Szpakblog

.chemical.brothers.elektrobank.

by Johnny Tabasco on lip.30, 2007, under Uncategorized

By zrobic widowiskowy, efektowny teledysk wcale nie potrzeba polnagich kobiet czy wybuchow a la Hiroszima. Zamiast siegac po efekty specjalne, oczojebne wizualizacje czy linki umozliwiajace aktorom lamanie praw grawitacyjnych wystarczy po prostu rozejrzec sie. Bo kto by pomyslal, ze popisy akrobatyczne/ gimnastyczne (nie znam dokladnie nazwy tego sportu) w polaczeniu z doskonala rezyseria i montazem moga byc lepsze od niejednej sceny z Matrixa…

[youtube]PVrA2mtrHUM[/youtube]

2 Comments more...

.englishman.in.new.york.

by Johnny Tabasco on lip.12, 2007, under Uncategorized

Jestem robolem. Codziennie rano wstaje, jem sniadanie, wychodze z domu, ide na umowione miejsce spod ktorego Bernard zabiera mnie i Juana do miejsca w ktorym pracujemy. 34 km od Luksemburgu buduje sie dom starcow w ktorym trzeba umyc okna, miesiac roboty dla trzech osob. 45 minut jazdy. Gdy docieramy na miejsce od razu bierzemy sie do roboty, wiely co mamy robic, zreszta codziennie robimy to samo. Ani Bernard, ani Juan nie mowia po angielsku, ja nie mowie po francusku, wiec komunikujemy sie za pomoca pojedynczych slow lub na zasadzie ‘patrz, powtorz’. Praca nie jest skomplikowana. Mycie okien. Ze wzgledu na bariery jezykowe pracujemy niczym niema zaloga. Do dziewiatej. O dziewiatej jest przerwa na sniadanie, ktore rowniez mija w ciszy. Od czasu do czasu francuzi cos miedzy soba powiedza, wczesniej zagadywali rowniez mnie, jednak tematy do rozmow szybko sie wyczerpaly. Powrot do pracy. Od czasu do czasu papieros z szefem i tak do poludnia. Obiad, ktorego zawsze wyczekuje z niecierpliwoscia, poniewaz szybko staje sie glodny. Jedziemy wtedy do Mc’a na jakies zarcie. Ostatnio jednak zaprzestalem tego procederu, glownie ze wzgledow finansowych (obiad w Mc’u przez 2 tygodnie kosztuje 54 Euro), ale i jedzenie codziennie tego samego gowna nie jest zdrowe. Rowniez ten posilek jest pozbawiony rozmow. Po obiedzie nastepuje leniwy powrot do pracy. Czas leci troche szybciej i pracuje sie przyjemniej, czasami uda sie skonczyc robote wczesniej, wtedy robie ponad norme albo popalajac papierosa obserwuje niezgrabna prace Juana. Troche mi chlopaka szkoda, najwidoczniej jego rece nie zostaly stworzone do pracy fizycznej…

Smutno troche w tej robocie. kazdy robi to, co zostalo mu przydzielone i temu poswieta cala uwage. Nie mozna pogaworzyc o pierdolach, samochodach czy nawet od biedy o dupach. A ja pograzony z monotonii rozmyslam, co zrobie z kasa, ktora zarobie, robie w myslach nawet kosztorys tego co kupie. Ciekaw jestem co robia moi znajomi, co ja bym robil, gdyby nie ta robota. Tesknie za domem. Ci w Anglii to maja dobrze, tam polak na polaku siedzi, pozatym po angielsku wszyscy mowia. Czuje sie tutaj jak wyjety z kontekstu. Nie pasuje tutaj i nie potrafie sie tutaj odnalesc. A jakby tego bylo malo, jest do dupy pogoda, nie ma sie nawet jak na spacer wybrac. A nawet jesli sie uda to nie bardzo jest gdzie. Luksemburg jest maly i wszystko zwiedzilem w zeszlym roku. W ostatni weekend bylem w muzeum sztuki nowoczesnej, to chyba jedyna nowosc. Calkiem ciekawa, ale nie powalila mnie na kolana. Pozatym nie ma juz nic. Pelno tutaj barow, restauracji i klubow. Wszystko to jesdnak jest barbarzynsko drogie, zreszta nie bardzo mam z kim isc. Siedze zatem w domu, najczesciej opiekuje sie mlodym mojej siostry albo siedze przed kompem piszac do znajomych lub bezmozgo ogladajac MTV (jedyny angielskojezyczny kanal w tutejszej TV). Przeczytalem tez ‘Starego czlowieka i morze’ Hemingwaya, ktorego pozyczylem od tescia siostry, ale o tym napisze nastepnym razem. Jestem zmeczony… 

zdjecia z luxa:

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2066.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2055.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2053.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2048.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2038.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2024.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2017.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2015.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF2007.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1985.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1978.jpg

http://i63.photobucket.com/albums/h159/SzpaqPL/lux2k7/DSCF1974.jpg

6 Comments more...

.park.

by Johnny Tabasco on lip.02, 2007, under Uncategorized

Tekst napisany pare dni temu, nie mialem czasu przepisac. Przepraszam za brak polskich znakow, ale u siostry nie ma polskiej klawiatury.

 ¤¤¤¤

Zabrali. Barbarzyncy. W zeszlym roku, kiedy bylem Luxemburgu bylo pewne miejsce. Miejsce magiczne, w ktorym zawsze odnajdowalem spokoj i ukojenie dla mojej niespokojnej w tamtym okresie duszy. Dzisiaj juz go nie ma, a przynajmniej zabrane zostalo z niego wszystko, co przemienialo go w swiat Alicji z krainy czarow. Mowa o maltukim parku, niedaleko centrum miasta, ktory w zeszlym roku zostal przemieniony w pelne dziwactw, osobliwe muzem sztuki nowoczesnej. Moje pierwsze doswiadczenie z tym miejscem bylo iscie mistyczne. Piekny zielony park zostal opanowany przez owoce pracy najbardziej porytych i szalonych artystow jakie widzialem. Nie bede opisywal rzezb, ani samego parku poniewaz zaden opis nie odzwierciedli tego co tam i widzialem. Wazne sa uczucia jakie towarzyszyly mi podczas zwiedzania tego miejsca. Zapadalem wtedy w blogi stan lekkosci. Ciekawosc i chec odkrycia kolejnych tajemnic parku doprowadzila mnie do jego najmniejszych zakamarkow. I wszedzie czekala mnie niespodzianka w postaci intrygujacej lub zastanawiajaco niepokojacej rzezby czy eksponatu.

Ze swieczka szukac drugiego takiego miejsca, ktore sklanialoby mnie do tak intensywnej refleksji i zastanowienia. Jedyne co po nim pozostalo to drzewa, spiewajace ptaki, sciezki pozbawione lawek i puste miejca gdzie jeszcze niedawno staly moje ulubione dziwadla. Nie ma juz uwalonych na kupe wozkow sklepowych, czy kolorowych zelaznych belek wesolo zwisajacych z drzew. Zniknely tez abstrakcyjne rzezby ozdabiajace sciezki parku. A szkoda, poniewaz to bylo magiczne miejsce do ktorego chcialbym powrocic jeszcze raz. Chcialbym jeszcze raz usiasc na miekkiej trawie by moc zatracic sie w swiecie wyobrazni i fantazji, zapalic papierosa i usmiechac sie do wszystkiego… tuz obok tabliczki z napisem ‘My home is my Castle’… by jeszcze raz poczuc, ze jest na swiecie miejsce, ktore nie przytlaczaloby mnie swoim ogromem. Niczym eksponat, sie w ten zadziwiajaco uporzadkowany chaos. Teraz siedze tutaj sam, niczym statua posrod drzew i tesknie za moimi dziwadlami, ktore swoim towarzystwem dostarczaly mi tyle pociechy i radosci posrod miejskiego zgielku i halasu.

ps. jest nadzieja, ze od 4 lipca wystawa zacznie sie na nowo:))

3 Comments more...

.afterparty.

by Johnny Tabasco on maj.11, 2007, under Uncategorized

-Szpaq, coś dawno nie udzielałeś sie na swoim wypierdzielistym blogu, Twoi fani tracą cierpliwość, a niektórzy już przestali tutaj nawet zaglądać.

-Zgadza się, jednak moja długa absencja na blogu spowodowana była natłokiem zajęć mających na celu przygotowanie do matury, to oczywiście bzdura, a prawdziwą przyczyną było moje zwyczajne lenistwo oraz wena, której brak skutecznie zniechęcał mnie do pisania. Aczkolwiek pragnę poinformować wszystkich zniecierpliwionych Czytelników moich wypocin, że już niedługo wracam z całkiem nowym i, mam nadzieję, jeszcze lepszym materiałem, który wyjebie Was z butów.

-W takim razie czym nas zaskoczysz tym razem? Planujesz jakąś rewolucje czy może wciąż będziesz smucił i składał niespełnione deklaracje?

-<śmieje się> Tak, obawiam się, że wciąż będę pisał, że coś zrobię, a w rzeczywistości zrobię coś całkowicie innego, ale cóż, taki już jestem i chyba przestane pracować nad tą wadą. Aczkolwiek, co do rewolucji, to planuje zmianę designu bloga, jednak żadnych szczegółów na razie nie podam. Co do treści, która jest chyba tutaj najważniejsza, to planuje więcej pisać o otaczającym mnie świecie niż o sobie. Doszedłem do wniosku, że moje prywatne życie nie jest najciekawszym tematem do opisu. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem coś o sobie napisze.

-Co rozumiesz przez opisywanie świata, który Cię otacza?

-Na pewno będzie więcej kultury. Recenzje filmów, albumów muzycznych, koncertów, jednym słowem mówiąc, napiszę o wszystkim co jest ciekawe i godne opisu. Spuszczę też z tonu jeśli chodzi wydźwięk bloga. Koniec z wygłupami i opisami syndromu dnia następnego, nie obawiaj się jednak ludu, na pewno nie zabraknie na stronie humoru.

-Czyli mamy rozumieć, że nastąpiła w Tobie kolejna wielka przemiana, która naprowadziła Cię na właściwy tor życia?

-Nie, Ĺźadna taka zmiana nie miała miejsca… i chyba juĹź nigdy nie będzie mieć, po prostu, postanowiłem nie ‘śmiecić’ na blogu. Zaznaczam, postanowiłem, poniewaĹź z autopsji wiem, Ĺźe z moimi postanowieniami róşnie bywa. Postaram się jednak, by teksty tutaj zamieszczane były jak najwyĹźszej jakości (koniec pisania po pijaku hehe).

-A skoro już ten wywiad ma miejsce, to może powiesz nam co tam u Ciebie słychać?

-Na razie to nie za wiele słychać, jestem w trakcie zdawania matur, napisałem juĹź trzy egzaminy, zobaczymy jak będzie z wynikami, bo mam taką siekę z mĂłzgu, Ĺźe nawet nie chce zaglądać do klucza odpowiedzi. Zresztą mam przed sobą jeszcze dwa egzaminy ustne…

-W takim razie życzę powodzenia!

-Dziękuję.

-Nie dziękuje się, nie wiesz, że to przynosi pecha?

-Zabobony nie przeszkodzą mi w byciu uprzejmym<śmiech>.

-Niech Ci będzie. Jakieś plany na przyszłość?

-Tja, zrobię chyba prawko przed lipcem, tak wiem, Ĺźe to wstyd tak długo robić, ale nic na to nie poradzę, leń jestem i tyle… Później do roboty za granice i studia.

-Jakie studia? U Ciebie nigdy nic nie wiadomo…

-No tak, aktualnie wybieram się do Torunia, Lublina, Wrocławia i Krakowa. Tak, wiem, że to za dużo miast, ale jakieś sobie w ostatniej chwili wykreślę, to zależy od wyników matur.

-A co tam u mamy?

-…

-Ok, w takim razie nie mam więcej pytań… Dziękuje za rozmowę.

-Odwal się od mojej matki.

-Dobra, dobra.

Rozmowę ze Szpakiem przeprowadziła Katarzyna Bosko - Ruchała.

PS. Zawsze chciałem przeprowadzić ze sobą wywiad xD.

4 Comments more...

.power.noise.

by Johnny Tabasco on kwi.15, 2007, under Uncategorized

Właśnie ściągam wszystkie sezony Power Rangers. Po chuj, pewnie spytacie? Ano za sprawą tego!

[youtube]wCGN1UFZWIc[/youtube]

3 Comments more...

.shitty.shit.fuck.

by Johnny Tabasco on kwi.12, 2007, under Uncategorized

Cholera nienawidzę takich sytuacji. Cholernie chce mi się pisać, mam o czym pisać, tyle się dzieję w moim Ĺźyciu i wokoło, ale kurwa nie mam czasu… Za trzy tygodnie matura, a mnie zachciało się iść na politologię pomieszaną z dziennikarstwem, gdzieś poza Kielcami, więc muszę zrobić wszystko by wyprowadzić się z mieszkania mojej matki. Mam dosyć tego miasta, chce sprĂłbować czegoś innego, nowego.
Jednak to, co się dzisiaj wydarzyło musi zostać opisane i skomentowane.
Otóş zgodnie z zaleceniem lekarza z Wojskowej Komisji Uzupełnień udałem się do przychodni, gdzie poddać się miałem badaniu wzroku w celu ustalenia mojej uĹźyteczności w armii. Uradowany wspaniałą, słoneczną pogodą pomaszerowałem do wskazanej w skierowaniu przychodni sportowej mieszczącej się na ulicy Artwińskiego. Mieści sie ona w dość sporym budynku architektonicznie przypominający złoty wiek PRL. Podobnie zresztą pacjenci, swoim wiekiem przypominali mi o tym, Ĺźe najgorsze jeszcze przede mną. Wracając jednak do historii, rejestracja przebiegła bardzo sprawnie, przyjęła mnie bardzo miła pani, ktĂłra troskliwie zaopiekowała się młodym poborowym. Pozostało mi tylko wrĂłcić na korytarz i czekać na swoją kolej. Siedząc na przeciwko drzwi lekarza z radością stwierdziłem, Ĺźe wisi na nich kartka o treści “poborowi przyjmowani są poza wszelką kolejnością” co oznaczało, Ĺźe będę następnym pacjentem, więc mĂłj czas obcowania wśrĂłd prĂłchniejącej juĹź starszyzny zostanie zmniejszony do minimum…

Nagle drzwi się otworzyły i moim oczom ukazało się to co od tej pory nazywałem “spełnieniem wszystkich marzeń polskiego obywatela wobec opieki zdrowotnej”. W drzwiach stała niska czarnowłosa piękność. Ledwo słyszalnie wymĂłwiła moje imię oraz nazwisko, a ja niczym zahipnotyzowany przez mitologiczną nimfę Ĺźeglarz, wstałem i ruszyłem w stronę gabinetu. W środku traktowała mnie jak powietrze, przeglądając moje papiery swoimi tajemniczymi ciemno brązowymi oczami ani razu nie spojrzała na mnie. Cichym, ledwo słyszalnym głosem wskazała mi kolejne miejsca w gabinecie, gdzie poddawany byłem kolejnym testom. W pewnym momencie kazała mi się odchylić do tyłu. Posłusznie, niczym niewolnik wykonałem polecenie. Piękność w białym kitlu wzięła w swoje, jak juĹź zdążyłem zauwaĹźyć wcześniej, długie szczupłe palce jakieś krople do oczu. ‘Proszę patrzeć przed siebie’, powiedziała cichutko i delikatnie. Miałem przed sobą tylko jej twarz. Nawet rekcja płynu, wywalającego mi Ĺşrenice w stronę mĂłzgu nie przeszkodziły mi w zachwycaniu się jej delikatnymi rysami twarzy, niewielkim nosem i niewielkimi aczkolwiek doskonale uformowanymi ustami. JuĹź dawno Ĺźadna kobieta nie urzekła mnie tak swoją urodą i wdziękiem. Po badaniu stałem jak naćpany (później okazało się, Ĺźe to przez krople), przyglądając się młodej bogini wypisującej swoją opinię dla lekarzy WKU. Gdy skończyła podała mi świstek papieru mĂłwiąc, Ĺźe to wszystko. Wszystko, zapytałem sam siebie. Nie, nie mogłem tak po prostu opuścić tego pokoju. Stałem tak gapiąc się bez słowa na moją nimfę, gdy nagle ona spojrzała na mnie, nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy tak na siebie przez parę sekund, gdy wreszcie postanowiłem coś powiedzieć, niewaĹźne co, chciałem się odezwać… ‘Dziękuje, do widzenia’, powiedziałem, a moja lepsza część duszy podała się tym samym do dymisji. Zamykając drzwi gabinetu i wychodząc z budynku cały czas zadawałem sobie pytanie, jak mogłem być tak głupi by zaprzepaścić taką okazję. Biłem się w myślach, gdy nagle na wysokości ulicy Jagiellońskiej moją uwagę przykuło coś innego.

Traciłem wzrok…

Światło odbijające się od chodnika raziło niczym samo słońce, w cieniu obraz stawał się tak rozmazany, Ĺźe niemoĹźliwym stało się rozpoznawanie przedmiotĂłw. Zacząłem tracić orientacje. Cholera, nikt mi nic nie powiedział, Ĺźe coś takiego będzie miało miejsce. Chwiejnym krokiem idę w stronę przystanku. Piękne poranne słońce przemieniło się w kata zadającego długi i regularny bĂłl moim oczom. jakimś cudem dochodzę do przystanku. Jak przez mgłę widzę przechodniĂłw przyglądających się mojej osobie. Nieogolony, zarośnięty, w wojskowej kurtce i jeszcze cały czas wyciera zaczerwienione oczy. Chyba nie wyglądałem jak mister universum. Zresztą nie zwracałem na to uwagi, miałem to głęboko w dupie. JuĹź wiedziałem co niebiańska istota w przychodni miała na myśli mĂłwiąc, Ĺźe znieczula mi oczy. kobieta dosłownie rozjebała mi światopogląd i teraz sam jak palec musiałem sobie radzić. Ciekawe co by było, gdybym wsiadł do samochodu i na środku skrzyĹźowania nagle oślepł… Wiele myśli przechodziło mi wtedy przez głowę. JuĹź wiem jak czują się niewidomi, ktĂłrzy widzą tylko świetliste plamy, ten bĂłl, ta dezorientacja, chęć dostrzeĹźenia czegoś więcej, samotność. Straszny syf…

8 Comments more...

.uaha.robole.dwa.

by Johnny Tabasco on mar.18, 2007, under Uncategorized

PROLOG

Miejsce akcji: poradziecki bunkier, gdzieś koło Raciboża.

Ciasne pomieszczenie bunkra wypełnione jest dymem taniego papierosa. Za prostym biurkiem siedzi przygarbiona postać radzieckiego oficera leniwie dopalającego peta. Z głośnika radyjka Unitra leci mocno zakłócana przez szum muzyka klasyczna. Do pomieszczenia wchodzi średniego wzrostu człowiek w okularach.

-Wzywał mnie pan? - spytał nowo przybyły.

-Tak, jest robota - stary człowiek spojrzał na młodzieńca - wiesz, znudziło mi się już mieszkanie w tym zaśmierdziałym bunkrze - zaciągnął się ostatni raz i stłamsił żar peta o brudną, zakurzoną kryształową popielniczkę - stawiam sobie chatę niedaleko Kielc, całkiem sporą i wiesz, marzy mi się wspaniały sad przed domem. Póki co jednak mam tam jebany krajobraz księżycowy, kamienie, glina, pełno nierówności - zrobił którką przerwę, którą zapewne wykorzystał na przypomnienie sobie krajobrazu swojej posiadłości - i tu zaczyna się twoja rola agencie E. - sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej garść pomiętych i zniszczonych banknotów - masz tutaj 160 zł, wynajmij jakiś nierobów, niech mi wyrównają ten teren!

-Alez panie komendancie, widziałem zdjęcia tego terenu - zaniepokoił się młodzieniec - i z całm szacunkiem, ale to zadanie mogą wykonać tylko profesjonaliści, a za 160 zł nawet jednego takiego nie wynajmę lub kompletnie zdesperowani popaprańcy.

Staruszek spojrzał spode łba na mężczyznę po czym sięgnął do szufladki z której wyciągnął stary radziecki pistolet i położył go na blacie biurka. Ponownie utkwił wzrok na gościu, tym razem jednak było to spojrzenie nieznoszące sprzeciwu.
-To znajdziesz mi popaprańcĂłw…

Miejsce: Droga do Nowin, koło Kielc

Ale mieliśmy szczęście. Byliśmy właśnie z Norbem w drodze do miejsca spotkania z naszym zleceniodawcą. Dwa dni wcześniej Norb powiedział mi, że jest praca fizyczna na jakiejś działce za Kielcami. Zapowiadała się ciekawa robota za przyzwoite pieniądze. Osiem godzin machania łopatą na jakiejś działce brzmiało bardzo zachęcająco. Dlatego też pełni optymizmu dojechaliśmy do miejsca spotkania, gdzie czekał na nas pan E. Od razu pojechaliśmy za nim na działkę, która okazała się wielką posiadłością! Chata, o której wcześniej wspominał Norbert okazała się być pieprzonym pałacem w stanie surowym, a pole na którym mieliśmy kopać było wielkości 3 działek. O rzesz, pomyślałem, ale nic damy radę. Instrukcje co do kopania były proste. Mieliśmy wyrównać teren tak by nie wyglądał jak pieprzona Hiroszima i przy okazji wywalić mieliśmy wszystkie kamienie. Dostaliśmy pro narzędzia w postaci 2 łopat, grabek i taczki zagłady. Nie zwlekając zabraliśmy się chętnie do roboty. Z początku było super, planujemy robotę, zaznaczamy co trza zrobić i z czym będzie największy problem. Bierzemy się do roboty.

1 taczka kamieni…

Jest ciężko, kamieni od cholery, w dodatku zabiera się na deszcz. Jednak pełni energii kopiemy dalej.

4 taczka z kamieniami…

Brak obycia z pracą fizyczną daje się we znaki. Łapy zaczynają boleć, coraz więcej kamieni i błota. W dodatku zaczyna padać, nie przeszkadzam nam to jednak i pracujemy dalej. Zaczynam się zastanawiać nad losem tych, którzy muszą zarabiać w ten sposób na co dzień i o dziwo znalazłem sporo plusów. Niezbyt obciążające umysłowo wymachiwanie łopatą może dostarczyć rozrywki na wiele godzin, a i satysfakcję, że odwaliłeś się kawał dobrej roboty nie kupisz nawet kartą Visa.

7 taczka z kamieniami…

Mówi się, że im dalej w las tym więcej drzew. W tym przypadku można powiedzieć, że im dalej w pole tym większe kamienie. Czemu te cholery są tak zajebiście ciężkie. Każde zatopienie łopaty w ziemie kończyło się nadzianiem na nowy kamień. Moja pierwsza chwila zwątpienia, zaczynam narzekać. Na szczęście Norbert zawsze potrafi dodać mi otuchy.

-Gdybym był poważnym nudziarzem powiedziałbym że to doświadczenie zmusi cię do refleksji nad wartością ludzkiego pieniądza oraz zwrócenie uwagi na tych wszystkich prostych robotników codziennie wykonujących ta niewdzięczną pracę, ale nie jestem, więc zapierdalaj z tymi taczkami!

10 taczka z kamieniami…

Fajrant! Zapakowaliśmy się cali mokrzy i ubłoceni do samochodu i pojechaliśmy do pobliskiego sklepu w celu zakupienia jakiegoś napoju i jedzenia.

-Co jedzą robole?

-Chyba kaszankę…

Skończyło się na dwóch bułkach i lizaku.

1x taczka z kamieniami…

Jest coraz gorzej. Deszcz przestał na chwilę padać, ale za to oziębiło się. Robota postępuje powoli, już wiemy, że nie wyrobimy się ze wszystkim, dobrze, że pan E. też wyszedł z takiego założenia i powiedział, że ile zrobimy tyle zrobimy. Machanie łopatą stwarza coraz więcej problemów. Naciągnąłem sobie jakiś mięsień przedramienia, boli jak diabli, ale wizja wypłaty dodaje sił. Chyba tylko popaprańcy mogli się zdecydować na tę robotę.

2x taczka z kamieniami…

2 godziny do końca, jestem wykończony, coraz częściej robie przerwy na papierosa. Norbert, stary kox, daje radę i nosi głazy wielkości małego telewizora. Mżawka. Nawet uspokajający szum wody z pobliskiego wodospadu nie jest w stanie zagłuszyć pojękiwań mięśni. Ziemia namokła tak, że brodziliśmy się w glinie po kostki, a wożenie taczki przypominało ciągnięcie 100 kilogramowych zwłok pod wodą. Wreszcie zaczyna tak padać, że dajemy sobie spokój. Koniec dwie godziny przed czasem oznacza potrącenie wypłaty. Jesteśmy trochę zawiedzeni, szczególnie Norbert, bo ja prawdę powiedziawszy miałem już dosyć i nie wiem jak przetrwałbym kolejne godziny w tym gównie. Pod ostrzałem gradu wbiegamy do samochodu i już z środka patrzymy na wynik naszej pracy, całkiem nieźle jak 2 osobowy team składający się z koxa i nooba.

Czy było warto? Na pewno, fajnie jest czasem spróbować czegoś nowego i odmóżdżyć się przy wożeniu taczek. A i kasiorka do portfela wpadła:P

przed

po…

6 Comments more...

.dj.vadim.soundcatcher.

by Johnny Tabasco on mar.11, 2007, under .masterpiece.

WytwĂłrnia Ninja Tune została załoĹźona przez dwĂłch DJ-Ăłw – Matta Blacka i Jonatana Moore’a, znanych bardziej jako formacja Coldcut w 1991 roku w Londynie. Przez cały okres swojej działalności wytwĂłrnia ta wypromowała wielu wykonawcĂłw i producentĂłw nadając jej niepowtarzalne brzmienie. Płyty ze znaczkiem Ninja Tune za kaĹźdym razem gwarantują nam kawał nietuzinkowej muzyki z gatunku Electronic, Abstract Hip-hop, acid jazz, nu-jazz, Jungle, ambient Dance, Instrumental Hip-hop czy Chillout. Jednym z nich jest własnie DJ Vadim.
Urodzony w ZSRR, udało mu się jednak uciec zza Ĺźelaznej kurtyny i zamieszkać w przedmieściach Londynu, całe szczęście, poniewaĹź właśnie tam zainteresował się muzyką hip hop. Vadim jest osobowością dość wszechstronną, albowiem jest on producentem i DJ współpracującym z wieloma artystami na całym świecie. Tworzył między innymi z DJ Krushem, The Roots, Public Enemy, Beat Junkies i Morcheeba, a to tylko część długiej listy. Ponadto jest załoĹźycielem grupy One self, ktĂłrej członkami są Mc Yarah Bravo i Blu Rum 13. Ponadto jest kolekcjonerem płyt, prezenterem radiowym i malarzem. Nie bez powodu nazywają go jedną z najbardziej zapracowanym człowiekiem muzycznego biznesu…

I właśnie teraz DJ Vadim wydał kolejny owoc swojej ciężkiej pary, zatytułowany Soundcatcher. Po wielokrotnym przesłuchaniu krążka z całą pewnością mogę powiedzieć, Ĺźe tytuł wybrany przez artystę jest jak najbardziej trafny, poniewaĹź jak juĹź nieraz udowodnił na swoich wcześniejszych płytach, doskonale umie chwytać dĹşwięki i mieszać je z głosem wokalistĂłw. Zawartość Soundcatcher’a skrywa przed nami dużą ilość chillu, elektronicznego reagge i dub’u, tworząc idealną składankę na spokojne wieczory lub długie podróşe. Co najwaĹźniejsze ta muzyka nie męczy, ot po prostu płynie sobie spokojnie w głośnikach i nikomu nie przeszkadza. Dobry słuchacz od razu wyczuje i wczuje się w klimat elektronicznych sampli połączonych z gamą najróşniejszych instrumentĂłw od gitary zaczynając, a na flecie kończąc.

Podziwiam Vadima za jego umiejętność doboru odpowiedniego towarzystwa na swoje albumy i dostosowanie swoich podkładĂłw tak, by doskonale zgrywały sie one z umiejętnościami wokalnymi wokalistĂłw, wyciskając z nich wszystko to co najlepsze. Tym razem rusek po raz kolejny udowodnił, Ĺźe wokalista i muzyka tworzą wspaniały duet, zachowując jednocześnie wyraĹşnie odróşnialny kontrast pomiędzy głosem, a dĹşwiękiem (wspaniały występ Diany w “They Say”).
Ciężko dopatrzyć się słabych stron tej płytki. DJ Vadim lubi eksperymentować z dĹşwiękiem, co mu nie zawsze do końca wychodzi. Skrzek Ĺźaby w jednym z kawałkĂłw jest dość dziwny i trochę nie pasuje do całości. Ponadto Vadim ma skłonność do wstawiania dĹşwiękĂłw od tak ni z gruszki ni z pietruszki, często osiąga to swĂłj efekt urozmaicenia, lecz nie zawsze. nie razi to zbytnio po uszach, ale właśnie jak powiedziałem… jest dziwne:)
Nie znam dokładnie wszystkich płyt Vadima, jednak muszę stanowczo stwierdzić, że jego najnowsze dzieło stanowczo różni się od tego co słyszałem od niego wcześniej. Tym razem rosyjski DJ uraczył nas bardzo oryginalnym i stylowym chillem i mimo, iż chillout ma pełnić funkcje muzyki tła, to wobec albumu Soundcatcher nie można pozostać obojętnym, spokojny rytm sprawia, że zatapiamy się w nim bez pamięci budząc się dopiero, gdy skończy się płyta.

Leave a Comment more...

.vegepic.net.

by Johnny Tabasco on mar.10, 2007, under Uncategorized

www.vegepic.net - strona na której postaram się udzielać jako newsman i recenzent kulturalny. Gorąco wszystkich zapraszam!

Poszukujemy ludzi, którzy pomogą nam współtworzyć stronę. Jeśli masz ochotę podzielić się swoimi opiniami na temat muzyki i kinematografii lub jesteś grafikiem z niesamowitymi pomysłami, pisz do mnie, jesteśmy otwarci na młodych i kreatywnych ludzi z ciekawymi zajawkami/poglądami.

Join us!

2 Comments more...

.kierowca.tira.

by Johnny Tabasco on mar.09, 2007, under Uncategorized

zdarza mi się rzadko obejrzeć coś co doprowadzi mnie do płaczu ze śmiechu…

[youtube]CH_CSRyRfG0[/youtube]

3 Comments more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!