Szpakblog

Tag: aftermath

top

by szpaq on cze.20, 2009, under .kminy.

Holla wszystkim!

Od dłuższego czasu panuje na świecie moda na wszelkiego rodzaje rankingi i zestawienia robione przez grupę ludzi lub pojedyncze jednostki. Ma to zapewne na celu pokazanie innym co jest teraz cool, a co nie. A jeśli takie zestawienie przeprowadzi ktoś znany, to staje się ono wtedy wytycznymi dla całej rzeszy fanów, którzy chcą upodobnić się do swoich idoli. Wątpię, żebym miał jakichkolwiek fanów, a tym bardziej wątpię w istnienie kogokolwiek, kto chciałby mnie naśladować, ale dobrze, ja również postanowiłem przeprowadzić swoje zestawienie uwaga, uwaga… najfajnieszych teledysków hip hop & rap jakie w życiu widziałem!

Dobre zestawienie powinno być oczywiście odliczaniem od najchujowszego do najzajebistrzego pod słońcem, więc idąc za przykładem znanych i lubianych…

5. 50 cent – In da club

Naturalnie nie mogło zabraknąć w moim wypasionym zestawieniu 50 centa! ‘In da club’, jego pierwszy videoclip z albumu ‘Get rich or die tryin”, wydany spod labelu Aftermath stał się jego największym hitem i sprawił, że na nowo wybuchła epidemia gangsta rapu. Teledysk nie najlepszy, ale 50 musiał się pojawić i chuj.

4.

A propo gansta rapu, ci kolesie wszystko zaczęli. N.W.A, ekipa dzięki której świat usłyszał o gansta rapie i o biednych czarnuchach i o tym, jak ciężkie jest życie w gettcie. Klasyk.

3.

Palenie trawki jest nieodłączną częścią kultury hip hop, dlatego prawie na każdym teledysku czarni bujają się z blantem w zębach, ale nikt nie wypromował gandzi jak Bob Marley i Method Man. Dzięki nim miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że grass jest fajny i przyjemny. Ja też.

2.

O! Dokładnie to się dzieje, gdy czarni się dorobią! Chcą wszystkim pokazać, że mimo chujowego życia spędzonego w gettcie potrafią robić hajs, mało tego chcą się swoimi osiągnięciami chwalić! Dupy, samochody, hajs, jaranie = złota środek na dobry teledysk rap.

1.

Na najlepszy teledysk w moim wypasionym zestawieniu wybrałem ten, którego nigdy nie zrozumiem. Jest po prostu głupi. Bo co łączy rapujących białasów, policje, wściekłą imprezę i… paradę na dzień świętego Patryka w NY? Kurwa nic, absolutnie nic. Dlatego to video najlepiej obrazuje miejsce białych w czarnym rapie. A kawałek całkiem spoko;p

10 Comments :, , , , , more...

.eminem.relapse.

by szpaq on cze.02, 2009, under .masterpiece.

No i pyknął nam piąty album Eminema. Kontrowersyjny raper powraca by szokować małolaty i bulwersować ich starych. Biały blondyn, raper z Detroit, wychowany w lesie z czarnymi, tym razem do standardowego kanonu swoich tematów poruszanych na albumie, takich jak narkotyki, gwałty i mordercze fantazje, postanowił dodać swoje doświadczenia z uzależnieniem od leków (co ciekawie ilustruje okładka płyty). Słuchając tej płyty nietrudno jest domyślić się, że zamierzeniem producenta Dr Dre  i samego Eminema było stworzenie albumu mrocznego i niepokojącego. I trzeba im przyznać, że bardzo dobrze im to wyszło. Na płycie usłyszymy sporo ponurych kawałków takich jak 3 a.m. czy Same song and dance, a z drugiej strony hiciorów takich jak We made you (singiel promujący album) po prostu nie ma. Do Relapse należy podchodzić bardziej jak do nafaszerowanego efektami dźwiękowymi audiobooka, niż do fajnej płyty do samochodu przy której można pobansować na plastikowych felach. Słuchanie płyty Eminema przypomina raczej czytanie dobrej książki o ćpunach w deszczowy dzień, niby nic przyjemnego, ale ciekawe historie, interesująco opowiedziane sprawiają, że nie chce się tej płyty wyłączać. Stylizacja i ton kawałków na Relapse zabierają nas w mroczny świat uzależnień i problemów psychicznych, z którym borykał się ulubiony raper Ku Klux Klanu. To jest po prostu doskonale wyprodukowana i opisana historia sławnego rapera uwalniającego się z nałogu. I nie ma sensu wnikać, czy to wszystko jest robione pod publikę czy nie, bo nigdy nie będziemy mieli na to wpływu, a najgorsze, co słuchacz może zrobić, to wierzyć w każde słowo wypowiadane przez artystę. Do Eminema zawsze należało podchodzić z dystansem i rezerwą, w końcu to tylko show.

Gdy słuchamy najnowszej produkcji Marshalla Mathersa po raz kolejny, dochodzimy w pewnym momencie do wniosku, że wszystko to już było, że po raz kolejny podano nam odgrzewane danie z nową sałatką. Jednak w przypadku Eminema nie wychodzi mu to wcale na złe, ba! jest do danie całkiem smaczne. Relapse niczym nie zaskakuje, ale jednocześnie niczym nie rozczarowuje. Wszystko jest na miejscu, doskonałe rymy Eminema, solidne bity Dr Dre (choć wiele im brakuje do tych z Eminem Show), no i ta nutka kontrowersji, której Marshall Mathers zawdzięcza tak dużą popularność. Płyty chyba nie muszę nikomu polecać, ponieważ Eminema można, albo kochać, albo nienawidzić, więc po Relapse sięgną tyko prawdziwi fani Shady’ego, których na świecie jest parę milionów, wszelkie rekomendacje i promocja jest zbędna.

Ps. Nie kocham Eminema.

Ps2. Kurwa, jeszcze nigdy pisanie nie przychodziło mi z taką trudnością. Prace zaliczeniowe na filologii to zło!

Ps3 kupię sobie po wakacjach!

15 Comments :, , , , , , more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!