, popełniałem błędy, ale nie odbieram tego jako porażki, a jako gorzką lekcje egzystencji. Naważyłem sobie piwa, które teraz muszę wypić, otrzeć usta i zacząć samemu kierować swoim życiem. Koniec bycia zależnym od innych, koniec z postawą ‘jakoś to będzie’. Dwadzieścia lat zajęło mi zrozumienie, że sam jestem panem swojego losu, czuję się silny jak nigdy i wierzę, że może się udać. Zawsze się bałem przyszłości i podkulałem ogon, gdy tylko na horyzoncie pojawiały się problemy. Teraz jest inaczej, już się nie boją. Wolę kurwa zdechnąć z podniesioną głową, niż przez całe życie być pasożytem. Z pomocą lub bez, uda się. Wierze w te słowa.
.pomysł.
by Johnny Tabasco on kwi.07, 2008, under .pulp.fiction.
Typowy pią tkowy wieczór. Jeden z tych momentów, gdy wydaję się, że jest już po imprezie i nic nie jest w stanie odwrócić biegu wydarzeń, gdy ni z gruszki ni z pietruszki spada z nieba doskonała okazja na odroczenie powrotu do domu o ładnych parę godzin.
Ta okazja spadła z nieba, na sam środek toruńskiej starówki w postaci dwóch znajomych pana Rz.
Pan Rz wracał wraz z panem Sz do domu, gdy spotkali na swojej drodze dwóch znajomych pana Rz. Po krótkiej rozmowie, która przeistoczyła się w negocjacje o dołączenie do owych znajomych celem spożycia taniego, dobrego wina. Pan Sz – motywowany niepowtarzalną okazją wypicia winka w doborowym towarzystwie – czym prędzej udał się do całonocnego sklepu monopolowego by zaopatrzyć się w odpowiednie zapasy. Jak zwykle o tak późnej porze sklep wypełniony był po brzegi wszelakiej maści personami. Pan Sz nie lubił stać w kolejce, tym bardziej, że duża ilość obcych ludzi sprawiala, że czuł się niepewnie i nieswojo. Często tłumaczył to wymyśloną kiedyś przez kogoś teorią , którą nazwał ‘kompleksem wieśniaka’. Polegała ona z grubsza na tym, że osobnikowi dotkniętemu tym kompleksem, wydaje się, że wszyscy się na niego gapią , obgadują i mają w stosunku do niego wrogie zamiary. Taka sytuacja wywołuje u ‘wieśniaka’ reakcję; zaczyna się zastanawiać nad swoim wyglą dem, zadaje sobie z sekundy na sekundą coraz bardziej nerwowo pytanie czy jego ubranie jest w porządku, czy może ma rozsunięty rozporek albo ptasie gówno na klapie plaszcza. Wszystkie te wątpliwości wywłują brak pewności siebie i strach. Strach przed odrzuceniem przez społeczeństwo, strach który prowadzi do desperackiej potrzeby przypodobania się stadu i strach przed tym, że może nie pasować do stada, które mu tak imponuje. Pan Sz kupuje paczkę papierosów, dwa wina porzeczkowe, płaci gotówką i opuszcza sklep. Przed sklepem zastaje dość zaskakujący widok. Z trzech osób, które na niego czekały nagle utworzył się tłum o sile około dwudziestu osób.
Było ciepło, a wiatr delikatnie układał włosy pana Sz. Doskonała pogoda do picia na otwartym powietrzu.
cdn.
Notka: tekst jest moim dzieckiem, które spłodziłem wraz z panią
Bezsennością
. Dałem mu na imię Pomysł. Jeśli się Wam podoba, to nie zapakuje go do plastikowego worka i nie wrzucę do rzeki, a sprawię, że będzie rósł i rósł.
Pozdrawiam:)
