Szpakblog

.no.comment.

by Johnny Tabasco on mar.08, 2007, under Uncategorized

RuDi 20:38:39 iidziesz jutro do szkoly ?

szpaq 20:39:16 ;oczywiscie

RuDi 20:39:23 to spierdalaj

RuDi 20:41:10 mi sie nie chce

szpaq 20:41:11 jak tysie wyrazasz

RuDi 20:41:14 bo po huj

RuDi 20:41:27 tylko musze ten francuski…

szpaq 20:41:29 to nie idz

RuDi 20:41:33 ten dialog babie oddac

RuDi 20:41:37 ;dam Ci go przed lekcajmi

szpaq 20:41:53 jak chcesz

RuDi 20:42:00 wosu i tka nie bede pisal

RuDi 20:42:06 a reszta przedmiotow to dno

szpaq 20:42:15 rozmawisz z mama karola

RuDi 20:42:26 …

szpaq 20:42:54 karol niestety nie wyłaczył gg

RuDi 20:43:04 biddny chlopak

szpaq 20:43:19 ;przykro czytac

RuDi 20:43:25 nom :<

RuDi 20:43:40 wez szpaqu idz sobie pobaw sie czyms

RuDi 20:43:42 nie denerwuj mnie

RuDi 20:43:49 ide pograc nara

chyba częściej będę zostawiać gg włączone:))))

4 Comments more...

.beg.for.mercy.

by Johnny Tabasco on mar.07, 2007, under .pulp.fiction.

Pierwszy powiew wiosny. Miałem (nie)szczęście doświadczyć jej na własnej skĂłrze wracając ze szkoły w zimowej kurtce przy temperaturze 15 stopni. koszmar, myślałem, Ĺźe się rozpuszczę siedząc w zatłoczonym autobusie… Później było duĹźo lepiej, pierwszy raz w tym sezonie dosiadłem roweru. W sumie to nic ambitnego nie robiłem, po kilkudziesięciu bunny hopach odechciało nam sie wszystkiego, przez zimę trochę formy się straciło, ale mimo to fajnie było pojeĹşdzić ze znajomymi wieczorkiem, szczegĂłlnie, Ĺźe pogoda dopisała popołudniu.
Po powrocie z roweru zadzwoniła do mojej matki wychowawczyni ze szkoły. Okazało się, Ĺźe nauczycielka od matematyki z ktĂłrą od zawsze miałem konflikt, poskarĹźyła się i chce widzieć się z moją matką. Sprawa jak dla mnie jasna… ktoś tu traci grunt pod nogami. Kobieta ma problem, gubi się pośrĂłd swoich pseudo konserwatywnych zasad pełnych dziur i nieścisłości, ktĂłre na kaĹźdym kroku starałem się jej wytykać. Ale o co chodzi?! JuĹź przechodzę do genezy sprawy. Pani S. cotygodniowo dobrodusznie organizuje zajęcia pozalekcyjne dla mądrych inaczej z matematyki, a tak się składa, Ĺźe ja do takich się zaliczam. Postanowiłem wykorzystać tę niepowtarzalną okazję do spędzenia cudownych 45 minut w towarzystwie ulubionej nauczycielki i zdobyć nieocenioną pomoc w przygotowywaniu się do kartkĂłwki, ktĂłra miała się odbyć kolejnego dnia. Tak się składa, Ĺźe przed zajęciami dla ‘wybitnych nie w te stronę co trza’ swoją godzinę mają uczniowie, ktĂłrzy piszą maturę w matematyki, więc nie chcąc im przeszkadzać usadowiłem się w ostatniej ławce, gdzie spokojnie robiłem swoje zadania (posiadałem podstawową wiedzę, wcześniej uczyłem się z kolegą). Po godzinie, pani łaskawie poprosiła mnie abym dołączył do grupy, ktĂłrą otaczała swoją opieką (zaznaczam, Ĺźe rozpoczęły się zajęcia dla przygłupĂłw, to znaczy dla mnie, poniewaĹź tylko ja byłem przedstawicielem uczniĂłw z brakami). Zajęcia mijały w radosnej atmosferze bo, jak mi się wydawało, wszystkie zadania wychodziły mi prawidłowo. Od czasu do czasu wołałem do siebie matematyczkę, ktĂłra wyraĹşnie zaabsorbowana była maturzystami, aby skonsultować pewne obliczenia oraz spytać czy dobrze rozwiązuje zadanie. Za kaĹźdym razem spotykałem się odpowiedzią pozytywną, ba! pani S. z entuzjazmem udzielała mi wskazĂłwek! Pod koniec zajęć spytałem, czy mogłaby pani mi sprawdzić moje dwugodzinne wypociny, na co uzyskałem odpowiedĹş, Ĺźebym oddał jej kartkę i, Ĺźe sprawdzi to później… Wydało mi się trochę dziwne, poniewaĹź następnego dnia miała być kartkĂłwka, na ktĂłrej zaliczeniu bardzo mi zaleĹźało. Jednak podłechtany łatwością z jaką rozwiązywałem kolejne zadania pozwoliły mi zlekcewaĹźyć to podejście do mojej osoby i zgodziłem się. Następnego dnia wesoło napisałem zapowiedzianą kartkĂłwkę i kiedy siedziałem sobie zadowolony w ławce otrzymałem kartkę z zadaniami, ktĂłre wykonałem dzień wcześniej… okazało się, Ĺźe wszystko co zrobiłem było Ĺşle. Nie jestem w stanie opisać rozczarowania i wściekłości jakie mnie opanowały w tamtym momencie. Miałem ochotę odpiąć łańcuch rowerowy, ktĂłrego uĹźywam do noszenia kluczy w spodniach i udusić nim kobietę, ktĂłra zmarnowała mi dwie godziny z Ĺźycia. Naprawdę, juĹź dawno nikt mnie tak nie wyprowadził z rĂłwnowagi. Poczułem się oszukany, przecieĹź nie po to polazłem na te zajęcia, by dowiedzieć się, Ĺźe niczego sie nie nauczyłem. Przekonany o tym, Ĺźe uzyskam negatywną ocenę podszedłem do pani na przerwę i wszystko jej bardzo spokojnie, jak to mam w zwyczaju, wygarnąłem. Trochę to panią poruszyło, czego efektem jest jutrzejsza wizyta. Nie wiem jak to będzie, ale wiem jedno… będzie śmiesznie xD

3 Comments more...

.st.anger.

by Johnny Tabasco on mar.01, 2007, under .pulp.fiction.

Jestem zły. Jestem wściekły. Jetsem zdesperowany. Jestem wkurwiony. Jestem sfrustrowany. Jestem na skraju załamania nerwowego. Jestem zły. Jestem zmęczony. Jestem zły.

Komputer znowu mi się psuje…

To pieprzone ustrojstwo znowu złapało jakieś virusowate gĂłwno. PrĂłbowałem coś z tym zrobić, ale jeszcze bardziej pogorszyłem sytuacje. Siedzę jak głupi przed tym monitorem, kombinuję, szukam jakiś informacji na forach internetowych, przeglądam jakieś strony, pytam znajomych o radę, wszystko jednak na nic. Najgorsza jest ta bezradność wobec uszkodzeń mechanicznych mojego małego ołtarzyku… Muszę czekać do jutra, kiedy to kupię pieprzony kabelek i na nowo rozpocznę batalię o prawo do swobodnego grania w Lineage’a i serfowanie po internecie. PĂłki co jednak postanowiłem wyładować swoją agresję właśnie w tym poście. doszedłem do wniosku, Ĺźe nie ma sensu wyĹźywać się na innych, tylko się na tym traci. Efekt jest zadziwiający; ciepłe słowa od Ukochanej od razu poprawiły mi diametralnie humor i znacznie przygasiły płomienie wewnątrz mnie. To zadziwiające jak zwykła konwersacja na gg moĹźe pocieszyć, jeśli opanuję się odrobinę nerwy. Szkoda, Ĺźe nie wiedziałem o tym wcześniej;/

Znowu słucham Audioslave. Niedawno obejrzałem Casino Royale (wkrótce coś o nim napisze) i jakoś mi się zebrało na takie klimaty, które zresztą idealnie odzwierciedlają mój nastrój.

Jestem zmęczony, zaraz idę spać, jutro w piach roboty, ale nic to, ponieważ wieczór zrekompensuje mi wszystkie bóle^^


1 Comment more...

.co.ślina.na.język.przyniesie.

by Johnny Tabasco on lut.27, 2007, under .kminy., .pulp.fiction.

Coś ostatnio smutno się tu zrobiło dlatego na dzień dobry teledysk do piosenki, która ostatnio cały czas mnie prześladuje.

[youtube]CivLKzRo48Y[/youtube]

Tośmy sobie pooglądali, przejdĹşmy zatem do aktualności. Ostatnio mam w domu stan wojenny. Tym razem poszło o wyjazd na pielgrzymkę do Częstochowy. DowĂłdztwo stwierdziło, Ĺźe mam jechać i koniec dyskusji. Trochę zdziwiła mnie ich stanowczość, poniewaĹź wiedzą, Ĺźe do kościoła nie uczęszczam, moja wiara w Boga jest względna, a fakt, Ĺźe miałbym tam jechać, by pomodlić się w dziesięciu róşnych intencjach budzi we mnie przynajmniej niezrozumienie… Suma sumarum, wywiązała się dość ostra wymiana zdań zakończona konfiskatą komputera i komĂłrki na 3 dni. Ponadto w domu wciąż czuć atmosferę konfliktu. Nie przeszkadza mi to zbytnio, pĂłki nie muszę znosić humorkĂłw fhurera. Zastanawiające jest to, Ĺźe starsi tak gwałtownie zareagowali na moją postawę wobec tego wyjazdu, ktĂłra jest dość sceptyczna. PrzecieĹź nigdy nie ukrywałem przed nimi mojego braku wiary. Dlaczego nagle wszyscy zaczęli wymagać ode mnie poboĹźności i co takiego specjalnego jest w tej Częstochowie, Ĺźe wzbudza takie emocje. Rozumiem, Ĺźe Sienkiewicz wspaniale opisał jej obronę w swoim „Potopie”, i, Ĺźe jest mekką dla kaĹźdego praktykującego polskiego katolika, ale na litość boską, moja rodzina nigdy nie była aĹź tak religijna. Owszem sprawiają pozory, ale nic więcej. Byłem tam raz, w lato 2 lata temu i nie wyniosłem stamtąd specjalnie pozytywnych wraĹźeń. Tłumy, upał, mało miejsca, ścisk, kompletny brak atmosfery. Nawet w kościele nie było charakterystycznego dla takich miejsc chłodu. Za to wszędzie setki stoisk z obrazkami, figurkami, koszulkami, stanikami, balonikami, książeczkami i innymi gadĹźetami z wizerunkiem Matki Boskiej. Aha, jeszcze była babcia, ktĂłra cały czas wydzierała się do drugiej ‘ChodĹş Basiu, tam jeszcze nie byliśmy’. Nie chce mĂłwić, Ĺźe komercha i kicha, bo nie chce się naraĹźać na lincz zorganizowany przez bojĂłwki radia Maryja i wspierany przez kółko emerytowanych gospodyń domowych. W takim razie powiem tylko, Ĺźe zwiedziłem wiele domĂłw boĹźych na świecie i jeśli miałbym zgadywać w ktĂłrych mieszkał BĂłg, to Częstochowa plasowałaby się na dole tej listy. Nie mnie jednak oceniać i rozwodzić się nad tym.

Inna sprawa. Przechodzę kryzys twĂłrczy… projekt mojej pracy maturalnej stoi w miejscu i nie bardzo wiem jak go ruszyć.

PS. Ogłoszenie: jeśli kiedyś powiedziałem coś głupiego/śmiesznego/mądrego/ciekawego napiszcie o tym w komentarzach, potrzebne mi to do księgi pamiątkowej na koniec liceum. Każdy kto zamieści cytat otrzyma ode mnie kartkę papieru z wizerunkiem Szpaczka (kiedyś będzie wart miliony, radzę się poważnie zastanowić:))

2 Comments more...

.sand.hill.party.

by Johnny Tabasco on lut.12, 2007, under .pulp.fiction.

W sobotę Vodki chcą zorganizować ostatnią w tym roku szkolnym imprezę Nazaretańską. Jak dla mnie to tak będzie:

[youtube]7OzlsMDkK_k[/youtube]

szczegóły u Karola, albo u mnie:)

5 Comments more...

.motto.

by Johnny Tabasco on lut.10, 2007, under .kminy.

„Pamiętaj, Ĺźe sukces kogoś innego nie umniejsza Twojego talentu, a zazdrość wcale go nie zwiększy”
„Nie wdawaj się w dyskusję z idiotą. Najpierw ściągnie Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem”

Leave a Comment more...

.weapon.of.mass.entertainment.

by Johnny Tabasco on lut.08, 2007, under .kminy.

Podczas dzisiejszej podróşy powrotnej autobusem do domu, zastanawiałem się nad zwalczeniem agresji wśrĂłd ludzi, szczegĂłlnie na osiedlach. Coraz młodsi ludzie szukają zaczepki i kłopotĂłw, strach przed chodzeniem po osiedlu w obawie przed dostaniem wpierdol od bandy niewyĹźytych dresĂłw, umyśliłem więc sobie, czemu by nie wyjść naprzeciw ich potrzebom i nie zorganizować dla nich specjalnych miejsc, gdzie mogliby okładać się po ryjach do ich usranej i nic nie wartej śmierci. Po pewnym czasie ktoś okrzyknąłby tę tępą i bezmĂłzgą jatkę, kompletnie niewyszkolonych i prymitywnych debili, sportem, w wyniku czego organizacja zawodĂłw mających na celu wyłonienie najlepszych ekip stałaby się tylko kwestią czasu. Z początku byłby to sport mało popularny, jednak szybko rozwijający się i zyskujący sobie coraz większe rzesze fanĂłw. Wiadomo, Ĺźe tam, gdzie ludzie, tam miejsce na reklamę, więc jak grzyby po deszczu pojawialiby się sponsorzy uzbrajający swoich podopiecznych w coraz lĹźejsze i twardsze bejzbole, kastety i łańcuchy. Broń biała byłaby zakazana, moĹźna nią łatwo zabić. Sport stawałby sie coraz popularniejszy, druĹźyny zyskują coraz więcej umiejętności i doświadczenia… staję się atrakcyjny dla zwykłego mężczyzny w wieku produkcyjnym, przesiadującym całe wieczory przed TV. Wreszcie, po paru miesiącach i paruset tysiącach złotych przeznaczonych na łapĂłwki, rząd zgadza się na ukazywanie śmierci w TV. Pomysł przechodzi i budzi wiele kontrowersji, doskonała reklama. Wiele milionĂłw wydanych na reklamę i budowę nowoczesnych i przytłaczających swoją wielkością koloseĂłw. Szykuję się wielkie show. Powstaje wiele reportaĹźy. Obrońcy praw człowieka protestują. Holandia deklaruje swoje poparcie dla nowego rodzaju rozrywki. Kościół nawołuje do bojkotu. Emisja pierwszej walki. DwĂłch sławnych komentatorĂłw decyduję się komentować jej przebieg. Rozpoczyna się pierwszy pojedynek współczesnych gladiatorĂłw. RzeĹş, krew, brak zasad, czysta agresja i przemoc. Ludzie szaleją, to jest to na co tak długo czekali. Miliony przed telewizorami. Ceny reklam w kolejnych pojedynkach opiewają na miliony. Powstają osiedlowe kluby, walczące w specjalnych mniejszych koloseach. Polegli w lidze otoczeni są czcią i szacunkiem. Biznes się kręci, koszulki, breloczki, kubki, DVD ze wszystkimi walkami sezonu i inne gadĹźety sprzedają się jak świeĹźe bułeczki. Socjolodzy dostrzegają cudowne zjawisko społeczne. Spada przestępczość, coraz mniej napadĂłw, poniewaĹź najwięksi wojownicy propagują zasadę fair play, czyli nie bij słabszych. Ludzie wyładowują agresję na stadionach i przed telewizorami. Świat staję się odrobinę lepszy.  I tak by powstał sport, ktĂłry zmieniłby świat.

5 Comments more...

by Johnny Tabasco on lut.08, 2007, under .masterpiece.

my master

3 Comments more...

.mood.indigo.

by Johnny Tabasco on lut.04, 2007, under .pulp.fiction.

Dawno już tutaj nie widziano notki podsumowującej tydzień. A szkoda bo ostatnio miało dla mnie bardzo ważne wydarzenie! Skończyły się ferie, większość z nas wróciła do szarej rzeczywistości zwanej szkołą. I na nowo po 2 tygodniowej przerwie, jesteśmy zmuszani do oglądania codziennie tych samych twarzy nauczycieli, tych samych klas i tych samych ludzi. Denerwuje mnie ta monotonia dnia codziennego, ta przeklęta rutyna, której musimy podlegać. Na samą myśl, że w tym tygodniu będę robił to samo co tydzień temu, mam ochotę strzelić sobie w głowę. No cóż, chyba juz taki urok szkoły, trzeba przez to przetrwać, ale zrobię w przyszłości wszystko, by nie zarabiać na życie równie monotonnym zajęciem.

Koniec ferii okazał się dla mnie całkiem pomyślny i pozytywny. Otóş ponownie zszedłem się z moją ukochaną Panią J. xD To trochę niezwykłe, poniewaĹź jesteśmy parą juĹź siĂłdmy raz, ale najwidoczniej coś w tym jest… coś co nie pozwala mi o niej zapomnieć i wymazać tej miłości z mojego Ĺźyciorysu. SzczegĂłlnie teraz, kiedy jestem inną osobą niĹź wtedy, kiedy byliśmy parą ostatnim razem, czyli ponad pół roku temu. I właśnie dlatego jestem teraz duĹźo bardziej pozytywnie nastawiony do naszego związku, niĹź kiedyś. Ludzie się jednak bardzo zmieniają:)

Właśnie z tego powodu dzisiejszy topic miał się nazywać ‘apogeum szczęścia’, jednak doszedłem do wniosku, Ĺźe apogeum nie jest odpowiednim słowem. Szczyt szczęścia nie trwa wiecznie, a ja czuję się jakby juz nigdy nie było mi dane zaznać smutku i samotności. Czuję się wręcz wybornie! Wszystko jest tak jak byc powinno, są problemy, bez nich byłoby nudno, ale są teĹź powodu do radości i są ludzie (w tym pewna Kochana kobietka:)) u ktĂłrych zawsze znajdę wsparcie:) Ponadto rozwiązałem pewien problem, ktĂłry dręczył mnie od bardzo dawna, jednak to zachowam juĹź tylko i wyłącznie dla siebie…:)
p.r.w.s dla Wszystkich,

szpiegĂłw Nazaretu takĹźe pozdrawiam!

2 Comments more...

.apocalypse.now.

by Johnny Tabasco on sty.30, 2007, under Uncategorized

Nastały ciężkie czasy. Matura za trzy miesiące, w kutas nauki, problemy, problemy i jeszcze raz problemy… Postanowiłem jednak rozwiązać jeden z nich. Po wielu godzinach medytacji, tygodniach rozmyślań i miesiącach spędzonych na czatach wp.pl stwierdziłem, Ĺźe muszę schudnąć! Tak, to nie jest Ĺźart, przez ostatnie pół roku wyhodowałem mięsień piwny, ktĂłrego wielkość zaczyna mnie powaĹźnie niepokoić, a nie chce przecieĹź być pośmiewiskiem dla rĂłwieśnikĂłw (jakbym nim nie był z innych powodĂłw:)), chce imponować im i koleĹźanką zgrabną i wiotką sylwetką! Chce mieć kaloryfer na brzuchu niczym Mateusz i biceps niczym Gorzki! Tak! To juĹź postanowione, od jutra zaczynam się odchudzać i ćwiczyć! Koniec z unikaniem basenu i wf-u, nastały czasy zdrowych obiadĂłw, Macowi, mojej dotychczasowej stołówce mĂłwimy papa, przywitajmy filet z kurczaka, surĂłwkę i 2 gałki ziemniakĂłw! W zapomnienie niech odejdą tanie, wysoko tłuszczowe przekąski ze szkolnego sklepiku. ObĹźeraniu się byle gĂłwnem mĂłwię stanowcze nie! Co do ćwiczeń to regularne pakowanie na ciężarkach w domowym zaciszu, pompki, podciąganie się na drążku. Raz w tygodniu 45 minut basenu, na ktĂłrym nie będzie opieprzania tylko wytężona praca fizyczna mająca na celu poprawę mojej nikłej kondycji, to samo z wf-em, nie ma, Ĺźe nie mam stroju! Pot, łzy i krew, to jest to, co sprawi, Ĺźe Szpaq przezwycięży awersję do wysiłku fizycznego!

A tak poważnie, to mam nadzieje coś ze sobą zrobić (no w końcu na plaży się pokazać, albo na jaki lansik w obcisłej bluzeczce iść:P)

7 Comments more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!