Uncategorized
same shit, diffrent days
by szpaq on sty.20, 2010, under Uncategorized
Witam ponownie? postanowiłem powrócić z krótką notką, ot tak dla przypomnienia, że blog jeszcze istnieje. W zasadzie to nie wiem dlaczego, ale coś nie pozwala mi go porzucić i zapomnieć o nim w pizdu. Wiecie co? Właściwie to cały czas o nim myślę, snuję plany dotyczące jego odrodzenia, przyszłości. Mam w głowie mnóstwo pomysłów, tematów o których chciałbym pisać, przemyśleń którymi chciałbym się podzielić. Ba! chciałem nawet napisać traktat filozoficzny! Są jednak rzeczy, które cały czas mnie powstrzymują, nie pozwalają mi na przelanie myśli na ekran monitora. Może to brak wprawy, w końcu nie pisuję regularnie, a może po prostu, to o czym byłem kiedyś przekonany było prawdą. Wydawało mi się, że umiem pisać, że potrafię zainteresować czytelnika swoimi grafomańskimi wypocinami i skłonić czytelnika do refleksji. Z biegiem czasu przekonałem się jednak, że wcale nie jestem jakoś specjalnie uzdolniony czy twórczy. Straciłem całą pewność siebie, która pchała mnie do popełniania kolejnych notek. Brakuje mi również motywacji, którą kiedyś otrzymywałem od znajomych. Nieprawda jest stwierdzenie, że bloga pisze się dla siebie, a nie dla innych. Jeśli chciałbym pisać tylko dla siebie, to pisałbym pamiętnik, który chowałbym w tajnej skrytce za szafą (ups?), a rzeczy, które by się w nim znajdowały niewiele miałyby wspólnego z piękną sztuką pisania. Prawda jest taka, że rozpierdala mnie od środka wielki leń, który bardzo wygodnie rozgościł się w moim mózgu, zrobił sobie z niego kanapę i rozsiada się w niej swoim wielkim dupskiem. Ktoś powie - nie poddawaj się, staraj się, a na pewno Twój trud zostanie wynagrodzony, a ja mu odpowiem - pierdolę nie robię. Tyle. Bezkres wolnego czasu jaki mi teraz przysługuje z racji faktu, że nie udało mi się zaliczyć studiów i od paru miesięcy moim jedynym obowiązkiem jest zapieprzanie jak bezmózgie zombie w telekomunikacji narodowej s.a. doprowadza mnie do szaleństwa! W dodatku zdegradowałem swoją personę do poziomu nolife?a, który kupił sobie zajebisty komputer i dobrowolnie stał się jego niewolnikiem. To nie jest jakieś głupie nazywanie siebie geek?iem, ponieważ teraz to jest modne, nie, to jest pieprzona choroba, o której objawach fizycznych cały czas przypomina mi kręgosłup. Ja faktycznie nie widzę nic poza internetem i czarną skrzynką, która leży u moich stóp niczym najstarszy przyjaciel człowieka. Internet jest nieskończonym źródłem informacji i zjawisk społecznych, tak interesujących, że poświęcam cały swój wolny czas na jego penetrację i odkrywanie nowych rzeczy, o których się nawet filozofom nie śniło. Cała reszta wydaję mi się nudna i nieciekawa, nie bawią mnie wyjścia do knajp, rozmowy z innymi ludźmi stała się jałowa, nawet moja kobieta - zawsze pełna życia i energii przestała być dla mnie inspiracją. Wygodniej jest mi siedzieć przy biurku i wpatrywać się tępo w nieskończoną otchłań multimedialnej rozrywki.
Jakby tego było mało, mój stan depresyjny pogłębiany jest przez tą pierdoloną zimę za oknem, która codziennie od przeszło tygodnia zamienia moją drogę do pracy w pieprzoną wyprawę arktyczną. Ile może padać śnieg?! Ok, fajnie, że jest biało, w końcu to biała pora roku, ale żeby od razu takie cholerne mrozy? Ci kolesie od globalnego ocieplenia muszą mieć niezły ubaw oglądając prognozę pogody dla europy siedząc sobie w jakimś ciepłym kraju?
Cóż, mam nadzieję, że jak już wiosna przyjdzie to coś się zmieni i przełamie impas kierujący moim życiem. Z drugiej strony po co czekać do wiosny, skoro działać można już teraz. Dzisiaj zaliczyłem pierwszy dzień aerobicznej szóstki Weidera, zobaczymy co mi z tego wyjdzie? Może napiszę o tym w następnej notce.
Pozdrawiam!
.back.to.basic.
by szpaq on maj.27, 2009, under Uncategorized
Słodki jezu na bananie, nie mogę się już zdecydować;< Wracam na stare śmieci i rozkręcam dalej ten burdel. Chciałem powspominać stare tematy, które były omawiane na tym blogu, ale niestety doszło do drobnej awarii podczas update’u strony i wszystkie poprzednie wpisy zostały pozbawione polskich znaków. Jeśli ktoś wie jak to naprawić, to czekam na propozycje (to nie wina layoutu). Misterny plan szlag trafił, więc zapraszam Was do odwiedzania bloga cozziego do którego button znajdziecie po prawej stronie.
Pozdro!
rebirth process in progress
by Johnny Tabasco on cze.28, 2008, under Uncategorized

Nadchodzą mroczne czasy. Świat wywraca się do góry nogami i nic nie będzie takie jak kiedyś. Wszystkie problemy, które kumulowały się przez ten rok, teraz eksplodują mi prosto w twarz. Plany poszły do piachu. Wszystko się zmienia, wali i płonie, ale wiem, że na gruzach przeszłości powstanie coś nowego, lepszego. Nie dam się złamać i nie ulegnę presji. Czuję się silny i brak konkretnych planów tylko mobilizuje mnie do pracy. Coś się wymyśli, są przy mnie ludzie na których mogę polegać i wiem, że mnie nie zostawią. Zaczynam uczyć się życia, popełniałem błędy, ale nie odbieram tego jako porażki, a jako gorzką lekcje egzystencji. Naważyłem sobie piwa, które teraz muszę wypić, otrzeć usta i zacząć samemu kierować swoim życiem. Koniec bycia zależnym od innych, koniec z postawą ‘jakoś to będzie’. Dwadzieścia lat zajęło mi zrozumienie, że sam jestem panem swojego losu, czuję się silny jak nigdy i wierzę, że może się udać. Zawsze się bałem przyszłości i podkulałem ogon, gdy tylko na horyzoncie pojawiały się problemy. Teraz jest inaczej, już się nie boją. Wolę kurwa zdechnąć z podniesioną głową, niż przez całe życie być pasożytem. Z pomocą lub bez, uda się. Wierze w te słowa.
.quake.3.arena.
by Johnny Tabasco on mar.06, 2008, under Uncategorized

Ja pierdole, to byĹ szalony poczÄ tek roku. Nigdy w Ĺźyciu nie wszedĹem w nowy rok swojej egzystencji z takim rozpizgajem umysĹowym. Wszystko przez studia i Ĺźycie bez smyczy, kagaĹca. CaĹy czas coĹ siÄ dziejÄ, caĹy czas coĹ siÄ zmienia i losowo obiera tor wydarzeĹ. Najlepsi Ĺźyciowi filozofowie caĹy czas pieprzÄ coĹ o stracie wĹasnej toĹźsamoĹci. Co oni mogÄ o tym wiedzieÄ?! W tym momencie moje Ĺźycie moĹźna porĂłwnaÄ tylko do syfu w moim pokoju. Syf jest poniewaĹź nie mam czasu posprzÄ taÄ. CaĹy czas coĹ robiÄ lub nie mam siĹy na nic, wtedy leĹźÄ na plerach i wpatrujÄ siÄ w szaroĹÄ Ĺciany dopĂłki nie zasnÄ. jestem jak ten pokĂłj; zagracony, zapuszczony i peĹen wszelkich osobliwoĹci. Puste butelki, puszki, przepeĹnione popielniczki leĹźÄ na przemian z notatkami i ksiÄ Ĺźkami. Nic nie jest poukĹadane i nic nie jest na swoim miejscu. Na pĂłĹce i ziemi leĹźÄ czÄĹci od zepsutego komputera, szafa jest dla mnie pojÄciem abstrakcyjnym. Takie jest teraz moje Ĺźycie… Syfiaste, ale wĹasne. I za cholerÄ nie mam zamiaru opuszczaÄ Torunia.
.x.mass.
by Johnny Tabasco on gru.24, 2007, under Uncategorized
WypadaĹoby coĹ dzisiaj napisaÄ… JakieĹ Ĺźyczenia? Nie wiem czego mam Wam ĹźyczyÄ, moĹźe tego byĹcie wszyscy potrafili cieszyÄ siÄ z Ĺźycia? Albo ĹźebyĹcie spÄdzili je w spokoju wraz z kochajÄ ca Was rodzinÄ ? Smacznego karpia? A moĹźe po prostu ĹźyczyÄ Wam, aby te ĹwiÄta byĹ po prostu wesoĹe? Nie wiem, czego oczekujecie od ĹwiÄ t, w kaĹźdym bÄ dĹş razie sami doskonale wiecie czego sobie ĹźyczyÄ. Pisanie tych ĹźyczeĹ idzie mi jak budowa autostrad w Polsce. Powiem szczerze nie cieszÄ siÄ z tych ĹwiÄ t, przygnÄbiajÄ mnie. Nic nie jest jak dawniej. A moĹźe oszukuje sam siebie i wszystko jest tak jak zawsze, tylko ja sie zmieniĹem? Dobre wytĹumaczenie, uciekĹem z Kielc z jakiegoĹ powodu, teraz wrĂłciĹem i przekonaĹem siÄ, Ĺźe nie mam juĹź po co tutaj wracaÄ. Ale czy nie tego zawsze chciaĹem, nie o tym marzyĹem?
ZrĂłbta mi prezent i kliknijcie w ten link;)
.no.title.
by Johnny Tabasco on gru.13, 2007, under Uncategorized
Ludzie, proszÄ Was, nie pytajcie mnie kiedy nowy post. Po primo, jak to powiedziaĹa swojego czasu WielkaZu ‘jeĹli zaczniesz pisaÄ bloga pod publikÄ, straci on sens i toĹźsamoĹÄ’, nie pamiÄtam czy to dokĹadnie tak brzmiaĹo, ale mniej wiÄcej taki to miaĹo wydĹşwiÄk. Po drugie primo, mam teraz niezĹy zapieprz i nawet na sraniu nie mogÄ siÄ spokojnie skupiÄ. To by byĹo tyle…
A to dla tych co nie majÄ czego czytaÄ. Filmik.
[youtube]UxNCpsIFLho[/youtube]
.mic.check.
by Johnny Tabasco on gru.04, 2007, under Uncategorized
Dzisiaj krĂłtko, bo jestem chory i czujÄ siÄ chujowo.
Mnie wyszĹa 3w4. Nie zgodzÄ siÄ ze wszystkimi opisami, ale wiÄkszoĹÄ ma sens.
Dobranoc.
.we.are.the.night.
by Johnny Tabasco on wrz.21, 2007, under Uncategorized

Chemical Brothers dorobili siÄ juĹź niejednego albumu. Jeden byĹ lepszy, jeden gorszy. Zawsze jednak mogli szczyciÄ siÄ oryginalnoĹciÄ i pomysĹem na album. Ich najnowszy eksperyment na pewno jest na pewno jednym z tych lepszych.
Dlaczego eksperyment? PoniewaĹź, Ĺźadnej pĹyty chemicznych braci nie moĹźna porĂłwnywaÄ do poprzednich. KaĹźdy album jest sporym powiewem ĹwieĹźoĹci na parkietach klubĂłw na caĹym Ĺwiecie. JuĹź sam tytuĹ albumu mĂłwi nam, Ĺźe CHB sÄ przodownikami jesli chodzi o scenÄ klubowÄ . Na ‘We are the night’ nasze uszy zalewane sÄ ĹwieĹźym brzmieniem, ktĂłre na dĹugie godziny nie pozwala wyĹÄ czyÄ nam tej pĹytki.
Ale przejdĹşmy do konkretĂłw, czyli co w tym jest takiego fajnego (pzdr dla rudiego:*). Chemical Brothers zawsze chodziĹo przede wszystkim o pomysĹ, a na ich najnowszym krÄ Ĺźku znajdziemy ich od cholery. Kosmiczny klimat tytuĹowego ‘We are the night’, czy przezabawny kawaĹek ‘Salmon dance’, w ktĂłrym to raper Fat Lip opowiada nam o nowym taĹcu Ĺososia, bracia zapodajÄ psychodeliczny bit przypominajÄ cy podkĹad pod dzieciÄcÄ wyliczankÄ.
PĹyta jest bardzo spokojna, nie znajdziemy na niej Ĺźadnych dzikich, czy agresywnych kawaĹkĂłw, mimo to nie pozwala ona spokojne staÄ w miejscu. Jednym z takich kawaĹkĂłw jest ‘All rights reversed’, czyli ostre elekro poĹÄ czone z trance, zajebiĹcie wpada w ucho i porywa na parkiet.
Chemical Brothers, gdy wydajÄ singiel promujÄ cy album, zawsze walÄ z grubej rury, prezentujÄ c definitywnie najlepszy utwĂłr ze swojej pĹyty. I tak jest tym razem, poniewaĹź ‘Do it again’ po prostu wgniata w ziemiÄ. Zeschizowany wokal, muzyka, a nawet tekst piosenki oddaje w 100% ‘nocny’ klimat pĹyty.
Ciesze siÄ, Ĺźe po Ĺrednim ‘Push the Bottom’ Chemicy wrĂłcili do formy. Teraz pozostaje nam czekaÄ na nastÄpnÄ dawkÄ klimatycznego i doskonaĹego elektro. No to ja ’stajÄ siÄ nocÄ ’ i wracam do sĹuchania.
Fajne 8/10
.codemasters.
by Johnny Tabasco on wrz.18, 2007, under Uncategorized

17.09.2007
No i mnie dopadĹo. Jest godzina druga w nocy. Nie moge spaÄ. RozglÄ dam siÄ po czterech surowych Ĺcianach mojego pokoju, prawie brak mebli, a te ktĂłre sÄ pamiÄtajÄ doskonale czasy komuny podobnie ĹĂłzko na ktĂłrym leĹźÄ na pewno trzeba bÄdzie wymieniÄ. Mieszkanie na pewno nie jest luksusowe, ale nie jest teĹź beznadziejne. To pierwsza noc w miejscu, ktĂłre prawdopodobnie przez najbliĹźsze piÄÄ lat stanie siÄ moim domem… Kiedy byĹem w Kielcach wszystko wyglÄ daĹo inaczej. PeĹen optymizmu nie mogĹem siÄ doczekaÄ wyjazdu do Torunia. MiaĹem wszystko gĹÄboko w dupsku, byĹem zdeterminowany mieszkaÄ nawet pod mostem. A teraz kiedy tu jestem i wreszcie na wĹasne oczy zobaczyĹem co siÄ tutaj dziejÄ, ogarnÄ Ĺ mnie strach i niepokĂłj. Co to bÄdzie? Jak to bÄdzie? Mieszkanie jest spoko, co prawda w powietrzu wciÄ Ĺź unosi siÄ smrĂłd pozostawiony przez poprzednich lokatorĂłw, ale to da siÄ przeĹźyÄ. Gorsze jest przeĹwiadczenie, Ĺźe tym razem ja sam wraz z moim wspĂłlokatorem bÄdziemy musieli sami zadbaÄ o to mieszkanie. Arcytrudne zadanie zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe planujÄ naprawdÄ ĹźyÄ Ĺźyciem studenta (chyba wiecie, co mam na myĹli?;]). Tyle rzeczy jest do zrobienia. Przede wszystkim trzeba posprzÄ taÄ. Kto mnie zna wie, Ĺźe nie jestem fanem porzÄ dku i harmonii, aczkolwiek nie tolerujÄ syfu pozostawionego przez innych, trzeba bÄdzie wiÄc wprowadziÄ swojÄ florÄ i faunÄ by poczuÄ siÄ jak u siebie.
Na litoĹÄ BoskÄ , w koĹcu przemieszkam tam trzy lata! Ile przygĂłd, ile perypetii przeĹźyjÄ? Ile dramatĂłw, ile smutkĂłw doĹwiadczÄ w tym mieszkaniu? Tutaj odbÄdÄ siÄ wydarzenia, ktĂłre na zawsze zmieniÄ moje Ĺźycie! PĂłki co jednak musimy zrobiÄ coĹ z kiblem bo smrĂłd i wilgoÄ aĹź w oczy szczypie:P To nie jest jakaĹ cholerna kolonia, czy inne wakacje. Tutaj nie ma tej ĹwiadomoĹci, Ĺźe za 2 tygodnie wrĂłcÄ na stare dobre Ĺmieci, o nie! Od teraz to mieszkanie ma staÄ siÄ moim domem, a Kielce tylko miejscem, gdzie zostawiĹem wspaniaĹe wspomnienia i przyjaciĂłĹ.
BÄdzie ciÄĹźko, kurwa bÄdzie, ale cóş co nas nie zabije to nas wzmocni! I liczÄ na to, Ĺźe po 5 latach spÄdzonych w Toruniu wrĂłcÄ do Kielc z dziarskim uĹmiechem na ustach i ambicjÄ by zawĹadnÄ Ä maĹÄ czÄĹciÄ Ĺwiata!
Tekst powstaĹ na Nokii e50, ktĂłrÄ pokochaĹem za moĹźliwoĹÄ pisania textĂłw bez koĹca xD
