.no.comment.
by Johnny Tabasco on mar.08, 2007, under Uncategorized
RuDi 20:38:39 iidziesz jutro do szkoly ?
szpaq 20:39:16 ;oczywiscie
RuDi 20:39:23 to spierdalaj
RuDi 20:41:10 mi sie nie chce
szpaq 20:41:11 jak tysie wyrazasz
RuDi 20:41:14 bo po huj
RuDi 20:41:27 tylko musze ten francuski…
szpaq 20:41:29 to nie idz
RuDi 20:41:33 ten dialog babie oddac
RuDi 20:41:37 ;dam Ci go przed lekcajmi
szpaq 20:41:53 jak chcesz
RuDi 20:42:00 wosu i tka nie bede pisal
RuDi 20:42:06 a reszta przedmiotow to dno
szpaq 20:42:15 rozmawisz z mama karola
RuDi 20:42:26 …
szpaq 20:42:54 karol niestety nie wyĹaczyĹ gg
RuDi 20:43:04 biddny chlopak
szpaq 20:43:19 ;przykro czytac
RuDi 20:43:25 nom :<
RuDi 20:43:40 wez szpaqu idz sobie pobaw sie czyms
RuDi 20:43:42 nie denerwuj mnie
RuDi 20:43:49 ide pograc nara
chyba czÄĹciej bÄdÄ zostawiaÄ gg wĹÄ czone:))))
.beg.for.mercy.
by Johnny Tabasco on mar.07, 2007, under .pulp.fiction.

Pierwszy powiew wiosny. MiaĹem (nie)szczÄĹcie doĹwiadczyÄ jej na wĹasnej skĂłrze wracajÄ
c ze szkoĹy w zimowej kurtce przy temperaturze 15 stopni. koszmar, myĹlaĹem, Ĺźe siÄ rozpuszczÄ siedzÄ
c w zatĹoczonym autobusie… Później byĹo duĹźo lepiej, pierwszy raz w tym sezonie dosiadĹem roweru. W sumie to nic ambitnego nie robiĹem, po kilkudziesiÄciu bunny hopach odechciaĹo nam sie wszystkiego, przez zimÄ trochÄ formy siÄ straciĹo, ale mimo to fajnie byĹo pojeĹşdziÄ ze znajomymi wieczorkiem, szczegĂłlnie, Ĺźe pogoda dopisaĹa popoĹudniu.
Po powrocie z roweru zadzwoniĹa do mojej matki wychowawczyni ze szkoĹy. OkazaĹo siÄ, Ĺźe nauczycielka od matematyki z ktĂłrÄ
od zawsze miaĹem konflikt, poskarĹźyĹa siÄ i chce widzieÄ siÄ z mojÄ
matkÄ
. Sprawa jak dla mnie jasna… ktoĹ tu traci grunt pod nogami. Kobieta ma problem, gubi siÄ poĹrĂłd swoich pseudo konserwatywnych zasad peĹnych dziur i nieĹcisĹoĹci, ktĂłre na kaĹźdym kroku staraĹem siÄ jej wytykaÄ. Ale o co chodzi?! JuĹź przechodzÄ do genezy sprawy. Pani S. cotygodniowo dobrodusznie organizuje zajÄcia pozalekcyjne dla mÄ
drych inaczej z matematyki, a tak siÄ skĹada, Ĺźe ja do takich siÄ zaliczam. PostanowiĹem wykorzystaÄ tÄ niepowtarzalnÄ
okazjÄ do spÄdzenia cudownych 45 minut w towarzystwie ulubionej nauczycielki i zdobyÄ nieocenionÄ
pomoc w przygotowywaniu siÄ do kartkĂłwki, ktĂłra miaĹa siÄ odbyÄ kolejnego dnia. Tak siÄ skĹada, Ĺźe przed zajÄciami dla ‘wybitnych nie w te stronÄ co trza’ swojÄ
godzinÄ majÄ
uczniowie, ktĂłrzy piszÄ
maturÄ w matematyki, wiÄc nie chcÄ
c im przeszkadzaÄ usadowiĹem siÄ w ostatniej Ĺawce, gdzie spokojnie robiĹem swoje zadania (posiadaĹem podstawowÄ
wiedzÄ, wczeĹniej uczyĹem siÄ z kolegÄ
). Po godzinie, pani Ĺaskawie poprosiĹa mnie abym doĹÄ
czyĹ do grupy, ktĂłrÄ
otaczaĹa swojÄ
opiekÄ
(zaznaczam, Ĺźe rozpoczÄĹy siÄ zajÄcia dla przygĹupĂłw, to znaczy dla mnie, poniewaĹź tylko ja byĹem przedstawicielem uczniĂłw z brakami). ZajÄcia mijaĹy w radosnej atmosferze bo, jak mi siÄ wydawaĹo, wszystkie zadania wychodziĹy mi prawidĹowo. Od czasu do czasu woĹaĹem do siebie matematyczkÄ, ktĂłra wyraĹşnie zaabsorbowana byĹa maturzystami, aby skonsultowaÄ pewne obliczenia oraz spytaÄ czy dobrze rozwiÄ
zuje zadanie. Za kaĹźdym razem spotykaĹem siÄ odpowiedziÄ
pozytywnÄ
, ba! pani S. z entuzjazmem udzielaĹa mi wskazĂłwek! Pod koniec zajÄÄ spytaĹem, czy mogĹaby pani mi sprawdziÄ moje dwugodzinne wypociny, na co uzyskaĹem odpowiedĹş, Ĺźebym oddaĹ jej kartkÄ i, Ĺźe sprawdzi to później… WydaĹo mi siÄ trochÄ dziwne, poniewaĹź nastÄpnego dnia miaĹa byÄ kartkĂłwka, na ktĂłrej zaliczeniu bardzo mi zaleĹźaĹo. Jednak podĹechtany ĹatwoĹciÄ
z jakÄ
rozwiÄ
zywaĹem kolejne zadania pozwoliĹy mi zlekcewaĹźyÄ to podejĹcie do mojej osoby i zgodziĹem siÄ. NastÄpnego dnia wesoĹo napisaĹem zapowiedzianÄ
kartkĂłwkÄ i kiedy siedziaĹem sobie zadowolony w Ĺawce otrzymaĹem kartkÄ z zadaniami, ktĂłre wykonaĹem dzieĹ wczeĹniej… okazaĹo siÄ, Ĺźe wszystko co zrobiĹem byĹo Ĺşle. Nie jestem w stanie opisaÄ rozczarowania i wĹciekĹoĹci jakie mnie opanowaĹy w tamtym momencie. MiaĹem ochotÄ odpiÄ
Ä ĹaĹcuch rowerowy, ktĂłrego uĹźywam do noszenia kluczy w spodniach i udusiÄ nim kobietÄ, ktĂłra zmarnowaĹa mi dwie godziny z Ĺźycia. NaprawdÄ, juĹź dawno nikt mnie tak nie wyprowadziĹ z rĂłwnowagi. PoczuĹem siÄ oszukany, przecieĹź nie po to polazĹem na te zajÄcia, by dowiedzieÄ siÄ, Ĺźe niczego sie nie nauczyĹem. Przekonany o tym, Ĺźe uzyskam negatywnÄ
ocenÄ podszedĹem do pani na przerwÄ i wszystko jej bardzo spokojnie, jak to mam w zwyczaju, wygarnÄ
Ĺem. TrochÄ to paniÄ
poruszyĹo, czego efektem jest jutrzejsza wizyta. Nie wiem jak to bÄdzie, ale wiem jedno… bÄdzie Ĺmiesznie xD
.st.anger.
by Johnny Tabasco on mar.01, 2007, under .pulp.fiction.

Jestem zĹy. Jestem wĹciekĹy. Jetsem zdesperowany. Jestem wkurwiony. Jestem sfrustrowany. Jestem na skraju zaĹamania nerwowego. Jestem zĹy. Jestem zmÄczony. Jestem zĹy.
Komputer znowu mi siÄ psuje…
To pieprzone ustrojstwo znowu zĹapaĹo jakieĹ virusowate gĂłwno. PrĂłbowaĹem coĹ z tym zrobiÄ, ale jeszcze bardziej pogorszyĹem sytuacje. SiedzÄ jak gĹupi przed tym monitorem, kombinujÄ, szukam jakiĹ informacji na forach internetowych, przeglÄ dam jakieĹ strony, pytam znajomych o radÄ, wszystko jednak na nic. Najgorsza jest ta bezradnoĹÄ wobec uszkodzeĹ mechanicznych mojego maĹego oĹtarzyku… MuszÄ czekaÄ do jutra, kiedy to kupiÄ pieprzony kabelek i na nowo rozpocznÄ bataliÄ o prawo do swobodnego grania w Lineage’a i serfowanie po internecie. PĂłki co jednak postanowiĹem wyĹadowaÄ swojÄ agresjÄ wĹaĹnie w tym poĹcie. doszedĹem do wniosku, Ĺźe nie ma sensu wyĹźywaÄ siÄ na innych, tylko siÄ na tym traci. Efekt jest zadziwiajÄ cy; ciepĹe sĹowa od Ukochanej od razu poprawiĹy mi diametralnie humor i znacznie przygasiĹy pĹomienie wewnÄ trz mnie. To zadziwiajÄ ce jak zwykĹa konwersacja na gg moĹźe pocieszyÄ, jeĹli opanujÄ siÄ odrobinÄ nerwy. Szkoda, Ĺźe nie wiedziaĹem o tym wczeĹniej;/
Znowu sĹucham Audioslave. Niedawno obejrzaĹem Casino Royale (wkrĂłtce coĹ o nim napisze) i jakoĹ mi siÄ zebraĹo na takie klimaty, ktĂłre zresztÄ idealnie odzwierciedlajÄ mĂłj nastrĂłj.
Jestem zmÄczony, zaraz idÄ spaÄ, jutro w piach roboty, ale nic to, poniewaĹź wieczĂłr zrekompensuje mi wszystkie bĂłle^^
.co.Ĺlina.na.jÄzyk.przyniesie.
by Johnny Tabasco on lut.27, 2007, under .kminy., .pulp.fiction.
CoĹ ostatnio smutno siÄ tu zrobiĹo dlatego na dzieĹ dobry teledysk do piosenki, ktĂłra ostatnio caĹy czas mnie przeĹladuje.
[youtube]CivLKzRo48Y[/youtube]
ToĹmy sobie pooglÄ dali, przejdĹşmy zatem do aktualnoĹci. Ostatnio mam w domu stan wojenny. Tym razem poszĹo o wyjazd na pielgrzymkÄ do CzÄstochowy. DowĂłdztwo stwierdziĹo, Ĺźe mam jechaÄ i koniec dyskusji. TrochÄ zdziwiĹa mnie ich stanowczoĹÄ, poniewaĹź wiedzÄ , Ĺźe do koĹcioĹa nie uczÄszczam, moja wiara w Boga jest wzglÄdna, a fakt, Ĺźe miaĹbym tam jechaÄ, by pomodliÄ siÄ w dziesiÄciu róşnych intencjach budzi we mnie przynajmniej niezrozumienie… Suma sumarum, wywiÄ zaĹa siÄ doĹÄ ostra wymiana zdaĹ zakoĹczona konfiskatÄ komputera i komĂłrki na 3 dni. Ponadto w domu wciÄ Ĺź czuÄ atmosferÄ konfliktu. Nie przeszkadza mi to zbytnio, pĂłki nie muszÄ znosiÄ humorkĂłw fhurera. ZastanawiajÄ ce jest to, Ĺźe starsi tak gwaĹtownie zareagowali na mojÄ postawÄ wobec tego wyjazdu, ktĂłra jest doĹÄ sceptyczna. PrzecieĹź nigdy nie ukrywaĹem przed nimi mojego braku wiary. Dlaczego nagle wszyscy zaczÄli wymagaÄ ode mnie poboĹźnoĹci i co takiego specjalnego jest w tej CzÄstochowie, Ĺźe wzbudza takie emocje. Rozumiem, Ĺźe Sienkiewicz wspaniale opisaĹ jej obronÄ w swoim „Potopie”, i, Ĺźe jest mekkÄ dla kaĹźdego praktykujÄ cego polskiego katolika, ale na litoĹÄ boskÄ , moja rodzina nigdy nie byĹa aĹź tak religijna. Owszem sprawiajÄ pozory, ale nic wiÄcej. ByĹem tam raz, w lato 2 lata temu i nie wyniosĹem stamtÄ d specjalnie pozytywnych wraĹźeĹ. TĹumy, upaĹ, maĹo miejsca, Ĺcisk, kompletny brak atmosfery. Nawet w koĹciele nie byĹo charakterystycznego dla takich miejsc chĹodu. Za to wszÄdzie setki stoisk z obrazkami, figurkami, koszulkami, stanikami, balonikami, ksiÄ Ĺźeczkami i innymi gadĹźetami z wizerunkiem Matki Boskiej. Aha, jeszcze byĹa babcia, ktĂłra caĹy czas wydzieraĹa siÄ do drugiej ‘ChodĹş Basiu, tam jeszcze nie byliĹmy’. Nie chce mĂłwiÄ, Ĺźe komercha i kicha, bo nie chce siÄ naraĹźaÄ na lincz zorganizowany przez bojĂłwki radia Maryja i wspierany przez kĂłĹko emerytowanych gospodyĹ domowych. W takim razie powiem tylko, Ĺźe zwiedziĹem wiele domĂłw boĹźych na Ĺwiecie i jeĹli miaĹbym zgadywaÄ w ktĂłrych mieszkaĹ BĂłg, to CzÄstochowa plasowaĹaby siÄ na dole tej listy. Nie mnie jednak oceniaÄ i rozwodziÄ siÄ nad tym.
Inna sprawa. PrzechodzÄ kryzys twĂłrczy… projekt mojej pracy maturalnej stoi w miejscu i nie bardzo wiem jak go ruszyÄ.
PS. OgĹoszenie: jeĹli kiedyĹ powiedziaĹem coĹ gĹupiego/Ĺmiesznego/mÄ drego/ciekawego napiszcie o tym w komentarzach, potrzebne mi to do ksiÄgi pamiÄ tkowej na koniec liceum. KaĹźdy kto zamieĹci cytat otrzyma ode mnie kartkÄ papieru z wizerunkiem Szpaczka (kiedyĹ bÄdzie wart miliony, radzÄ siÄ powaĹźnie zastanowiÄ:))
.sand.hill.party.
by Johnny Tabasco on lut.12, 2007, under .pulp.fiction.
W sobotÄ Vodki chcÄ zorganizowaÄ ostatniÄ w tym roku szkolnym imprezÄ NazaretaĹskÄ . Jak dla mnie to tak bÄdzie:
[youtube]7OzlsMDkK_k[/youtube]
szczegĂłĹy u Karola, albo u mnie:)
.motto.
by Johnny Tabasco on lut.10, 2007, under .kminy.
„PamiÄtaj, Ĺźe sukces kogoĹ innego nie umniejsza Twojego talentu, a zazdroĹÄ wcale go nie zwiÄkszy”
„Nie wdawaj siÄ w dyskusjÄ z idiotÄ
. Najpierw ĹciÄ
gnie CiÄ do swojego poziomu, a później pokona doĹwiadczeniem”
.weapon.of.mass.entertainment.
by Johnny Tabasco on lut.08, 2007, under .kminy.

Podczas dzisiejszej podróşy powrotnej autobusem do domu, zastanawiaĹem siÄ nad zwalczeniem agresji wĹrĂłd ludzi, szczegĂłlnie na osiedlach. Coraz mĹodsi ludzie szukajÄ zaczepki i kĹopotĂłw, strach przed chodzeniem po osiedlu w obawie przed dostaniem wpierdol od bandy niewyĹźytych dresĂłw, umyĹliĹem wiÄc sobie, czemu by nie wyjĹÄ naprzeciw ich potrzebom i nie zorganizowaÄ dla nich specjalnych miejsc, gdzie mogliby okĹadaÄ siÄ po ryjach do ich usranej i nic nie wartej Ĺmierci. Po pewnym czasie ktoĹ okrzyknÄ Ĺby tÄ tÄpÄ i bezmĂłzgÄ jatkÄ, kompletnie niewyszkolonych i prymitywnych debili, sportem, w wyniku czego organizacja zawodĂłw majÄ cych na celu wyĹonienie najlepszych ekip staĹaby siÄ tylko kwestiÄ czasu. Z poczÄ tku byĹby to sport maĹo popularny, jednak szybko rozwijajÄ cy siÄ i zyskujÄ cy sobie coraz wiÄksze rzesze fanĂłw. Wiadomo, Ĺźe tam, gdzie ludzie, tam miejsce na reklamÄ, wiÄc jak grzyby po deszczu pojawialiby siÄ sponsorzy uzbrajajÄ cy swoich podopiecznych w coraz lĹźejsze i twardsze bejzbole, kastety i ĹaĹcuchy. BroĹ biaĹa byĹaby zakazana, moĹźna niÄ Ĺatwo zabiÄ. Sport stawaĹby sie coraz popularniejszy, druĹźyny zyskujÄ coraz wiÄcej umiejÄtnoĹci i doĹwiadczenia… stajÄ siÄ atrakcyjny dla zwykĹego mÄĹźczyzny w wieku produkcyjnym, przesiadujÄ cym caĹe wieczory przed TV. Wreszcie, po paru miesiÄ cach i paruset tysiÄ cach zĹotych przeznaczonych na ĹapĂłwki, rzÄ d zgadza siÄ na ukazywanie Ĺmierci w TV. PomysĹ przechodzi i budzi wiele kontrowersji, doskonaĹa reklama. Wiele milionĂłw wydanych na reklamÄ i budowÄ nowoczesnych i przytĹaczajÄ cych swojÄ wielkoĹciÄ koloseĂłw. SzykujÄ siÄ wielkie show. Powstaje wiele reportaĹźy. ObroĹcy praw czĹowieka protestujÄ . Holandia deklaruje swoje poparcie dla nowego rodzaju rozrywki. KoĹcióŠnawoĹuje do bojkotu. Emisja pierwszej walki. DwĂłch sĹawnych komentatorĂłw decydujÄ siÄ komentowaÄ jej przebieg. Rozpoczyna siÄ pierwszy pojedynek wspĂłĹczesnych gladiatorĂłw. RzeĹş, krew, brak zasad, czysta agresja i przemoc. Ludzie szalejÄ , to jest to na co tak dĹugo czekali. Miliony przed telewizorami. Ceny reklam w kolejnych pojedynkach opiewajÄ na miliony. PowstajÄ osiedlowe kluby, walczÄ ce w specjalnych mniejszych koloseach. Polegli w lidze otoczeni sÄ czciÄ i szacunkiem. Biznes siÄ krÄci, koszulki, breloczki, kubki, DVD ze wszystkimi walkami sezonu i inne gadĹźety sprzedajÄ siÄ jak ĹwieĹźe buĹeczki. Socjolodzy dostrzegajÄ cudowne zjawisko spoĹeczne. Spada przestÄpczoĹÄ, coraz mniej napadĂłw, poniewaĹź najwiÄksi wojownicy propagujÄ zasadÄ fair play, czyli nie bij sĹabszych. Ludzie wyĹadowujÄ agresjÄ na stadionach i przed telewizorami. Ĺwiat stajÄ siÄ odrobinÄ lepszy. I tak by powstaĹ sport, ktĂłry zmieniĹby Ĺwiat.
.mood.indigo.
by Johnny Tabasco on lut.04, 2007, under .pulp.fiction.

Dawno juĹź tutaj nie widziano notki podsumowujÄ cej tydzieĹ. A szkoda bo ostatnio miaĹo dla mnie bardzo waĹźne wydarzenie! SkoĹczyĹy siÄ ferie, wiÄkszoĹÄ z nas wrĂłciĹa do szarej rzeczywistoĹci zwanej szkoĹÄ . I na nowo po 2 tygodniowej przerwie, jesteĹmy zmuszani do oglÄ dania codziennie tych samych twarzy nauczycieli, tych samych klas i tych samych ludzi. Denerwuje mnie ta monotonia dnia codziennego, ta przeklÄta rutyna, ktĂłrej musimy podlegaÄ. Na samÄ myĹl, Ĺźe w tym tygodniu bÄdÄ robiĹ to samo co tydzieĹ temu, mam ochotÄ strzeliÄ sobie w gĹowÄ. No cóş, chyba juz taki urok szkoĹy, trzeba przez to przetrwaÄ, ale zrobiÄ w przyszĹoĹci wszystko, by nie zarabiaÄ na Ĺźycie rĂłwnie monotonnym zajÄciem.
Koniec ferii okazaĹ siÄ dla mnie caĹkiem pomyĹlny i pozytywny. Otóş ponownie zszedĹem siÄ z mojÄ ukochanÄ PaniÄ J. xD To trochÄ niezwykĹe, poniewaĹź jesteĹmy parÄ juĹź siĂłdmy raz, ale najwidoczniej coĹ w tym jest… coĹ co nie pozwala mi o niej zapomnieÄ i wymazaÄ tej miĹoĹci z mojego Ĺźyciorysu. SzczegĂłlnie teraz, kiedy jestem innÄ osobÄ niĹź wtedy, kiedy byliĹmy parÄ ostatnim razem, czyli ponad póŠroku temu. I wĹaĹnie dlatego jestem teraz duĹźo bardziej pozytywnie nastawiony do naszego zwiÄ zku, niĹź kiedyĹ. Ludzie siÄ jednak bardzo zmieniajÄ :)
WĹaĹnie z tego powodu dzisiejszy topic miaĹ siÄ nazywaÄ ‘apogeum szczÄĹcia’, jednak doszedĹem do wniosku, Ĺźe apogeum nie jest odpowiednim sĹowem. Szczyt szczÄĹcia nie trwa wiecznie, a ja czujÄ siÄ jakby juz nigdy nie byĹo mi dane zaznaÄ smutku i samotnoĹci. CzujÄ siÄ wrÄcz wybornie! Wszystko jest tak jak byc powinno, sÄ
problemy, bez nich byĹoby nudno, ale sÄ
teĹź powodu do radoĹci i sÄ
ludzie (w tym pewna Kochana kobietka:)) u ktĂłrych zawsze znajdÄ wsparcie:) Ponadto rozwiÄ
zaĹem pewien problem, ktĂłry drÄczyĹ mnie od bardzo dawna, jednak to zachowam juĹź tylko i wyĹÄ
cznie dla siebie…:)
p.r.w.s dla Wszystkich,
szpiegĂłw Nazaretu takĹźe pozdrawiam!
.apocalypse.now.
by Johnny Tabasco on sty.30, 2007, under Uncategorized

NastaĹy ciÄĹźkie czasy. Matura za trzy miesiÄ
ce, w kutas nauki, problemy, problemy i jeszcze raz problemy… PostanowiĹem jednak rozwiÄ
zaÄ jeden z nich. Po wielu godzinach medytacji, tygodniach rozmyĹlaĹ i miesiÄ
cach spÄdzonych na czatach wp.pl stwierdziĹem, Ĺźe muszÄ schudnÄ
Ä! Tak, to nie jest Ĺźart, przez ostatnie póŠroku wyhodowaĹem miÄsieĹ piwny, ktĂłrego wielkoĹÄ zaczyna mnie powaĹźnie niepokoiÄ, a nie chce przecieĹź byÄ poĹmiewiskiem dla rĂłwieĹnikĂłw (jakbym nim nie byĹ z innych powodĂłw:)), chce imponowaÄ im i koleĹźankÄ
zgrabnÄ
i wiotkÄ
sylwetkÄ
! Chce mieÄ kaloryfer na brzuchu niczym Mateusz i biceps niczym Gorzki! Tak! To juĹź postanowione, od jutra zaczynam siÄ odchudzaÄ i ÄwiczyÄ! Koniec z unikaniem basenu i wf-u, nastaĹy czasy zdrowych obiadĂłw, Macowi, mojej dotychczasowej stoĹĂłwce mĂłwimy papa, przywitajmy filet z kurczaka, surĂłwkÄ i 2 gaĹki ziemniakĂłw! W zapomnienie niech odejdÄ
tanie, wysoko tĹuszczowe przekÄ
ski ze szkolnego sklepiku. ObĹźeraniu siÄ byle gĂłwnem mĂłwiÄ stanowcze nie! Co do ÄwiczeĹ to regularne pakowanie na ciÄĹźarkach w domowym zaciszu, pompki, podciÄ
ganie siÄ na drÄ
Ĺźku. Raz w tygodniu 45 minut basenu, na ktĂłrym nie bÄdzie opieprzania tylko wytÄĹźona praca fizyczna majÄ
ca na celu poprawÄ mojej nikĹej kondycji, to samo z wf-em, nie ma, Ĺźe nie mam stroju! Pot, Ĺzy i krew, to jest to, co sprawi, Ĺźe Szpaq przezwyciÄĹźy awersjÄ do wysiĹku fizycznego!
A tak powaĹźnie, to mam nadzieje coĹ ze sobÄ zrobiÄ (no w koĹcu na plaĹźy siÄ pokazaÄ, albo na jaki lansik w obcisĹej bluzeczce iĹÄ:P)

