.pulp.fiction.
.torunification.
by Johnny Tabasco on lis.22, 2007, under .pulp.fiction.

Witam wszystkich bardzo kurwa serdecznie z najwspanialszego miasta na Ĺwiecie… Torunia!
OdkÄ d tu przyjechaĹem zdÄ ĹźyĹem juĹź poznaÄ sporo miejsc oraz ludzi, ktĂłrzy sÄ naprawdÄ w porzÄ dku. Mieszkam w prawdziwym postkomunistycznym wieĹźowcu, a z okna widzÄ codziennie piÄkne postkomunistyczne bloki, nie liczÄ c maĹej zapyziaĹej po brzegi kamienicy w ktĂłrej mieszkajÄ rumuny, ubogie dzieci i innego rodzaju osobistoĹci. Ĺťycie tutaj jest jak Kinder Niespodzianka, nigdy nie wiesz co Ci siÄ trafi. Od gejĂłw z ADHD po rozwĹcieczonych kiboli plujÄ cych na dziatki w tramwajach i rozpierdalajÄ cych swĂłj wĹasny stadion! Ale w niczym to nie przeszkadza, poniewaĹź autobusy i tramwaje sÄ zajebiĹcie czyste, czasem ciasno w nich jak w pochwie dziewicy, ale generalnie komunikacja daje radÄ. Sklepikarka w tytoniarni jest dla mnie miĹa w przeciwieĹstwie do sprĂłchniaĹych ekspedientek w sklepach i instytucjach rzÄ dowych oraz uniwersyteckich. NaprawdÄ nie wiem co tak wkurwia tych ludzi? Brak sĹoĹca? ByÄ moĹźe, maĹo go tu. Brak Ĺniegu i zimno? Witamy na pieprzonym poĹudniu! MaĹe zarobki i bezrobocie? Witamy w pieprzonej Polsce! Dobrze, Ĺźe chociaĹź ludzie na uniwerku to przyjezdni, aczkolwiek i miÄdzy nimi zdarzajÄ siÄ popierdoleĹcy. Ja to mam w dupie, wychodzÄ codziennie, najczÄĹciej rano, wiatr ukĹada mi wĹosy i jest zajebiĹcie. A wszystko to po to by w zasrany weekend wĹÄ czyÄ tryb weekendowego alkoholika i zalewaÄ smutki i stres w litrach taniego wina, piwa i wĂłdce. Tak! poniewaĹź jak na razie Ĺźyje siÄ dobrze i szybko. TydzieĹ temu padĹ pomysĹ wyjazdu na jednÄ , powtarzam jednÄ imprezÄ do GdaĹska (pieprzone 4 godziny pociÄ giem w jednÄ stronÄ). No i pojechaĹem z dwĂłjkÄ ludzi, ktĂłrych ledwie co znaĹem do ludzi, ktĂłrych kompletnie nie znaĹem. WydaĹem w pizdu kasy, wpadĹem do rzeki, miaĹem gorÄ czkÄ i siadĹy mi zatoki (wbrew przypuszczeniom nie z powodu kÄ pieli w rzece, zatoki siadĹy wczeĹniej…), ale co z tego? PoznaĹem zajebistych ludzi i zwiedziĹem miejsca, ktĂłrych nigdy nie zobaczy Ĺźadna pieprzona wycieczka z Chin.
Do jasnej cholery jak ja siÄ cieszÄ, Ĺźe jestem na tych przeklÄtych studiach. WykĹady sÄ tragiczne, jak nie uprawiamy woodstocku siedzÄ c na podĹodze, to kisimy siÄ na monografie ktĂłry odbywa siÄ na auli mogÄ cÄ robiÄ za trybunÄ dla niejednego boiska w Polsce. Babka przez bite 2 godziny pokazuje jakieĹ posrane obrazy i opisujÄ c je nie uĹźywa Ĺźadnego pierdolonego mikrofonu, kurwa!, sala wielkoĹci maĹej hali widowiskowo sportowej, a ona gada do nas jakbyĹmy siedzieli w komorze gazowej… PrĂłbuje siÄ uczyÄ, staram siÄ, ale jak kurwa sĹyszÄ od doktorantki, Ĺźe gdyby ona miaĹa tak rozplanowane egzaminy, to by jej tu na pewno nie byĹo, to kurwa Ĺapy opadajÄ …
Jak na razie te studia przypominajÄ jazdÄ rozpÄdzonym pociÄ giem. Pytanie jest takie, wyskakiwaÄ i obiÄ sobie dupsko, rozsiÄ ĹÄ siÄ w przedziale dla niepalÄ cych, czy doĹÄ czyÄ do niekoĹczÄ cej siÄ imprezy w ostatnim wagonie?
Pozdrawiam, to byĹem ja Szpaq.
ps. post zainspirowany moim nowym odkryciem, serialem Californication. NaprawdÄ polecam!
.beg.for.mercy.
by Johnny Tabasco on mar.07, 2007, under .pulp.fiction.

Pierwszy powiew wiosny. MiaĹem (nie)szczÄĹcie doĹwiadczyÄ jej na wĹasnej skĂłrze wracajÄ
c ze szkoĹy w zimowej kurtce przy temperaturze 15 stopni. koszmar, myĹlaĹem, Ĺźe siÄ rozpuszczÄ siedzÄ
c w zatĹoczonym autobusie… Później byĹo duĹźo lepiej, pierwszy raz w tym sezonie dosiadĹem roweru. W sumie to nic ambitnego nie robiĹem, po kilkudziesiÄciu bunny hopach odechciaĹo nam sie wszystkiego, przez zimÄ trochÄ formy siÄ straciĹo, ale mimo to fajnie byĹo pojeĹşdziÄ ze znajomymi wieczorkiem, szczegĂłlnie, Ĺźe pogoda dopisaĹa popoĹudniu.
Po powrocie z roweru zadzwoniĹa do mojej matki wychowawczyni ze szkoĹy. OkazaĹo siÄ, Ĺźe nauczycielka od matematyki z ktĂłrÄ
od zawsze miaĹem konflikt, poskarĹźyĹa siÄ i chce widzieÄ siÄ z mojÄ
matkÄ
. Sprawa jak dla mnie jasna… ktoĹ tu traci grunt pod nogami. Kobieta ma problem, gubi siÄ poĹrĂłd swoich pseudo konserwatywnych zasad peĹnych dziur i nieĹcisĹoĹci, ktĂłre na kaĹźdym kroku staraĹem siÄ jej wytykaÄ. Ale o co chodzi?! JuĹź przechodzÄ do genezy sprawy. Pani S. cotygodniowo dobrodusznie organizuje zajÄcia pozalekcyjne dla mÄ
drych inaczej z matematyki, a tak siÄ skĹada, Ĺźe ja do takich siÄ zaliczam. PostanowiĹem wykorzystaÄ tÄ niepowtarzalnÄ
okazjÄ do spÄdzenia cudownych 45 minut w towarzystwie ulubionej nauczycielki i zdobyÄ nieocenionÄ
pomoc w przygotowywaniu siÄ do kartkĂłwki, ktĂłra miaĹa siÄ odbyÄ kolejnego dnia. Tak siÄ skĹada, Ĺźe przed zajÄciami dla ‘wybitnych nie w te stronÄ co trza’ swojÄ
godzinÄ majÄ
uczniowie, ktĂłrzy piszÄ
maturÄ w matematyki, wiÄc nie chcÄ
c im przeszkadzaÄ usadowiĹem siÄ w ostatniej Ĺawce, gdzie spokojnie robiĹem swoje zadania (posiadaĹem podstawowÄ
wiedzÄ, wczeĹniej uczyĹem siÄ z kolegÄ
). Po godzinie, pani Ĺaskawie poprosiĹa mnie abym doĹÄ
czyĹ do grupy, ktĂłrÄ
otaczaĹa swojÄ
opiekÄ
(zaznaczam, Ĺźe rozpoczÄĹy siÄ zajÄcia dla przygĹupĂłw, to znaczy dla mnie, poniewaĹź tylko ja byĹem przedstawicielem uczniĂłw z brakami). ZajÄcia mijaĹy w radosnej atmosferze bo, jak mi siÄ wydawaĹo, wszystkie zadania wychodziĹy mi prawidĹowo. Od czasu do czasu woĹaĹem do siebie matematyczkÄ, ktĂłra wyraĹşnie zaabsorbowana byĹa maturzystami, aby skonsultowaÄ pewne obliczenia oraz spytaÄ czy dobrze rozwiÄ
zuje zadanie. Za kaĹźdym razem spotykaĹem siÄ odpowiedziÄ
pozytywnÄ
, ba! pani S. z entuzjazmem udzielaĹa mi wskazĂłwek! Pod koniec zajÄÄ spytaĹem, czy mogĹaby pani mi sprawdziÄ moje dwugodzinne wypociny, na co uzyskaĹem odpowiedĹş, Ĺźebym oddaĹ jej kartkÄ i, Ĺźe sprawdzi to później… WydaĹo mi siÄ trochÄ dziwne, poniewaĹź nastÄpnego dnia miaĹa byÄ kartkĂłwka, na ktĂłrej zaliczeniu bardzo mi zaleĹźaĹo. Jednak podĹechtany ĹatwoĹciÄ
z jakÄ
rozwiÄ
zywaĹem kolejne zadania pozwoliĹy mi zlekcewaĹźyÄ to podejĹcie do mojej osoby i zgodziĹem siÄ. NastÄpnego dnia wesoĹo napisaĹem zapowiedzianÄ
kartkĂłwkÄ i kiedy siedziaĹem sobie zadowolony w Ĺawce otrzymaĹem kartkÄ z zadaniami, ktĂłre wykonaĹem dzieĹ wczeĹniej… okazaĹo siÄ, Ĺźe wszystko co zrobiĹem byĹo Ĺşle. Nie jestem w stanie opisaÄ rozczarowania i wĹciekĹoĹci jakie mnie opanowaĹy w tamtym momencie. MiaĹem ochotÄ odpiÄ
Ä ĹaĹcuch rowerowy, ktĂłrego uĹźywam do noszenia kluczy w spodniach i udusiÄ nim kobietÄ, ktĂłra zmarnowaĹa mi dwie godziny z Ĺźycia. NaprawdÄ, juĹź dawno nikt mnie tak nie wyprowadziĹ z rĂłwnowagi. PoczuĹem siÄ oszukany, przecieĹź nie po to polazĹem na te zajÄcia, by dowiedzieÄ siÄ, Ĺźe niczego sie nie nauczyĹem. Przekonany o tym, Ĺźe uzyskam negatywnÄ
ocenÄ podszedĹem do pani na przerwÄ i wszystko jej bardzo spokojnie, jak to mam w zwyczaju, wygarnÄ
Ĺem. TrochÄ to paniÄ
poruszyĹo, czego efektem jest jutrzejsza wizyta. Nie wiem jak to bÄdzie, ale wiem jedno… bÄdzie Ĺmiesznie xD
.st.anger.
by Johnny Tabasco on mar.01, 2007, under .pulp.fiction.

Jestem zĹy. Jestem wĹciekĹy. Jetsem zdesperowany. Jestem wkurwiony. Jestem sfrustrowany. Jestem na skraju zaĹamania nerwowego. Jestem zĹy. Jestem zmÄczony. Jestem zĹy.
Komputer znowu mi siÄ psuje…
To pieprzone ustrojstwo znowu zĹapaĹo jakieĹ virusowate gĂłwno. PrĂłbowaĹem coĹ z tym zrobiÄ, ale jeszcze bardziej pogorszyĹem sytuacje. SiedzÄ jak gĹupi przed tym monitorem, kombinujÄ, szukam jakiĹ informacji na forach internetowych, przeglÄ dam jakieĹ strony, pytam znajomych o radÄ, wszystko jednak na nic. Najgorsza jest ta bezradnoĹÄ wobec uszkodzeĹ mechanicznych mojego maĹego oĹtarzyku… MuszÄ czekaÄ do jutra, kiedy to kupiÄ pieprzony kabelek i na nowo rozpocznÄ bataliÄ o prawo do swobodnego grania w Lineage’a i serfowanie po internecie. PĂłki co jednak postanowiĹem wyĹadowaÄ swojÄ agresjÄ wĹaĹnie w tym poĹcie. doszedĹem do wniosku, Ĺźe nie ma sensu wyĹźywaÄ siÄ na innych, tylko siÄ na tym traci. Efekt jest zadziwiajÄ cy; ciepĹe sĹowa od Ukochanej od razu poprawiĹy mi diametralnie humor i znacznie przygasiĹy pĹomienie wewnÄ trz mnie. To zadziwiajÄ ce jak zwykĹa konwersacja na gg moĹźe pocieszyÄ, jeĹli opanujÄ siÄ odrobinÄ nerwy. Szkoda, Ĺźe nie wiedziaĹem o tym wczeĹniej;/
Znowu sĹucham Audioslave. Niedawno obejrzaĹem Casino Royale (wkrĂłtce coĹ o nim napisze) i jakoĹ mi siÄ zebraĹo na takie klimaty, ktĂłre zresztÄ idealnie odzwierciedlajÄ mĂłj nastrĂłj.
Jestem zmÄczony, zaraz idÄ spaÄ, jutro w piach roboty, ale nic to, poniewaĹź wieczĂłr zrekompensuje mi wszystkie bĂłle^^
.co.Ĺlina.na.jÄzyk.przyniesie.
by Johnny Tabasco on lut.27, 2007, under .kminy., .pulp.fiction.
CoĹ ostatnio smutno siÄ tu zrobiĹo dlatego na dzieĹ dobry teledysk do piosenki, ktĂłra ostatnio caĹy czas mnie przeĹladuje.
[youtube]CivLKzRo48Y[/youtube]
ToĹmy sobie pooglÄ dali, przejdĹşmy zatem do aktualnoĹci. Ostatnio mam w domu stan wojenny. Tym razem poszĹo o wyjazd na pielgrzymkÄ do CzÄstochowy. DowĂłdztwo stwierdziĹo, Ĺźe mam jechaÄ i koniec dyskusji. TrochÄ zdziwiĹa mnie ich stanowczoĹÄ, poniewaĹź wiedzÄ , Ĺźe do koĹcioĹa nie uczÄszczam, moja wiara w Boga jest wzglÄdna, a fakt, Ĺźe miaĹbym tam jechaÄ, by pomodliÄ siÄ w dziesiÄciu róşnych intencjach budzi we mnie przynajmniej niezrozumienie… Suma sumarum, wywiÄ zaĹa siÄ doĹÄ ostra wymiana zdaĹ zakoĹczona konfiskatÄ komputera i komĂłrki na 3 dni. Ponadto w domu wciÄ Ĺź czuÄ atmosferÄ konfliktu. Nie przeszkadza mi to zbytnio, pĂłki nie muszÄ znosiÄ humorkĂłw fhurera. ZastanawiajÄ ce jest to, Ĺźe starsi tak gwaĹtownie zareagowali na mojÄ postawÄ wobec tego wyjazdu, ktĂłra jest doĹÄ sceptyczna. PrzecieĹź nigdy nie ukrywaĹem przed nimi mojego braku wiary. Dlaczego nagle wszyscy zaczÄli wymagaÄ ode mnie poboĹźnoĹci i co takiego specjalnego jest w tej CzÄstochowie, Ĺźe wzbudza takie emocje. Rozumiem, Ĺźe Sienkiewicz wspaniale opisaĹ jej obronÄ w swoim „Potopie”, i, Ĺźe jest mekkÄ dla kaĹźdego praktykujÄ cego polskiego katolika, ale na litoĹÄ boskÄ , moja rodzina nigdy nie byĹa aĹź tak religijna. Owszem sprawiajÄ pozory, ale nic wiÄcej. ByĹem tam raz, w lato 2 lata temu i nie wyniosĹem stamtÄ d specjalnie pozytywnych wraĹźeĹ. TĹumy, upaĹ, maĹo miejsca, Ĺcisk, kompletny brak atmosfery. Nawet w koĹciele nie byĹo charakterystycznego dla takich miejsc chĹodu. Za to wszÄdzie setki stoisk z obrazkami, figurkami, koszulkami, stanikami, balonikami, ksiÄ Ĺźeczkami i innymi gadĹźetami z wizerunkiem Matki Boskiej. Aha, jeszcze byĹa babcia, ktĂłra caĹy czas wydzieraĹa siÄ do drugiej ‘ChodĹş Basiu, tam jeszcze nie byliĹmy’. Nie chce mĂłwiÄ, Ĺźe komercha i kicha, bo nie chce siÄ naraĹźaÄ na lincz zorganizowany przez bojĂłwki radia Maryja i wspierany przez kĂłĹko emerytowanych gospodyĹ domowych. W takim razie powiem tylko, Ĺźe zwiedziĹem wiele domĂłw boĹźych na Ĺwiecie i jeĹli miaĹbym zgadywaÄ w ktĂłrych mieszkaĹ BĂłg, to CzÄstochowa plasowaĹaby siÄ na dole tej listy. Nie mnie jednak oceniaÄ i rozwodziÄ siÄ nad tym.
Inna sprawa. PrzechodzÄ kryzys twĂłrczy… projekt mojej pracy maturalnej stoi w miejscu i nie bardzo wiem jak go ruszyÄ.
PS. OgĹoszenie: jeĹli kiedyĹ powiedziaĹem coĹ gĹupiego/Ĺmiesznego/mÄ drego/ciekawego napiszcie o tym w komentarzach, potrzebne mi to do ksiÄgi pamiÄ tkowej na koniec liceum. KaĹźdy kto zamieĹci cytat otrzyma ode mnie kartkÄ papieru z wizerunkiem Szpaczka (kiedyĹ bÄdzie wart miliony, radzÄ siÄ powaĹźnie zastanowiÄ:))
.sand.hill.party.
by Johnny Tabasco on lut.12, 2007, under .pulp.fiction.
W sobotÄ Vodki chcÄ zorganizowaÄ ostatniÄ w tym roku szkolnym imprezÄ NazaretaĹskÄ . Jak dla mnie to tak bÄdzie:
[youtube]7OzlsMDkK_k[/youtube]
szczegĂłĹy u Karola, albo u mnie:)
.mood.indigo.
by Johnny Tabasco on lut.04, 2007, under .pulp.fiction.

Dawno juĹź tutaj nie widziano notki podsumowujÄ cej tydzieĹ. A szkoda bo ostatnio miaĹo dla mnie bardzo waĹźne wydarzenie! SkoĹczyĹy siÄ ferie, wiÄkszoĹÄ z nas wrĂłciĹa do szarej rzeczywistoĹci zwanej szkoĹÄ . I na nowo po 2 tygodniowej przerwie, jesteĹmy zmuszani do oglÄ dania codziennie tych samych twarzy nauczycieli, tych samych klas i tych samych ludzi. Denerwuje mnie ta monotonia dnia codziennego, ta przeklÄta rutyna, ktĂłrej musimy podlegaÄ. Na samÄ myĹl, Ĺźe w tym tygodniu bÄdÄ robiĹ to samo co tydzieĹ temu, mam ochotÄ strzeliÄ sobie w gĹowÄ. No cóş, chyba juz taki urok szkoĹy, trzeba przez to przetrwaÄ, ale zrobiÄ w przyszĹoĹci wszystko, by nie zarabiaÄ na Ĺźycie rĂłwnie monotonnym zajÄciem.
Koniec ferii okazaĹ siÄ dla mnie caĹkiem pomyĹlny i pozytywny. Otóş ponownie zszedĹem siÄ z mojÄ ukochanÄ PaniÄ J. xD To trochÄ niezwykĹe, poniewaĹź jesteĹmy parÄ juĹź siĂłdmy raz, ale najwidoczniej coĹ w tym jest… coĹ co nie pozwala mi o niej zapomnieÄ i wymazaÄ tej miĹoĹci z mojego Ĺźyciorysu. SzczegĂłlnie teraz, kiedy jestem innÄ osobÄ niĹź wtedy, kiedy byliĹmy parÄ ostatnim razem, czyli ponad póŠroku temu. I wĹaĹnie dlatego jestem teraz duĹźo bardziej pozytywnie nastawiony do naszego zwiÄ zku, niĹź kiedyĹ. Ludzie siÄ jednak bardzo zmieniajÄ :)
WĹaĹnie z tego powodu dzisiejszy topic miaĹ siÄ nazywaÄ ‘apogeum szczÄĹcia’, jednak doszedĹem do wniosku, Ĺźe apogeum nie jest odpowiednim sĹowem. Szczyt szczÄĹcia nie trwa wiecznie, a ja czujÄ siÄ jakby juz nigdy nie byĹo mi dane zaznaÄ smutku i samotnoĹci. CzujÄ siÄ wrÄcz wybornie! Wszystko jest tak jak byc powinno, sÄ
problemy, bez nich byĹoby nudno, ale sÄ
teĹź powodu do radoĹci i sÄ
ludzie (w tym pewna Kochana kobietka:)) u ktĂłrych zawsze znajdÄ wsparcie:) Ponadto rozwiÄ
zaĹem pewien problem, ktĂłry drÄczyĹ mnie od bardzo dawna, jednak to zachowam juĹź tylko i wyĹÄ
cznie dla siebie…:)
p.r.w.s dla Wszystkich,
szpiegĂłw Nazaretu takĹźe pozdrawiam!
.touch.and.go.
by Johnny Tabasco on sty.20, 2007, under .pulp.fiction.

ZbliĹźa siÄ pĂłĹmetek ferii! Obawiam, Ĺźe druga poĹowa bÄdzie musiaĹa siÄ bardzo postaraÄ, aby przebiÄ pierwszÄ … DziaĹo siÄ tyle szalonych rzeczy i tyle szalonych akcji, Ĺźe aĹź mam ochotÄ wykoczyÄ przez okno z wesoĹym ‘YEAH’ na ustach:)
Ferie zaczÄĹy siÄ juĹź w piÄ tek, kiedy to wraz z Kaselnikowem, moim bratem i Irem pojechaliĹmy do Krakowa. WspaniaĹa przygoda zamieniaĹa siÄ jednak w debilne siedzenie na klatce jednej z krakowskich kamienic i czekanie aĹź Kaselnikov wyjdzie ze swoja gĹupia gitarÄ … do tego jeszcze niekoĹczÄ ce siÄ komentarze na temat mojej niezniszczalnej kurtki Reeboka (no comment:)). Na szczÄĹcie jakoĹ sobie poradziliĹmy, zwalczajÄ c nudÄ i monotonnie przedwojennej kamienicy, wygĹupami do kamery i gazem pieprzowym:P
Wszystkie kolejne dni minÄĹy spokojnie, aczkolwiek nie byĹy pozbawione atrakcji. KaĹźdy dzieĹ dzileiĹ siÄ na trzy czÄĹci:
Rano: pobudka, w poniedziaĹek u siebie w Ĺóşku, później u Cozziego, gdziekolwiek. Sprawdzanie poczty, forum, poranna toaleta, jakieĹ maĹe Ĺniadanie i heja do roboty, to znaczy do nauki poniewaĹź postanowiĹem sobie, Ĺźe codziennie bÄdÄ poĹwiÄcaĹ 4 godziny na naukÄ do matury… jeĹli mam byÄ szczery to moĹźe ze dwa razy dosiedziaĹem peĹnego wymiaru czasu:P
PopoĹudnie: nie ma siÄ co rozpisywac poniewaĹź ten czas poĹwiÄcaĹem na robienie gĹupot jakich jak, obijanie siÄ, granie na kompie, gotowanie obiadu i bezmĂłzgim wpatrywaniu siÄ w zmieniajÄ ce siÄ statusy gadu gadu. Ostatnio wrĂłciĹem do Lineage 2 i obawiam siÄ, Ĺźe popoĹudnia w przyszĹym tygodniu podporzÄ dkowane bÄdÄ raczej tylko jemu:P
WieczĂłr: Codzienne wizyty u Cozziego, ktĂłremu rodzice, niech ich BĂłg bĹogosĹawi, zostawili na caĹy tydzieĹ wolnÄ chatÄ. Codzienne imprezy, w wiÄkszym towarzystwie lub bardziej kameralne. Litry wypitego piwa i wina, kartony wypalonych papierosĂłw, experymenty kulinarne i grzanki. Komunista chowajÄ cy siÄ w szafie, rozmawiajÄ cy ze swojÄ kobietÄ . Obserwowanie zajebistego huraganu i spanie na kanapie. CiÄĹźkie powroty do domu z samego raĹca. CoĹ piÄknego, te czasy na pewno nieraz bÄdziemy wspominaÄ:)
Kurcze ten tydzieĹ byĹ mi potrzeby. ChoÄby po to, aby odpoczÄ Ä od codziennoĹci, zĹapaÄ trochÄ luzu i dystansu do niektĂłrych spraw. Po prostu wyszaleÄ siÄ, jak maĹe dziecko…^^
.12:04.
by Johnny Tabasco on sty.09, 2007, under .pulp.fiction.

15 minut do koĹca lekcji, nauczycielka produkuje siÄ od póŠgodziny na temat abstrakcji organicznej. W wolnym przekĹadzie chodzi o rzeĹşby nafaszerowanych LSD artystĂłw, ktĂłrzy przeĹcigali siÄ w ukazaniu Ĺwiata w jak najbardziej chory i niezrozumiaĹy sposĂłb.
SiedzÄ w niewygodnej Ĺawce i czujÄ siÄ jak jedna z tych rzeĹşb, zdeformowany i nierealny. RozglÄ dam siÄ, caĹa klasa wydaje siÄ byÄ wszÄdzie tylko nie na lekcji. KaĹźdy znudzony, niczym zombi wpatrujÄ siÄ niezrozumiale w nauczycielkÄ. SpoglÄ dam przez okno przez ktĂłre widaÄ jedynie zdezelowanÄ kamienicÄ po drugiej stronie ulicy. Na dachu siedzi rzÄ d goĹÄbi. Nic nie robiÄ tylko siedzÄ , prawie tak jak ja, siedzÄ i marnuje czas wysĹuchujÄ c o Brancusim i Wielkim Ojcu Diego. Jedyne co mnie róşni od goĹÄbia to to, Ĺźe on w kaĹźdej chwili moĹźe wzbiÄ siÄ w powietrze i poszukaÄ lepszego/ciekawszego zajÄcia, a ja, siedzÄ na dupie wĹrĂłd 8 maĹp, a Ĺlina powoli Ĺcieka mi po brodzie.
GoĹÄbie to prowadzÄ radosny tryb Ĺźycia. Nie majÄ sumienia czy ambicji, wiÄc nie przeszkadza im fakt, Ĺźe przez caĹe Ĺźycie siÄ w zasadzie opierdalajÄ , nie wĹciekajÄ siÄ, prezz co ich gatunkowi nie grozi wzajemna likwidacja na tle rasowym czy etnicznym. I nie myĹlÄ , bo i po co, broĹ BoĹźe jeszcze by coĹ wymyĹliĹy. Nie czujÄ miĹoĹci, ich jedyne pragnienia to Ĺźarcie i sranie. MajÄ gdzieĹ Ĺwiat, ktĂłry je otacza, nie marnujÄ czasu na przemyĹlenia, przekminy i filozofie. GoĹÄbie nie majÄ takĹźe przyjaciĂłĹ, przez ktĂłre mogĹyby byÄ wykorzystane lub oszukane. Nie majÄ sekretĂłw, bo nie kĹamiÄ . Takie gĹupie, brzydkie istoty, ale jednak im czasem zazdroszczÄ.
To by byĹo na tyle o goĹÄbiach… nie ma to jak rozmyĹlania na spontanie, muszÄ czÄĹciej takie akcje robiÄ:)
Ostatnio obudziĹo siÄ we mnie uczucie, ktĂłre kiedyĹ stĹumiĹem i zamknÄ Ĺem w najciemniejszym miejscu mojego serca. Teraz za sprawÄ paru wydarzeĹ i zbiegĂłw okolicznoĹci to uczucie uwolniĹo siÄ i caĹÄ swoja mocÄ napiera na wierzch mojej duszy, po to tylko by ponownie zadawaÄ mi bĂłl. TÄsknoto, moja stara przyjaciĂłĹko, witamy z powrotem…
.2.0.0.6.R.i.P.
by Johnny Tabasco on sty.01, 2007, under .pulp.fiction.

1 styczeĹ 2007. Nie ma juĹź roku 2006, poszedĹ do piachu. Spokojnie mogÄ rzec, Ĺźe byĹ to rok przeĹomowy. Tyle zmian, tyle doĹwiadczeĹ. Na litoĹÄ boskÄ , pomimo wszystkich gĹupot jakie zrobiĹem wydaje mi siÄ, Ĺźe jestem lepszym czĹowiekiem. ZmieniĹem siÄ na lepsze, nigdy nie wiedziaĹem, Ĺźe coĹ takiego powiem, ale tak, mogÄ spokojnie spojrzeÄ w lustro i powiedzieÄ sobie ‘stary, jest dobrze, a bÄdzie jeszcze lepiej’. NabawiĹem siÄ w zeszĹym roku optymizmu Ĺźyciowego zmieniajÄ c diametralnie swoje podejĹcie do Ĺźycia. Wiecznemu uĹźalaniu siÄ nad sobÄ trza powiedzieÄ nie, czas wziÄ Ä siÄ w garĹÄ i pokazaÄ Ĺwiatu, Ĺźe nie dam siÄ, Ĺźe nie bÄdÄ jego sĹugusem i ofiarÄ . Pewne osoby uĹwiadomiĹy mi, Ĺźe taki tok myĹlenia ma racjÄ bytu w tym zdominowanym przez cynizm i pesymizm Ĺwiecie, za co chciaĹbym ponownie im serdecznie podziÄkowaÄ.
Niestety w 2006 nie zabrakĹo poraĹźek. NiewypaĹ z pracÄ w Anglii, niekoĹczÄ ce siÄ problemy z matkÄ , wyniki w szkole nie polepszyĹy siÄ zbytnio. Jeszcze rozstanie z ukochanÄ osobÄ po niecaĹych dwĂłch latach bycia ze sobÄ . Najbardziej zabolaĹo mnie chyba to ostatnie, nie mam jednak na myĹli samego rozstania, a to co nastÄ piĹo po nim.
Nie mam ochoty oceniaÄ czy podsumowywaÄ zeszĹego roku. Rok 2006 siÄ skoĹczyĹ i trzeba skupiÄ siÄ na przyszĹoĹci i doĹoĹźyÄ jak najwiÄkszych staraĹ by ’07 byĹ great success:) JeĹli chodzi o ten blog, to porzucam go w pizdu… nie no, Ĺźartuje, za bardzo spodobaĹo mi siÄ pisanie o wszystkim i o niczym, zresztÄ sÄ nawet ludzie, ktĂłrzy czytajÄ te bzdury (szczegĂłlne pozdrowienia dla adresu ip:83.15.60.162 nazaret.kielce.pl). Mam ochotÄ wprowadziÄ trochÄ wiÄcej luzu (jakby go tu nie byĹo), coby siÄ odstresowaÄ przed maturkÄ . Mam teĹź zamiar co jakiĹ czas wrzucaÄ teledyski, ktĂłre zmieniĹy moje Ĺźycie (chwaĹa dla youtube, dziÄki ktĂłremu jest to moĹźliwe). OczywiĹcie nie zabraknie moich porytych wypocin i szalonych rozmyĹlaĹ, mam jednak nadziejÄ, Ĺźe ktokolwiek bierze mnie choÄ trochÄ na powaĹźnie.
Rok 2007 czas zaczÄ Ä!
.xmas.massacre.
by Johnny Tabasco on gru.21, 2006, under .pulp.fiction.

ĹwiÄ tecznÄ notkÄ zamieszczam dzisiaj, poniewaĹź nie wiem czy bÄdÄ mieÄ takÄ sposobnoĹÄ później.
Powinienem napisaÄ jakieĹ Ĺźyczenia, pozdrowiÄ wszystkich i tak dalej i tak dalej. Dobrze zrobiÄ to…
ChciaĹbym zĹoĹźyÄ wszystkim odwiedzajÄ
cym tego bloga najwiÄksze i najserdeczniejsze Ĺźyczenia z okazji ĹwiÄ
t BoĹźego Narodzenia. AbyĹcie te ĹwiÄta spÄdzili w ciepĹym gronie najbliĹźszych przyjacióŠi rodziny. Chce Ĺźeby te ĹwiÄta byĹy dla Was czymĹ niepowtarzalnym i wyjÄ
tkowym. PogĂłdĹşcie siÄ wiÄc, z nieprzyjaciĂłĹmi i nie kĹĂłÄcie siÄ z rodzicami, tylko po to aby mĂłc po ĹwiÄtach poczuÄ siÄ lepszym czĹowiekiem. Nie bÄdÄ ĹźyczyĹ Wam sukcesu w Ĺźyciu, zdanej dobrze matury, piÄknej Ĺźony, czy innych bzdur… ĹťyczÄ Wam wytrwaĹoĹci, cierpliwoĹci i wiary w siebie, poniewaĹź jestem pewien, Ĺźe jesteĹcie w stanie osiÄ
gnÄ
Ä wszystko co tylko sobie wymarzycie!
Szpaq Entertainment
dobra, teraz dawka ĹwiÄ tecznego hardcoru, czyli prezenty od Rudego i Doma>:)
[youtube]4kt-gyU6ozM[/youtube]
[youtube]2miYMOYw1SY[/youtube]
