Szpakblog

.nothing.important.happend.today.again.

by Johnny Tabasco on lis.28, 2007, under .YT.files.

Kolejny dzień tygodnia. Środa, czyli półmetek tygodnia. Patrząc na godzinę, już bliżej niż dalej do weekendu.

Dzisiaj ponownie nie wydarzyło się nic ciekawego, prĂłcz tego, Ĺźe w drodze powrotnej zesrał się tramwaj i połowę drogi do domu musiałem przemaszerować na mrozie, co wystarczyło by skutecznie popsuć mi dzień. By nie marnować kolejnego posta na głupoty będę kontynuował wątek ulubionych teledyskĂłw z przeszłości. Panie i Panowie, zapnijcie pasy i wsadĹşcie koszule w spodnie, albowiem nadchodzi…

[youtube]qpDer9wdUEw[/youtube]

Gorillaz - Clint Eastwood

Może nie najstarszy, ale na pewno jeden z najbardziej wpływowych video z jakimi miałem do czynienia. Mam słabość do animowanych klipów, więc gdy dowiedziałem się, że powstał zespół złożony tylko i wyłącznie z animowanych bohaterów to musiałem dowiedzieć się o co chodzi. Gorillaz to właściwie projekt, eksperyment polegający na zwerbowaniu jak największej liczby ambitnych muzyków i wysłanie ich do studia na Jamajce, gdzie mieli nagrać album, który wyjebie wszystkich nastolatków w kosmos. Mnie również. Cenie ten zespół nie tylko dlatego, że wydał 2 oficjalne albumy i 2 z remiksami i tzw. B-sides, które naprawdę kopały i nadal kopią dupsko. Cenię go przede wszystkim za to, że z tylu tak odmiennych gatunków muzycznych jak Blues, Hip Hop, Rock, Reagge czy Elekro potrafili skleić naprawdę dobrą i inspirującą muzykę. Dzięki nim odkryłem m.in. Deal Tha Funkee Homosapien, Roots Manuva czy De la Soul. Szacunek dla nich!:)

[youtube]Y6XZTQXEUVM&feature=related[/youtube]

Liroy - Scyzoryk

Pierwsze albumy Liroya słuchane w słuchawkach w tajemnicy przed starymi. Nic mi tego nie odbierze, nawet głosy wszystkich antyfanów. Technika słaba, bit w większości podpieprzony amerykanom, ale powiedzmy sobie szczerze, to były początki i musiał się na kimś wzorować, i chwała, że brał przykład od najlepszych. Tyle na ten temat.

3 Comments more...

.rza.

by Johnny Tabasco on lis.28, 2007, under .YT.files.

Pamiętacie moje zestawienie teledysków, które miały bezpośredni wpływ na moją psychikę? Postanowiłem reaktywować ten wątek i w związku z tym przedstawiam Wam 3 kolejne teledyski, które wyryły mi się na fałdach mózgu na zawsze zmieniając mój światopogląd:

[youtube]-Py5aPLG348[/youtube]

Pink Floyd - Another brick in the Wall

Jeden z tych teledyskĂłw, ktĂłre pokazywała mi siostra, gdy chciała mnie przerazić. Ten klimat, ta muzyka i te animacje. Nie wiedziałem wtedy, Ĺźe oglądam video jednego z najgenialniejszych zespołów jakie spłodziła Ziemia. NaleĹźy takĹźe dodać, Ĺźe kawałek jest fragmentem pełnometraĹźowego musicalu pod tytułem ‘The Wall’, podczas seansu zaleca się zaĹźycie środkĂłw pobudzających wyobraĹşnie:)

[youtube]AWqp2zuTE3o[/youtube]

Wamdue Project - King of my Castle

Pamiętam jakby to było wczoraj. Pierwszy telewizor we własnym pokoju i pierwsze nocki spędzone na bezmĂłzgim patrzeniu w monitor. Jeszcze wtedy była Viva Zwei, gdzie późnymi wieczorami emitowano teledyski Trance i Techno. I właśnie wtedy nadziałem się na ten teledysk. Wpadająca w ucho muzyka, animowany teledysk (skąd miałem wiedzieć, Ĺźe to Ghost in the Shell, jedno z najznakomitszych anime jakie powstało), to musiało się spodobać takiemu gĂłwniarzowi jak ja;) Ach te wspomnienia…

[youtube]2aUwabWonKk[/youtube]

Limp Bizkit - My Generation

Mój pierwszy kontakt z ostrym rockiem. Oglądałem ze starszym bratem telewizornie, akurat leciał ten teledysk. Powiedział, że dobry kawałek. Od razu spytałem czy ma ich płytę. Miał. I tak się zaczęło granie na rakiecie tenisowej i wydzieranie się do grzebienia. Miałem wtedy 12 lat.

8 Comments more...

.we’re.not.alone.

by Johnny Tabasco on lis.27, 2007, under .pulp.fiction.

Po raz kolejny pisze w nocy. Nie wiem, jak się jutro zwlokę z łóżka na 9.

Depresji ciąg dalszy.

Dzisiejszy dzień był jak każdy poniedziałek, zaczyna i kończy sie tak samo. Chujowo, jeśli chodzi o ścisłość. Zaspałem na wykład, który prowadzi chyba najseksowniejsza doktorantka na świecie. Niewiele kobiet dzisiaj używa prawdziwej szminki, a szkoda, może jestem analogiem w świecie cyfrówek, ale to mnie naprawdę kręci.

Jak już wspomniałem, zaspałem na wykład. I zamiast spożytkować wolny czas wynikający z tego faktu, pół dnia spędziłem słuchając muzyki i popalając jednego papierosa za drugim. Obudziłem się dopiero po 16, polazłem na zajęcia i po powrocie przeczytałem lekturę. Za mało, biorąc pod uwagę ilość materiału do przerobienia, ale bądźmy optymistami, wyrobie się.

Blog służy między innymi do opisu wydarzeń, które dzieją się wokół autora. W związku z tym przytoczę pewną historyjkę:

Król Jerzy III był królem Anglii w czasie gdy Stany Zjednoczone ogłosiły niepodległość w 1776 roku. Król Jerzy III prowadził pamiętnik. 4 lipca 1776, zapisał w nim:

“Nic waĹźnego dzisiaj się nie wydarzyło”.

Dobranoc.

9 Comments more...

.mojo.

by Johnny Tabasco on lis.26, 2007, under .pulp.fiction.

Jakoś mi się zachciało pisać o tej porze. Dziwne, zważywszy na fakt, że ostatnio niewiele mi się chce. Prawdę powiedziawszy nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani jednego sensownego zdania, ale co mi tam, mój blog i mogę na nim pisać co mi się żywnie podoba. Mogę napisać o tym, że właśnie popalam sobie papierosa albo to, że w głośnikach gra nowo odkryta kapela Peeping Tom i, że odkryłem ją sklejając składankę z muzyki z serialu Californication, który miał duży wpływ na fakt, iż zacząłem na nowo produkować się na blogu. Naprawdę, powiadam Ci, ten wpis należy do tych kompletnie pozbawionych sensu, więc jeśli nie chcesz tracić czasu na czytanie bezsensownych wpisów na blogu, stanowczo odradzam dalszą lekturę.

Czym mĂłgłbym jeszcze zapchać mĂłj czas antenowy? Wiem, jutro jest poniedziałek, mĂłj ulubiony dzień tygodnia. O! Właśnie wymyśliłem o czym będzie ten wpis! O moim ulubionym dniu tygodnia! Poniedziałek chyba nikomu nie kojarzy się dobrze, ale to mĂłj blog i nie obchodzą mnie inni. W kaĹźdym bądĹş razie, ja teĹź nie znoszę poniedziałkĂłw. Sama myśl o tym, Ĺźe jutro będę musiał się zmusić do ruszenia dupy na wydział sprawia, Ĺźe chce mi się rzygać. Ten cotygodniowy barbarzyński rytuał wyganiania mnie z cieplutkiego, zasyfiałego mieszkanka przyprawia mnie o gęsią skĂłrkę na pięcie, tym bardziej, Ĺźe tydzień zaczyna mi się dosyć zajebiście nieprzystępnym rozkładem wykładĂłw i zajęć. Nie będę narzekał, juĹź mi ktoś na to zwrĂłcił uwagę… albo nie, chuj, zajebiaszczo nie podoba mi się perspektywa połoĹźenia się do łóżka i obudzenia się jutro rano ze świadomością, Ĺźe niedługo będę musiał przebierać nóşkami do Collegium Maius. Nie znam prognozy na jutro, ale jestem pewien, Ĺźe pogoda, jaka by nie była, będzie mnie wkurwiać. Nawet nie wiem co będę jutro szamał na obiadek. Dobrym wyjściem byłoby posiadanie samochodu. Wróć. Nie mam prawa jazdy, co szczerze mĂłwiąc jest bardzo do dupy, więc przez najbliĹźszy czas zmuszony będę do codziennej tortury jaką jest stanie na przystanku. MoĹźe odmieni swĂłj marny los i jutro kogoś zagadam, moĹźe poznam jakąś piękną niewiastę? GĂłwno, rano jestem tak zjebany, Ĺźe nawet wypalenie papierosa rĂłwna się z nadludzkim wysiłkiem, inni chyba teĹź są zjebani sądząc po ich wyrazach twarzy. Zresztą i tak najczęściej wpadam na przystanek w ostatniej chwili. Tak jest przez cały tydzień, ale poniedziałek najbardziej wali kałem.

Podsumowania sakramencko nie chce mi się pisać. Przepraszam.

Dodam tylko, że realizm nijak się ma do miłości. Dobranoc!

Leave a Comment more...

.Absinthe.Makes.The.Heart.Grow.Fonder.

by Johnny Tabasco on lis.24, 2007, under .pulp.fiction.

Weekend wylądował. Wczoraj wychodząc z ostatnich zajęć zapominam o tym, co działo się przez ostatni tydzień, mam to delikatnie rzecz biorąc głęboko w dupie. Piątkowy wieczĂłr dla studenta takiego jak ja, oznacza, Ĺźe moja łajba, a na niej moja załoga wypływa z portu zamuły i kieruję się w stronę oceanu chmielowego po czym zmienia kurs na morze wysokoprocentowe. I nie mam na myśli grzecznego picia piwka, nie kurwa, piwkiem zalewam wĂłdkę, chuj z konsekwencjami, rzyganiem, wirowaniem i innym gĂłwnem, jestem panem swojego losu i jakoĹź, Ĺźe jestem panem swojego losu, to decyduję się na chwilę całkowitego zapomnienia, oderwania od rzeczywistości, zatapiam się w niewygodnej kanapie w pokoju wypełnionym po brzegi ludĹşmi, a wolne szczeliny wypełnia gęsty dym…

Wspominałem coś o konsekwencjach… na grubszych imprezach zawsze jest tak, Ĺźe te sobie o mnie przypominają i w nieelegancki sposĂłb zaczynają dawać o sobie znać, wtedy zazwyczaj kończy się impreza i zaczyna się desperacka prĂłba ewakuacji… Wczoraj miałem szczęście, zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe przelazłem z kumplem 1/3 miasta zupełnie na czuja, między jakimiś gettami, ciemnymi uliczkami i innymi atrakcjami turystycznymi. I nikt nas nie zaczepił, pomimo, ze definitywnie zwracaliśmy na siebie uwagę. Popieprzona sprawa, ale jakimś cudem udało mi się dotrzeć do domu, czyli moĹźna uznać, Ĺźe piątkowy wieczĂłr pełen przygĂłd i niespodzianek zakończył się sukcesem.

Póki co muszę czekać na kumpla, który mi opowie jak to się kurwa stało, że obudziłem się we własnym łóżku.

Leave a Comment more...

.torunification.

by Johnny Tabasco on lis.22, 2007, under .pulp.fiction.

Witam wszystkich bardzo kurwa serdecznie z najwspanialszego miasta na świecie… Torunia!

Odkąd tu przyjechałem zdążyłem juĹź poznać sporo miejsc oraz ludzi, ktĂłrzy są naprawdę w porządku. Mieszkam w prawdziwym postkomunistycznym wieĹźowcu, a z okna widzę codziennie piękne postkomunistyczne bloki, nie licząc małej zapyziałej po brzegi kamienicy w ktĂłrej mieszkają rumuny, ubogie dzieci i innego rodzaju osobistości. Ĺťycie tutaj jest jak Kinder Niespodzianka, nigdy nie wiesz co Ci się trafi. Od gejĂłw z ADHD po rozwścieczonych kiboli plujących na dziatki w tramwajach i rozpierdalających swĂłj własny stadion! Ale w niczym to nie przeszkadza, poniewaĹź autobusy i tramwaje są zajebiście czyste, czasem ciasno w nich jak w pochwie dziewicy, ale generalnie komunikacja daje radę. Sklepikarka w tytoniarni jest dla mnie miła w przeciwieństwie do sprĂłchniałych ekspedientek w sklepach i instytucjach rządowych oraz uniwersyteckich. Naprawdę nie wiem co tak wkurwia tych ludzi? Brak słońca? Być moĹźe, mało go tu. Brak śniegu i zimno? Witamy na pieprzonym południu! Małe zarobki i bezrobocie? Witamy w pieprzonej Polsce! Dobrze, Ĺźe chociaĹź ludzie na uniwerku to przyjezdni, aczkolwiek i między nimi zdarzają się popierdoleńcy. Ja to mam w dupie, wychodzę codziennie, najczęściej rano, wiatr układa mi włosy i jest zajebiście. A wszystko to po to by w zasrany weekend włączyć tryb weekendowego alkoholika i zalewać smutki i stres w litrach taniego wina, piwa i wĂłdce. Tak! poniewaĹź jak na razie Ĺźyje się dobrze i szybko. Tydzień temu padł pomysł wyjazdu na jedną, powtarzam jedną imprezę do Gdańska (pieprzone 4 godziny pociągiem w jedną stronę). No i pojechałem z dwĂłjką ludzi, ktĂłrych ledwie co znałem do ludzi, ktĂłrych kompletnie nie znałem. Wydałem w pizdu kasy, wpadłem do rzeki, miałem gorączkę i siadły mi zatoki (wbrew przypuszczeniom nie z powodu kąpieli w rzece, zatoki siadły wcześniej…), ale co z tego? Poznałem zajebistych ludzi i zwiedziłem miejsca, ktĂłrych nigdy nie zobaczy Ĺźadna pieprzona wycieczka z Chin.

Do jasnej cholery jak ja się cieszę, Ĺźe jestem na tych przeklętych studiach. Wykłady są tragiczne, jak nie uprawiamy woodstocku siedząc na podłodze, to kisimy się na monografie ktĂłry odbywa się na auli mogącą robić za trybunę dla niejednego boiska w Polsce. Babka przez bite 2 godziny pokazuje jakieś posrane obrazy i opisując je nie uĹźywa Ĺźadnego pierdolonego mikrofonu, kurwa!, sala wielkości małej hali widowiskowo sportowej, a ona gada do nas jakbyśmy siedzieli w komorze gazowej… PrĂłbuje się uczyć, staram się, ale jak kurwa słyszę od doktorantki, Ĺźe gdyby ona miała tak rozplanowane egzaminy, to by jej tu na pewno nie było, to kurwa łapy opadają…

Jak na razie te studia przypominają jazdę rozpędzonym pociągiem. Pytanie jest takie, wyskakiwać i obić sobie dupsko, rozsiąść się w przedziale dla niepalących, czy dołączyć do niekończącej się imprezy w ostatnim wagonie?

Pozdrawiam, to byłem ja Szpaq.

ps. post zainspirowany moim nowym odkryciem, serialem Californication. Naprawdę polecam!

7 Comments more...

.we.are.the.night.

by Johnny Tabasco on wrz.21, 2007, under Uncategorized

Chemical Brothers dorobili się już niejednego albumu. Jeden był lepszy, jeden gorszy. Zawsze jednak mogli szczycić się oryginalnością i pomysłem na album. Ich najnowszy eksperyment na pewno jest na pewno jednym z tych lepszych.

Dlaczego eksperyment? PoniewaĹź, Ĺźadnej płyty chemicznych braci nie moĹźna porĂłwnywać do poprzednich. KaĹźdy album jest sporym powiewem świeĹźości na parkietach klubĂłw na całym świecie. JuĹź sam tytuł albumu mĂłwi nam, Ĺźe CHB są przodownikami jesli chodzi o scenę klubową. Na ‘We are the night’ nasze uszy zalewane są świeĹźym brzmieniem, ktĂłre na długie godziny nie pozwala wyłączyć nam tej płytki.

Ale przejdĹşmy do konkretĂłw, czyli co w tym jest takiego fajnego (pzdr dla rudiego:*). Chemical Brothers zawsze chodziło przede wszystkim o pomysł, a na ich najnowszym krążku znajdziemy ich od cholery. Kosmiczny klimat tytułowego ‘We are the night’, czy przezabawny kawałek ‘Salmon dance’, w ktĂłrym to raper Fat Lip opowiada nam o nowym tańcu Łososia, bracia zapodają psychodeliczny bit przypominający podkład pod dziecięcą wyliczankę.

Płyta jest bardzo spokojna, nie znajdziemy na niej Ĺźadnych dzikich, czy agresywnych kawałkĂłw, mimo to nie pozwala ona spokojne stać w miejscu. Jednym z takich kawałkĂłw jest ‘All rights reversed’, czyli ostre elekro połączone z trance, zajebiście wpada w ucho i porywa na parkiet.

Chemical Brothers, gdy wydają singiel promujący album, zawsze walą z grubej rury, prezentując definitywnie najlepszy utwĂłr ze swojej płyty. I tak jest tym razem, poniewaĹź ‘Do it again’ po prostu wgniata w ziemię. Zeschizowany wokal, muzyka, a nawet tekst piosenki oddaje w 100% ‘nocny’ klimat płyty.

Ciesze się, Ĺźe po średnim ‘Push the Bottom’ Chemicy wrĂłcili do formy. Teraz pozostaje nam czekać na następną dawkę klimatycznego i doskonałego elektro. No to ja ’staję się nocą’ i wracam do słuchania.

Fajne 8/10

1 Comment more...

.codemasters.

by Johnny Tabasco on wrz.18, 2007, under Uncategorized


17.09.2007

No i mnie dopadło. Jest godzina druga w nocy. Nie moge spać. Rozglądam się po czterech surowych ścianach mojego pokoju, prawie brak mebli, a te ktĂłre są pamiętają doskonale czasy komuny podobnie łózko na ktĂłrym leżę na pewno trzeba będzie wymienić. Mieszkanie na pewno nie jest luksusowe, ale nie jest teĹź beznadziejne. To pierwsza noc w miejscu, ktĂłre prawdopodobnie przez najbliĹźsze pięć lat stanie się moim domem… Kiedy byłem w Kielcach wszystko wyglądało inaczej. Pełen optymizmu nie mogłem się doczekać wyjazdu do Torunia. Miałem wszystko głęboko w dupsku, byłem zdeterminowany mieszkać nawet pod mostem. A teraz kiedy tu jestem i wreszcie na własne oczy zobaczyłem co się tutaj dzieję, ogarnął mnie strach i niepokĂłj. Co to będzie? Jak to będzie? Mieszkanie jest spoko, co prawda w powietrzu wciąż unosi się smrĂłd pozostawiony przez poprzednich lokatorĂłw, ale to da się przeĹźyć. Gorsze jest przeświadczenie, Ĺźe tym razem ja sam wraz z moim wspĂłlokatorem będziemy musieli sami zadbać o to mieszkanie. Arcytrudne zadanie zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe planuję naprawdę Ĺźyć Ĺźyciem studenta (chyba wiecie, co mam na myśli?;]). Tyle rzeczy jest do zrobienia. Przede wszystkim trzeba posprzątać. Kto mnie zna wie, Ĺźe nie jestem fanem porządku i harmonii, aczkolwiek nie toleruję syfu pozostawionego przez innych, trzeba będzie więc wprowadzić swoją florę i faunę by poczuć się jak u siebie.

Na litość Boską, w końcu przemieszkam tam trzy lata! Ile przygód, ile perypetii przeżyję? Ile dramatów, ile smutków doświadczę w tym mieszkaniu? Tutaj odbędą się wydarzenia, które na zawsze zmienią moje życie! Póki co jednak musimy zrobić coś z kiblem bo smród i wilgoć aż w oczy szczypie:P To nie jest jakaś cholerna kolonia, czy inne wakacje. Tutaj nie ma tej świadomości, że za 2 tygodnie wrócę na stare dobre śmieci, o nie! Od teraz to mieszkanie ma stać się moim domem, a Kielce tylko miejscem, gdzie zostawiłem wspaniałe wspomnienia i przyjaciół.

Będzie ciężko, kurwa będzie, ale cóż co nas nie zabije to nas wzmocni! I liczę na to, że po 5 latach spędzonych w Toruniu wrócę do Kielc z dziarskim uśmiechem na ustach i ambicją by zawładnąć małą częścią świata!

Tekst powstał na Nokii e50, którą pokochałem za możliwość pisania textów bez końca xD

6 Comments more...

.minutes.to.midnight.

by Johnny Tabasco on wrz.09, 2007, under Uncategorized

Ha! Kolejny fajny zespół, ktĂłry postanowił zerwać ze swoją przeszłością i ukierunkować swoją twĂłrczość w zgubnym dla siebie kierunku. Linkin Park postanowiło definitywnie zerwać ze swoim nie modnym juĹź nu metalowym wizerunkiem i pokazać, Ĺźe są prawdziwymi rockmenami! Jak powiedzieli, tak zrobili. Przywdziali więc skĂłrzane kurtały, zatrudnili najlepszego rockowego producenta Ricka Rubina (współpracował między innymi z Red Hotami i Metallicą) i wparowali do studia by nagrać album, ktĂłry sprawi, Ĺźe stwardnieją nam sutki a lodowce zaczną się szybciej topić. Co im z tego wyszło? Osobiście wole ‘Meteorę’…

Na pewno nie moĹźna im zarzucić, Ĺźe puszczają słowa na wiatr, poniewaĹź róşnica pomiędzy Minutes to Midnight a pozostałymi albumami LP jest jak między Dodą a Anną Marią Jopek. Czy wyszło im to na dobre, ciężko określić. Linkin Park podobało mi się głównie dlatego, Ĺźe ich albumy wypełnione po brzegi były energią, złością i dzikością. Te wściekłe skrecze Hana, riffy i wrzaski Chestera naprawdę pomagały wyładować negatywną energię. W MtM tego brakuje, teraz LP gra fajnego, miejscami podchodzącego pod metal, rocka. Energię poprzednich albumĂłw posiada tylko jeden kawałek, Bleed it out. To trochę za mało zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe reszta albumu składającego się z 12 kawałkĂłw, wypełniona jest w większości mdłymi balladami o miłości i… Bogu . Mike Shinoda stracił rolę frontmana i ograniczył się do roli klawiszowca udzielając się w trzech kawałkach z czego w jednym śpiewa razem z Chesterem, ktĂłry swoim dobrym wokalem zdominował album. Skreczy nie uświadczymy wcale, nie licząc ‘What I’ve done’.

Bym zapomniał. Linkin Park zapowiadało, Ĺźe ich nowy album będzie bardzie mroczny i cięższy od poprzednich, a teksty duĹźo dojrzalsze. Ucieszyło mnie to, poniewaĹź to właśnie przez infantylne teksty zaprzestałem słuchania tego zespołu. Po przesłuchaniu albumu spotkało mnie jednak kolejne rozczarowanie. Mimo, iĹź na pudełku świeci naklejka informująca, Ĺźe płyta zawiera teksty nie przeznaczone dla dzieci, co według mnie jest całkowicie zbędne i czysto marketingowe posunięcie. Znaczek pojawił się na opakowaniu tylko dlatego poniewaĹź na całej płycie pojawia się moĹźe z 4 razy słowo ‘fuck’… Ĺźadnych ciężkich, psychodelicznych czy brutalnych tekstĂłw tutaj nie uświadczymy. Generalnie wszystko cały czas kręci się wokół pretensjonalnych tekstĂłw o miłości. Mało ambitne i porywające.

Kiedy dorwałem do łapek album ‘Meteora’ piałem z zachwytu. MtM mnie juĹź nie zachwyciło, LP zamiast przodować w dziedzinie nu metalu wraz z Kornem postanowiło zostać przecietnym rockowym zespołem niczym nie wybijającym się ponad przeciętność. Z tą róşnicą, Ĺźe LP posiada armię fanatycznych fanĂłw, ktĂłra zawsze kupi ich muzykę…

Bez skrupułów 5/10

4 Comments more...

.icky.thump.

by Johnny Tabasco on wrz.08, 2007, under Uncategorized

Jakiś czas temu dorwałem nowiutki album The White Stripes zatytułowany “Icky Thump”. Oszczędzę trochę czasu tym, ktĂłrzy się zbytnio przemęczają przyswajając zbyt dużą ilość tekstu i na wstępie powiem, Ĺźe album jest kijowy, wtĂłrny i dostaje ode mnie 5/10.

JuĹź śpieszę z wyjaśnieniami dla co bardziej ambitnych czytelnikĂłw. Otóş The White Stripes [TWS] nie zaskoczył mnie tym co zaskakiwało w ‘Elephant’ czy choćby ‘Get behind me Satan’. Teksty nie robią takiego wraĹźenia jak kiedyś, muzyka mimo, iĹź technicznie najlepsza ze wszystkich albumĂłw nie oddaje klimatu tak charakterystycznego dla tworĂłw Jacka i Meg. To właśnie to proste granie rodem z garaĹźu wyniosło TWS na szczyt, w tym przypadku TWS postanowiło zostawić proste, chwytliwe riffy i melodie w zakurzonym garaĹźu i jak na prawdziwe gwiazdy alternatywnego rocka przystało, skupiło się na naśladowaniu takich legend jak Led Zeppelin czy Rolling Stones. MoĹźe i nieĹşle im to wyszło, dla mnie brzmi to jak piosenki Whitney Houston w wykonaniu kandydata do Idola.
By nie mieszać płyty całkowicie z błotem naleĹźy wspomnieć takĹźe o dobrych stronach tej produkcji. Jak juĹź wspomniałem na Icky Thump moĹźemy dopatrzeć się wielu zapoĹźyczeń od innych zespołów. Podtrzymuję zdanie, Ĺźe nie lubię czegoś takiego, poniewaĹź nie jestem fanem zapoĹźyczeń stojących na granicy plagiatu. Aczkolwiek w paru kawałkach zespołowi udało się całkiem zgrabnie wymieszać swoje pomysły z pomysłami innych (np. Little Cream Soda lub Led Zeppelinowskie I’m slowly turning into you). Oldschoolowy The Conquest teĹź bardzo fajnie w głośnikach gra, natomiast kawałek Icky Thump, chyba najbardziej oryginalny kawałek albumu, za pierwszym razem wpada w ucho, za drugim razem się podoba i miło się go słucha jednak bardzo szybko się nudzi i zaczyna męczyć.

Podsumowując, Icky Thump nie powala na kolana ale też nie odstrasza. Mnie już nie bawi słuchanie non stop odświeżanych hitów lub ich fragmentów, innym może tak. The White Stripes na Icky Thump straciło swój niepowtarzalny, oryginalny i, miejscami, psychodeliczny klimat.

Po napisaniu tej recenzji i drobnej refleksji: 6/10

2 Comments more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!