.chemical.brothers.elektrobank.
by Johnny Tabasco on lip.30, 2007, under Uncategorized
By zrobic widowiskowy, efektowny teledysk wcale nie potrzeba polnagich kobiet czy wybuchow a la Hiroszima. Zamiast siegac po efekty specjalne, oczojebne wizualizacje czy linki umozliwiajace aktorom lamanie praw grawitacyjnych wystarczy po prostu rozejrzec sie. Bo kto by pomyslal, ze popisy akrobatyczne/ gimnastyczne (nie znam dokladnie nazwy tego sportu) w polaczeniu z doskonala rezyseria i montazem moga byc lepsze od niejednej sceny z Matrixa…
[youtube]PVrA2mtrHUM[/youtube]
.englishman.in.new.york.
by Johnny Tabasco on lip.12, 2007, under Uncategorized
Jestem robolem. Codziennie rano wstaje, jem sniadanie, wychodze z domu, ide na umowione miejsce spod ktorego Bernard zabiera mnie i Juana do miejsca w ktorym pracujemy. 34 km od Luksemburgu buduje sie dom starcow w ktorym trzeba umyc okna, miesiac roboty dla trzech osob. 45 minut jazdy. Gdy docieramy na miejsce od razu bierzemy sie do roboty, wiely co mamy robic, zreszta codziennie robimy to samo. Ani Bernard, ani Juan nie mowia po angielsku, ja nie mowie po francusku, wiec komunikujemy sie za pomoca pojedynczych slow lub na zasadzie ‘patrz, powtorz’. Praca nie jest skomplikowana. Mycie okien. Ze wzgledu na bariery jezykowe pracujemy niczym niema zaloga. Do dziewiatej. O dziewiatej jest przerwa na sniadanie, ktore rowniez mija w ciszy. Od czasu do czasu francuzi cos miedzy soba powiedza, wczesniej zagadywali rowniez mnie, jednak tematy do rozmow szybko sie wyczerpaly. Powrot do pracy. Od czasu do czasu papieros z szefem i tak do poludnia. Obiad, ktorego zawsze wyczekuje z niecierpliwoscia, poniewaz szybko staje sie glodny. Jedziemy wtedy do Mc’a na jakies zarcie. Ostatnio jednak zaprzestalem tego procederu, glownie ze wzgledow finansowych (obiad w Mc’u przez 2 tygodnie kosztuje 54 Euro), ale i jedzenie codziennie tego samego gowna nie jest zdrowe. Rowniez ten posilek jest pozbawiony rozmow. Po obiedzie nastepuje leniwy powrot do pracy. Czas leci troche szybciej i pracuje sie przyjemniej, czasami uda sie skonczyc robote wczesniej, wtedy robie ponad norme albo popalajac papierosa obserwuje niezgrabna prace Juana. Troche mi chlopaka szkoda, najwidoczniej jego rece nie zostaly stworzone do pracy fizycznej…
Smutno troche w tej robocie. kazdy robi to, co zostalo mu przydzielone i temu poswieta cala uwage. Nie mozna pogaworzyc o pierdolach, samochodach czy nawet od biedy o dupach. A ja pograzony z monotonii rozmyslam, co zrobie z kasa, ktora zarobie, robie w myslach nawet kosztorys tego co kupie. Ciekaw jestem co robia moi znajomi, co ja bym robil, gdyby nie ta robota. Tesknie za domem. Ci w Anglii to maja dobrze, tam polak na polaku siedzi, pozatym po angielsku wszyscy mowia. Czuje sie tutaj jak wyjety z kontekstu. Nie pasuje tutaj i nie potrafie sie tutaj odnalesc. A jakby tego bylo malo, jest do dupy pogoda, nie ma sie nawet jak na spacer wybrac. A nawet jesli sie uda to nie bardzo jest gdzie. Luksemburg jest maly i wszystko zwiedzilem w zeszlym roku. W ostatni weekend bylem w muzeum sztuki nowoczesnej, to chyba jedyna nowosc. Calkiem ciekawa, ale nie powalila mnie na kolana. Pozatym nie ma juz nic. Pelno tutaj barow, restauracji i klubow. Wszystko to jesdnak jest barbarzynsko drogie, zreszta nie bardzo mam z kim isc. Siedze zatem w domu, najczesciej opiekuje sie mlodym mojej siostry albo siedze przed kompem piszac do znajomych lub bezmozgo ogladajac MTV (jedyny angielskojezyczny kanal w tutejszej TV). Przeczytalem tez ‘Starego czlowieka i morze’ Hemingwaya, ktorego pozyczylem od tescia siostry, ale o tym napisze nastepnym razem. Jestem zmeczony…Â
zdjecia z luxa:
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2066.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2055.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2053.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2048.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2038.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2024.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2017.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2015.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2007.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1985.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1978.jpg
http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1974.jpg
.park.
by Johnny Tabasco on lip.02, 2007, under Uncategorized
Tekst napisany pare dni temu, nie mialem czasu przepisac. Przepraszam za brak polskich znakow, ale u siostry nie ma polskiej klawiatury.
 ¤¤¤¤
Zabrali. Barbarzyncy. W zeszlym roku, kiedy bylem Luxemburgu bylo pewne miejsce. Miejsce magiczne, w ktorym zawsze odnajdowalem spokoj i ukojenie dla mojej niespokojnej w tamtym okresie duszy. Dzisiaj juz go nie ma, a przynajmniej zabrane zostalo z niego wszystko, co przemienialo go w swiat Alicji z krainy czarow. Mowa o maltukim parku, niedaleko centrum miasta, ktory w zeszlym roku zostal przemieniony w pelne dziwactw, osobliwe muzem sztuki nowoczesnej. Moje pierwsze doswiadczenie z tym miejscem bylo iscie mistyczne. Piekny zielony park zostal opanowany przez owoce pracy najbardziej porytych i szalonych artystow jakie widzialem. Nie bede opisywal rzezb, ani samego parku poniewaz zaden opis nie odzwierciedli tego co tam i widzialem. Wazne sa uczucia jakie towarzyszyly mi podczas zwiedzania tego miejsca. Zapadalem wtedy w blogi stan lekkosci. Ciekawosc i chec odkrycia kolejnych tajemnic parku doprowadzila mnie do jego najmniejszych zakamarkow. I wszedzie czekala mnie niespodzianka w postaci intrygujacej lub zastanawiajaco niepokojacej rzezby czy eksponatu.
Ze swieczka szukac drugiego takiego miejsca, ktore sklanialoby mnie do tak intensywnej refleksji i zastanowienia. Jedyne co po nim pozostalo to drzewa, spiewajace ptaki, sciezki pozbawione lawek i puste miejca gdzie jeszcze niedawno staly moje ulubione dziwadla. Nie ma juz uwalonych na kupe wozkow sklepowych, czy kolorowych zelaznych belek wesolo zwisajacych z drzew. Zniknely tez abstrakcyjne rzezby ozdabiajace sciezki parku. A szkoda, poniewaz to bylo magiczne miejsce do ktorego chcialbym powrocic jeszcze raz. Chcialbym jeszcze raz usiasc na miekkiej trawie by moc zatracic sie w swiecie wyobrazni i fantazji, zapalic papierosa i usmiechac sie do wszystkiego… tuz obok tabliczki z napisem ‘My home is my Castle’… by jeszcze raz poczuc, ze jest na swiecie miejsce, ktore nie przytlaczaloby mnie swoim ogromem. Niczym eksponat, sie w ten zadziwiajaco uporzadkowany chaos. Teraz siedze tutaj sam, niczym statua posrod drzew i tesknie za moimi dziwadlami, ktore swoim towarzystwem dostarczaly mi tyle pociechy i radosci posrod miejskiego zgielku i halasu.
ps. jest nadzieja, ze od 4 lipca wystawa zacznie sie na nowo:))
.afterparty.
by Johnny Tabasco on maj.11, 2007, under Uncategorized

-Szpaq, coĹ dawno nie udzielaĹeĹ sie na swoim wypierdzielistym blogu, Twoi fani tracÄ cierpliwoĹÄ, a niektĂłrzy juĹź przestali tutaj nawet zaglÄ daÄ.
-Zgadza siÄ, jednak moja dĹuga absencja na blogu spowodowana byĹa natĹokiem zajÄÄ majÄ cych na celu przygotowanie do matury, to oczywiĹcie bzdura, a prawdziwÄ przyczynÄ byĹo moje zwyczajne lenistwo oraz wena, ktĂłrej brak skutecznie zniechÄcaĹ mnie do pisania. Aczkolwiek pragnÄ poinformowaÄ wszystkich zniecierpliwionych CzytelnikĂłw moich wypocin, Ĺźe juĹź niedĹugo wracam z caĹkiem nowym i, mam nadziejÄ, jeszcze lepszym materiaĹem, ktĂłry wyjebie Was z butĂłw.
-W takim razie czym nas zaskoczysz tym razem? Planujesz jakÄ Ĺ rewolucje czy moĹźe wciÄ Ĺź bÄdziesz smuciĹ i skĹadaĹ niespeĹnione deklaracje?
-<Ĺmieje siÄ> Tak, obawiam siÄ, Ĺźe wciÄ Ĺź bÄdÄ pisaĹ, Ĺźe coĹ zrobiÄ, a w rzeczywistoĹci zrobiÄ coĹ caĹkowicie innego, ale cóş, taki juĹź jestem i chyba przestane pracowaÄ nad tÄ wadÄ . Aczkolwiek, co do rewolucji, to planuje zmianÄ designu bloga, jednak Ĺźadnych szczegĂłĹĂłw na razie nie podam. Co do treĹci, ktĂłra jest chyba tutaj najwaĹźniejsza, to planuje wiÄcej pisaÄ o otaczajÄ cym mnie Ĺwiecie niĹź o sobie. DoszedĹem do wniosku, Ĺźe moje prywatne Ĺźycie nie jest najciekawszym tematem do opisu. Nie zmienia to jednak faktu, Ĺźe czasem coĹ o sobie napisze.
-Co rozumiesz przez opisywanie Ĺwiata, ktĂłry CiÄ otacza?
-Na pewno bÄdzie wiÄcej kultury. Recenzje filmĂłw, albumĂłw muzycznych, koncertĂłw, jednym sĹowem mĂłwiÄ c, napiszÄ o wszystkim co jest ciekawe i godne opisu. SpuszczÄ teĹź z tonu jeĹli chodzi wydĹşwiÄk bloga. Koniec z wygĹupami i opisami syndromu dnia nastÄpnego, nie obawiaj siÄ jednak ludu, na pewno nie zabraknie na stronie humoru.
-Czyli mamy rozumieÄ, Ĺźe nastÄ piĹa w Tobie kolejna wielka przemiana, ktĂłra naprowadziĹa CiÄ na wĹaĹciwy tor Ĺźycia?
-Nie, Ĺźadna taka zmiana nie miaĹa miejsca… i chyba juĹź nigdy nie bÄdzie mieÄ, po prostu, postanowiĹem nie ‘ĹmieciÄ’ na blogu. Zaznaczam, postanowiĹem, poniewaĹź z autopsji wiem, Ĺźe z moimi postanowieniami róşnie bywa. Postaram siÄ jednak, by teksty tutaj zamieszczane byĹy jak najwyĹźszej jakoĹci (koniec pisania po pijaku hehe).
-A skoro juĹź ten wywiad ma miejsce, to moĹźe powiesz nam co tam u Ciebie sĹychaÄ?
-Na razie to nie za wiele sĹychaÄ, jestem w trakcie zdawania matur, napisaĹem juĹź trzy egzaminy, zobaczymy jak bÄdzie z wynikami, bo mam takÄ siekÄ z mĂłzgu, Ĺźe nawet nie chce zaglÄ daÄ do klucza odpowiedzi. ZresztÄ mam przed sobÄ jeszcze dwa egzaminy ustne…
-W takim razie ĹźyczÄ powodzenia!
-DziÄkujÄ.
-Nie dziÄkuje siÄ, nie wiesz, Ĺźe to przynosi pecha?
-Zabobony nie przeszkodzÄ mi w byciu uprzejmym<Ĺmiech>.
-Niech Ci bÄdzie. JakieĹ plany na przyszĹoĹÄ?
-Tja, zrobiÄ chyba prawko przed lipcem, tak wiem, Ĺźe to wstyd tak dĹugo robiÄ, ale nic na to nie poradzÄ, leĹ jestem i tyle… Później do roboty za granice i studia.
-Jakie studia? U Ciebie nigdy nic nie wiadomo…
-No tak, aktualnie wybieram siÄ do Torunia, Lublina, WrocĹawia i Krakowa. Tak, wiem, Ĺźe to za duĹźo miast, ale jakieĹ sobie w ostatniej chwili wykreĹlÄ, to zaleĹźy od wynikĂłw matur.
-A co tam u mamy?
-…
-Ok, w takim razie nie mam wiÄcej pytaĹ… DziÄkuje za rozmowÄ.
-Odwal siÄ od mojej matki.
-Dobra, dobra.
RozmowÄ ze Szpakiem przeprowadziĹa Katarzyna Bosko - RuchaĹa.
PS. Zawsze chciaĹem przeprowadziÄ ze sobÄ wywiad xD.
.power.noise.
by Johnny Tabasco on kwi.15, 2007, under Uncategorized
WĹaĹnie ĹciÄ gam wszystkie sezony Power Rangers. Po chuj, pewnie spytacie? Ano za sprawÄ tego!
[youtube]wCGN1UFZWIc[/youtube]
.shitty.shit.fuck.
by Johnny Tabasco on kwi.12, 2007, under Uncategorized

Cholera nienawidzÄ takich sytuacji. Cholernie chce mi siÄ pisaÄ, mam o czym pisaÄ, tyle siÄ dziejÄ w moim Ĺźyciu i wokoĹo, ale kurwa nie mam czasu… Za trzy tygodnie matura, a mnie zachciaĹo siÄ iĹÄ na politologiÄ pomieszanÄ
z dziennikarstwem, gdzieĹ poza Kielcami, wiÄc muszÄ zrobiÄ wszystko by wyprowadziÄ siÄ z mieszkania mojej matki. Mam dosyÄ tego miasta, chce sprĂłbowaÄ czegoĹ innego, nowego.
Jednak to, co siÄ dzisiaj wydarzyĹo musi zostaÄ opisane i skomentowane.
Otóş zgodnie z zaleceniem lekarza z Wojskowej Komisji UzupeĹnieĹ udaĹem siÄ do przychodni, gdzie poddaÄ siÄ miaĹem badaniu wzroku w celu ustalenia mojej uĹźytecznoĹci w armii. Uradowany wspaniaĹÄ
, sĹonecznÄ
pogodÄ
pomaszerowaĹem do wskazanej w skierowaniu przychodni sportowej mieszczÄ
cej siÄ na ulicy ArtwiĹskiego. MieĹci sie ona w doĹÄ sporym budynku architektonicznie przypominajÄ
cy zĹoty wiek PRL. Podobnie zresztÄ
pacjenci, swoim wiekiem przypominali mi o tym, Ĺźe najgorsze jeszcze przede mnÄ
. WracajÄ
c jednak do historii, rejestracja przebiegĹa bardzo sprawnie, przyjÄĹa mnie bardzo miĹa pani, ktĂłra troskliwie zaopiekowaĹa siÄ mĹodym poborowym. PozostaĹo mi tylko wrĂłciÄ na korytarz i czekaÄ na swojÄ
kolej. SiedzÄ
c na przeciwko drzwi lekarza z radoĹciÄ
stwierdziĹem, Ĺźe wisi na nich kartka o treĹci “poborowi przyjmowani sÄ
poza wszelkÄ
kolejnoĹciÄ
” co oznaczaĹo, Ĺźe bÄdÄ nastÄpnym pacjentem, wiÄc mĂłj czas obcowania wĹrĂłd prĂłchniejÄ
cej juĹź starszyzny zostanie zmniejszony do minimum…
Nagle drzwi siÄ otworzyĹy i moim oczom ukazaĹo siÄ to co od tej pory nazywaĹem “speĹnieniem wszystkich marzeĹ polskiego obywatela wobec opieki zdrowotnej”. W drzwiach staĹa niska czarnowĹosa piÄknoĹÄ. Ledwo sĹyszalnie wymĂłwiĹa moje imiÄ oraz nazwisko, a ja niczym zahipnotyzowany przez mitologicznÄ nimfÄ Ĺźeglarz, wstaĹem i ruszyĹem w stronÄ gabinetu. W Ĺrodku traktowaĹa mnie jak powietrze, przeglÄ dajÄ c moje papiery swoimi tajemniczymi ciemno brÄ zowymi oczami ani razu nie spojrzaĹa na mnie. Cichym, ledwo sĹyszalnym gĹosem wskazaĹa mi kolejne miejsca w gabinecie, gdzie poddawany byĹem kolejnym testom. W pewnym momencie kazaĹa mi siÄ odchyliÄ do tyĹu. PosĹusznie, niczym niewolnik wykonaĹem polecenie. PiÄknoĹÄ w biaĹym kitlu wziÄĹa w swoje, jak juĹź zdÄ ĹźyĹem zauwaĹźyÄ wczeĹniej, dĹugie szczupĹe palce jakieĹ krople do oczu. ‘ProszÄ patrzeÄ przed siebie’, powiedziaĹa cichutko i delikatnie. MiaĹem przed sobÄ tylko jej twarz. Nawet rekcja pĹynu, wywalajÄ cego mi Ĺşrenice w stronÄ mĂłzgu nie przeszkodziĹy mi w zachwycaniu siÄ jej delikatnymi rysami twarzy, niewielkim nosem i niewielkimi aczkolwiek doskonale uformowanymi ustami. JuĹź dawno Ĺźadna kobieta nie urzekĹa mnie tak swojÄ urodÄ i wdziÄkiem. Po badaniu staĹem jak naÄpany (później okazaĹo siÄ, Ĺźe to przez krople), przyglÄ dajÄ c siÄ mĹodej bogini wypisujÄ cej swojÄ opiniÄ dla lekarzy WKU. Gdy skoĹczyĹa podaĹa mi Ĺwistek papieru mĂłwiÄ c, Ĺźe to wszystko. Wszystko, zapytaĹem sam siebie. Nie, nie mogĹem tak po prostu opuĹciÄ tego pokoju. StaĹem tak gapiÄ c siÄ bez sĹowa na mojÄ nimfÄ, gdy nagle ona spojrzaĹa na mnie, nasze spojrzenia siÄ spotkaĹy. PatrzyliĹmy tak na siebie przez parÄ sekund, gdy wreszcie postanowiĹem coĹ powiedzieÄ, niewaĹźne co, chciaĹem siÄ odezwaÄ… ‘DziÄkuje, do widzenia’, powiedziaĹem, a moja lepsza czÄĹÄ duszy podaĹa siÄ tym samym do dymisji. ZamykajÄ c drzwi gabinetu i wychodzÄ c z budynku caĹy czas zadawaĹem sobie pytanie, jak mogĹem byÄ tak gĹupi by zaprzepaĹciÄ takÄ okazjÄ. BiĹem siÄ w myĹlach, gdy nagle na wysokoĹci ulicy JagielloĹskiej mojÄ uwagÄ przykuĹo coĹ innego.
TraciĹem wzrok…
ĹwiatĹo odbijajÄ ce siÄ od chodnika raziĹo niczym samo sĹoĹce, w cieniu obraz stawaĹ siÄ tak rozmazany, Ĺźe niemoĹźliwym staĹo siÄ rozpoznawanie przedmiotĂłw. ZaczÄ Ĺem traciÄ orientacje. Cholera, nikt mi nic nie powiedziaĹ, Ĺźe coĹ takiego bÄdzie miaĹo miejsce. Chwiejnym krokiem idÄ w stronÄ przystanku. PiÄkne poranne sĹoĹce przemieniĹo siÄ w kata zadajÄ cego dĹugi i regularny bĂłl moim oczom. jakimĹ cudem dochodzÄ do przystanku. Jak przez mgĹÄ widzÄ przechodniĂłw przyglÄ dajÄ cych siÄ mojej osobie. Nieogolony, zaroĹniÄty, w wojskowej kurtce i jeszcze caĹy czas wyciera zaczerwienione oczy. Chyba nie wyglÄ daĹem jak mister universum. ZresztÄ nie zwracaĹem na to uwagi, miaĹem to gĹÄboko w dupie. JuĹź wiedziaĹem co niebiaĹska istota w przychodni miaĹa na myĹli mĂłwiÄ c, Ĺźe znieczula mi oczy. kobieta dosĹownie rozjebaĹa mi ĹwiatopoglÄ d i teraz sam jak palec musiaĹem sobie radziÄ. Ciekawe co by byĹo, gdybym wsiadĹ do samochodu i na Ĺrodku skrzyĹźowania nagle oĹlepĹ… Wiele myĹli przechodziĹo mi wtedy przez gĹowÄ. JuĹź wiem jak czujÄ siÄ niewidomi, ktĂłrzy widzÄ tylko Ĺwietliste plamy, ten bĂłl, ta dezorientacja, chÄÄ dostrzeĹźenia czegoĹ wiÄcej, samotnoĹÄ. Straszny syf…
.uaha.robole.dwa.
by Johnny Tabasco on mar.18, 2007, under Uncategorized
PROLOG
Miejsce akcji: poradziecki bunkier, gdzieĹ koĹo RaciboĹźa.
Ciasne pomieszczenie bunkra wypeĹnione jest dymem taniego papierosa. Za prostym biurkiem siedzi przygarbiona postaÄ radzieckiego oficera leniwie dopalajÄ cego peta. Z gĹoĹnika radyjka Unitra leci mocno zakĹĂłcana przez szum muzyka klasyczna. Do pomieszczenia wchodzi Ĺredniego wzrostu czĹowiek w okularach.
-WzywaĹ mnie pan? - spytaĹ nowo przybyĹy.
-Tak, jest robota - stary czĹowiek spojrzaĹ na mĹodzieĹca - wiesz, znudziĹo mi siÄ juĹź mieszkanie w tym zaĹmierdziaĹym bunkrze - zaciÄ gnÄ Ĺ siÄ ostatni raz i stĹamsiĹ Ĺźar peta o brudnÄ , zakurzonÄ krysztaĹowÄ popielniczkÄ - stawiam sobie chatÄ niedaleko Kielc, caĹkiem sporÄ i wiesz, marzy mi siÄ wspaniaĹy sad przed domem. PĂłki co jednak mam tam jebany krajobraz ksiÄĹźycowy, kamienie, glina, peĹno nierĂłwnoĹci - zrobiĹ ktĂłrkÄ przerwÄ, ktĂłrÄ zapewne wykorzystaĹ na przypomnienie sobie krajobrazu swojej posiadĹoĹci - i tu zaczyna siÄ twoja rola agencie E. - siÄgnÄ Ĺ do kieszeni i wyciÄ gnÄ Ĺ z niej garĹÄ pomiÄtych i zniszczonych banknotĂłw - masz tutaj 160 zĹ, wynajmij jakiĹ nierobĂłw, niech mi wyrĂłwnajÄ ten teren!
-Alez panie komendancie, widziaĹem zdjÄcia tego terenu - zaniepokoiĹ siÄ mĹodzieniec - i z caĹm szacunkiem, ale to zadanie mogÄ wykonaÄ tylko profesjonaliĹci, a za 160 zĹ nawet jednego takiego nie wynajmÄ lub kompletnie zdesperowani popapraĹcy.
Staruszek spojrzaĹ spode Ĺba na mÄĹźczyznÄ po czym siÄgnÄ
Ĺ do szufladki z ktĂłrej wyciÄ
gnÄ
Ĺ stary radziecki pistolet i poĹoĹźyĹ go na blacie biurka. Ponownie utkwiĹ wzrok na goĹciu, tym razem jednak byĹo to spojrzenie nieznoszÄ
ce sprzeciwu.
-To znajdziesz mi popapraĹcĂłw…
Miejsce: Droga do Nowin, koĹo Kielc
Ale mieliĹmy szczÄĹcie. ByliĹmy wĹaĹnie z Norbem w drodze do miejsca spotkania z naszym zleceniodawcÄ . Dwa dni wczeĹniej Norb powiedziaĹ mi, Ĺźe jest praca fizyczna na jakiejĹ dziaĹce za Kielcami. ZapowiadaĹa siÄ ciekawa robota za przyzwoite pieniÄ dze. Osiem godzin machania ĹopatÄ na jakiejĹ dziaĹce brzmiaĹo bardzo zachÄcajÄ co. Dlatego teĹź peĹni optymizmu dojechaliĹmy do miejsca spotkania, gdzie czekaĹ na nas pan E. Od razu pojechaliĹmy za nim na dziaĹkÄ, ktĂłra okazaĹa siÄ wielkÄ posiadĹoĹciÄ ! Chata, o ktĂłrej wczeĹniej wspominaĹ Norbert okazaĹa siÄ byÄ pieprzonym paĹacem w stanie surowym, a pole na ktĂłrym mieliĹmy kopaÄ byĹo wielkoĹci 3 dziaĹek. O rzesz, pomyĹlaĹem, ale nic damy radÄ. Instrukcje co do kopania byĹy proste. MieliĹmy wyrĂłwnaÄ teren tak by nie wyglÄ daĹ jak pieprzona Hiroszima i przy okazji wywaliÄ mieliĹmy wszystkie kamienie. DostaliĹmy pro narzÄdzia w postaci 2 Ĺopat, grabek i taczki zagĹady. Nie zwlekajÄ c zabraliĹmy siÄ chÄtnie do roboty. Z poczÄ tku byĹo super, planujemy robotÄ, zaznaczamy co trza zrobiÄ i z czym bÄdzie najwiÄkszy problem. Bierzemy siÄ do roboty.
1 taczka kamieni…
Jest ciÄĹźko, kamieni od cholery, w dodatku zabiera siÄ na deszcz. Jednak peĹni energii kopiemy dalej.
4 taczka z kamieniami…
Brak obycia z pracÄ fizycznÄ daje siÄ we znaki. Ĺapy zaczynajÄ boleÄ, coraz wiÄcej kamieni i bĹota. W dodatku zaczyna padaÄ, nie przeszkadzam nam to jednak i pracujemy dalej. Zaczynam siÄ zastanawiaÄ nad losem tych, ktĂłrzy muszÄ zarabiaÄ w ten sposĂłb na co dzieĹ i o dziwo znalazĹem sporo plusĂłw. Niezbyt obciÄ ĹźajÄ ce umysĹowo wymachiwanie ĹopatÄ moĹźe dostarczyÄ rozrywki na wiele godzin, a i satysfakcjÄ, Ĺźe odwaliĹeĹ siÄ kawaĹ dobrej roboty nie kupisz nawet kartÄ Visa.
7 taczka z kamieniami…
MĂłwi siÄ, Ĺźe im dalej w las tym wiÄcej drzew. W tym przypadku moĹźna powiedzieÄ, Ĺźe im dalej w pole tym wiÄksze kamienie. Czemu te cholery sÄ tak zajebiĹcie ciÄĹźkie. KaĹźde zatopienie Ĺopaty w ziemie koĹczyĹo siÄ nadzianiem na nowy kamieĹ. Moja pierwsza chwila zwÄ tpienia, zaczynam narzekaÄ. Na szczÄĹcie Norbert zawsze potrafi dodaÄ mi otuchy.
-Gdybym byĹ powaĹźnym nudziarzem powiedziaĹbym Ĺźe to doĹwiadczenie zmusi ciÄ do refleksji nad wartoĹciÄ ludzkiego pieniÄ dza oraz zwrĂłcenie uwagi na tych wszystkich prostych robotnikĂłw codziennie wykonujÄ cych ta niewdziÄcznÄ pracÄ, ale nie jestem, wiÄc zapierdalaj z tymi taczkami!
10 taczka z kamieniami…
Fajrant! ZapakowaliĹmy siÄ cali mokrzy i ubĹoceni do samochodu i pojechaliĹmy do pobliskiego sklepu w celu zakupienia jakiegoĹ napoju i jedzenia.
-Co jedzÄ robole?
-Chyba kaszankÄ…
SkoĹczyĹo siÄ na dwĂłch buĹkach i lizaku.
1x taczka z kamieniami…
Jest coraz gorzej. Deszcz przestaĹ na chwilÄ padaÄ, ale za to oziÄbiĹo siÄ. Robota postÄpuje powoli, juĹź wiemy, Ĺźe nie wyrobimy siÄ ze wszystkim, dobrze, Ĺźe pan E. teĹź wyszedĹ z takiego zaĹoĹźenia i powiedziaĹ, Ĺźe ile zrobimy tyle zrobimy. Machanie ĹopatÄ stwarza coraz wiÄcej problemĂłw. NaciÄ gnÄ Ĺem sobie jakiĹ miÄsieĹ przedramienia, boli jak diabli, ale wizja wypĹaty dodaje siĹ. Chyba tylko popapraĹcy mogli siÄ zdecydowaÄ na tÄ robotÄ.
2x taczka z kamieniami…
2 godziny do koĹca, jestem wykoĹczony, coraz czÄĹciej robie przerwy na papierosa. Norbert, stary kox, daje radÄ i nosi gĹazy wielkoĹci maĹego telewizora. MĹźawka. Nawet uspokajajÄ cy szum wody z pobliskiego wodospadu nie jest w stanie zagĹuszyÄ pojÄkiwaĹ miÄĹni. Ziemia namokĹa tak, Ĺźe brodziliĹmy siÄ w glinie po kostki, a woĹźenie taczki przypominaĹo ciÄ gniÄcie 100 kilogramowych zwĹok pod wodÄ . Wreszcie zaczyna tak padaÄ, Ĺźe dajemy sobie spokĂłj. Koniec dwie godziny przed czasem oznacza potrÄ cenie wypĹaty. JesteĹmy trochÄ zawiedzeni, szczegĂłlnie Norbert, bo ja prawdÄ powiedziawszy miaĹem juĹź dosyÄ i nie wiem jak przetrwaĹbym kolejne godziny w tym gĂłwnie. Pod ostrzaĹem gradu wbiegamy do samochodu i juĹź z Ĺrodka patrzymy na wynik naszej pracy, caĹkiem nieĹşle jak 2 osobowy team skĹadajÄ cy siÄ z koxa i nooba.
Czy byĹo warto? Na pewno, fajnie jest czasem sprĂłbowaÄ czegoĹ nowego i odmóşdĹźyÄ siÄ przy woĹźeniu taczek. A i kasiorka do portfela wpadĹa:P
przed


po…
.dj.vadim.soundcatcher.
by Johnny Tabasco on mar.11, 2007, under .masterpiece.

WytwĂłrnia Ninja Tune zostaĹa zaĹoĹźona przez dwĂłch DJ-Ăłw â Matta Blacka i Jonatana Moore’a, znanych bardziej jako formacja Coldcut w 1991 roku w Londynie. Przez caĹy okres swojej dziaĹalnoĹci wytwĂłrnia ta wypromowaĹa wielu wykonawcĂłw i producentĂłw nadajÄ
c jej niepowtarzalne brzmienie. PĹyty ze znaczkiem Ninja Tune za kaĹźdym razem gwarantujÄ
nam kawaĹ nietuzinkowej muzyki z gatunku Electronic, Abstract Hip-hop, acid jazz, nu-jazz, Jungle, ambient Dance, Instrumental Hip-hop czy Chillout. Jednym z nich jest wĹasnie DJ Vadim.
Urodzony w ZSRR, udaĹo mu siÄ jednak uciec zza Ĺźelaznej kurtyny i zamieszkaÄ w przedmieĹciach Londynu, caĹe szczÄĹcie, poniewaĹź wĹaĹnie tam zainteresowaĹ siÄ muzykÄ
hip hop. Vadim jest osobowoĹciÄ
doĹÄ wszechstronnÄ
, albowiem jest on producentem i DJ wspĂłĹpracujÄ
cym z wieloma artystami na caĹym Ĺwiecie. TworzyĹ miÄdzy innymi z DJ Krushem, The Roots, Public Enemy, Beat Junkies i Morcheeba, a to tylko czÄĹÄ dĹugiej listy. Ponadto jest zaĹoĹźycielem grupy One self, ktĂłrej czĹonkami sÄ
Mc Yarah Bravo i Blu Rum 13. Ponadto jest kolekcjonerem pĹyt, prezenterem radiowym i malarzem. Nie bez powodu nazywajÄ
go jednÄ
z najbardziej zapracowanym czĹowiekiem muzycznego biznesu…
I wĹaĹnie teraz DJ Vadim wydaĹ kolejny owoc swojej ciÄĹźkiej pary, zatytuĹowany Soundcatcher. Po wielokrotnym przesĹuchaniu krÄ Ĺźka z caĹÄ pewnoĹciÄ mogÄ powiedzieÄ, Ĺźe tytuĹ wybrany przez artystÄ jest jak najbardziej trafny, poniewaĹź jak juĹź nieraz udowodniĹ na swoich wczeĹniejszych pĹytach, doskonale umie chwytaÄ dĹşwiÄki i mieszaÄ je z gĹosem wokalistĂłw. ZawartoĹÄ Soundcatcher’a skrywa przed nami duĹźÄ iloĹÄ chillu, elektronicznego reagge i dub’u, tworzÄ c idealnÄ skĹadankÄ na spokojne wieczory lub dĹugie podróşe. Co najwaĹźniejsze ta muzyka nie mÄczy, ot po prostu pĹynie sobie spokojnie w gĹoĹnikach i nikomu nie przeszkadza. Dobry sĹuchacz od razu wyczuje i wczuje siÄ w klimat elektronicznych sampli poĹÄ czonych z gamÄ najróşniejszych instrumentĂłw od gitary zaczynajÄ c, a na flecie koĹczÄ c.
Podziwiam Vadima za jego umiejÄtnoĹÄ doboru odpowiedniego towarzystwa na swoje albumy i dostosowanie swoich podkĹadĂłw tak, by doskonale zgrywaĹy sie one z umiejÄtnoĹciami wokalnymi wokalistĂłw, wyciskajÄ
c z nich wszystko to co najlepsze. Tym razem rusek po raz kolejny udowodniĹ, Ĺźe wokalista i muzyka tworzÄ
wspaniaĹy duet, zachowujÄ
c jednoczeĹnie wyraĹşnie odróşnialny kontrast pomiÄdzy gĹosem, a dĹşwiÄkiem (wspaniaĹy wystÄp Diany w “They Say”).
CiÄĹźko dopatrzyÄ siÄ sĹabych stron tej pĹytki. DJ Vadim lubi eksperymentowaÄ z dĹşwiÄkiem, co mu nie zawsze do koĹca wychodzi. Skrzek Ĺźaby w jednym z kawaĹkĂłw jest doĹÄ dziwny i trochÄ nie pasuje do caĹoĹci. Ponadto Vadim ma skĹonnoĹÄ do wstawiania dĹşwiÄkĂłw od tak ni z gruszki ni z pietruszki, czÄsto osiÄ
ga to swĂłj efekt urozmaicenia, lecz nie zawsze. nie razi to zbytnio po uszach, ale wĹaĹnie jak powiedziaĹem… jest dziwne:)
Nie znam dokĹadnie wszystkich pĹyt Vadima, jednak muszÄ stanowczo stwierdziÄ, Ĺźe jego najnowsze dzieĹo stanowczo róşni siÄ od tego co sĹyszaĹem od niego wczeĹniej. Tym razem rosyjski DJ uraczyĹ nas bardzo oryginalnym i stylowym chillem i mimo, iĹź chillout ma peĹniÄ funkcje muzyki tĹa, to wobec albumu Soundcatcher nie moĹźna pozostaÄ obojÄtnym, spokojny rytm sprawia, Ĺźe zatapiamy siÄ w nim bez pamiÄci budzÄ
c siÄ dopiero, gdy skoĹczy siÄ pĹyta.
.vegepic.net.
by Johnny Tabasco on mar.10, 2007, under Uncategorized
www.vegepic.net - strona na ktĂłrej postaram siÄ udzielaÄ jako newsman i recenzent kulturalny. GorÄ co wszystkich zapraszam!
Poszukujemy ludzi, ktĂłrzy pomogÄ nam wspĂłĹtworzyÄ stronÄ. JeĹli masz ochotÄ podzieliÄ siÄ swoimi opiniami na temat muzyki i kinematografii lub jesteĹ grafikiem z niesamowitymi pomysĹami, pisz do mnie, jesteĹmy otwarci na mĹodych i kreatywnych ludzi z ciekawymi zajawkami/poglÄ dami.
Join us!
.kierowca.tira.
by Johnny Tabasco on mar.09, 2007, under Uncategorized
zdarza mi siÄ rzadko obejrzeÄ coĹ co doprowadzi mnie do pĹaczu ze Ĺmiechu…
[youtube]CH_CSRyRfG0[/youtube]
