Szpakblog

.pulp.fiction.

.torunification.

by Johnny Tabasco on lis.22, 2007, under .pulp.fiction.

Witam wszystkich bardzo kurwa serdecznie z najwspanialszego miasta na świecie… Torunia!

Odkąd tu przyjechałem zdążyłem juĹź poznać sporo miejsc oraz ludzi, ktĂłrzy są naprawdę w porządku. Mieszkam w prawdziwym postkomunistycznym wieĹźowcu, a z okna widzę codziennie piękne postkomunistyczne bloki, nie licząc małej zapyziałej po brzegi kamienicy w ktĂłrej mieszkają rumuny, ubogie dzieci i innego rodzaju osobistości. Ĺťycie tutaj jest jak Kinder Niespodzianka, nigdy nie wiesz co Ci się trafi. Od gejĂłw z ADHD po rozwścieczonych kiboli plujących na dziatki w tramwajach i rozpierdalających swĂłj własny stadion! Ale w niczym to nie przeszkadza, poniewaĹź autobusy i tramwaje są zajebiście czyste, czasem ciasno w nich jak w pochwie dziewicy, ale generalnie komunikacja daje radę. Sklepikarka w tytoniarni jest dla mnie miła w przeciwieństwie do sprĂłchniałych ekspedientek w sklepach i instytucjach rządowych oraz uniwersyteckich. Naprawdę nie wiem co tak wkurwia tych ludzi? Brak słońca? Być moĹźe, mało go tu. Brak śniegu i zimno? Witamy na pieprzonym południu! Małe zarobki i bezrobocie? Witamy w pieprzonej Polsce! Dobrze, Ĺźe chociaĹź ludzie na uniwerku to przyjezdni, aczkolwiek i między nimi zdarzają się popierdoleńcy. Ja to mam w dupie, wychodzę codziennie, najczęściej rano, wiatr układa mi włosy i jest zajebiście. A wszystko to po to by w zasrany weekend włączyć tryb weekendowego alkoholika i zalewać smutki i stres w litrach taniego wina, piwa i wĂłdce. Tak! poniewaĹź jak na razie Ĺźyje się dobrze i szybko. Tydzień temu padł pomysł wyjazdu na jedną, powtarzam jedną imprezę do Gdańska (pieprzone 4 godziny pociągiem w jedną stronę). No i pojechałem z dwĂłjką ludzi, ktĂłrych ledwie co znałem do ludzi, ktĂłrych kompletnie nie znałem. Wydałem w pizdu kasy, wpadłem do rzeki, miałem gorączkę i siadły mi zatoki (wbrew przypuszczeniom nie z powodu kąpieli w rzece, zatoki siadły wcześniej…), ale co z tego? Poznałem zajebistych ludzi i zwiedziłem miejsca, ktĂłrych nigdy nie zobaczy Ĺźadna pieprzona wycieczka z Chin.

Do jasnej cholery jak ja się cieszę, Ĺźe jestem na tych przeklętych studiach. Wykłady są tragiczne, jak nie uprawiamy woodstocku siedząc na podłodze, to kisimy się na monografie ktĂłry odbywa się na auli mogącą robić za trybunę dla niejednego boiska w Polsce. Babka przez bite 2 godziny pokazuje jakieś posrane obrazy i opisując je nie uĹźywa Ĺźadnego pierdolonego mikrofonu, kurwa!, sala wielkości małej hali widowiskowo sportowej, a ona gada do nas jakbyśmy siedzieli w komorze gazowej… PrĂłbuje się uczyć, staram się, ale jak kurwa słyszę od doktorantki, Ĺźe gdyby ona miała tak rozplanowane egzaminy, to by jej tu na pewno nie było, to kurwa łapy opadają…

Jak na razie te studia przypominają jazdę rozpędzonym pociągiem. Pytanie jest takie, wyskakiwać i obić sobie dupsko, rozsiąść się w przedziale dla niepalących, czy dołączyć do niekończącej się imprezy w ostatnim wagonie?

Pozdrawiam, to byłem ja Szpaq.

ps. post zainspirowany moim nowym odkryciem, serialem Californication. Naprawdę polecam!

7 Comments more...

.beg.for.mercy.

by Johnny Tabasco on mar.07, 2007, under .pulp.fiction.

Pierwszy powiew wiosny. Miałem (nie)szczęście doświadczyć jej na własnej skĂłrze wracając ze szkoły w zimowej kurtce przy temperaturze 15 stopni. koszmar, myślałem, Ĺźe się rozpuszczę siedząc w zatłoczonym autobusie… Później było duĹźo lepiej, pierwszy raz w tym sezonie dosiadłem roweru. W sumie to nic ambitnego nie robiłem, po kilkudziesięciu bunny hopach odechciało nam sie wszystkiego, przez zimę trochę formy się straciło, ale mimo to fajnie było pojeĹşdzić ze znajomymi wieczorkiem, szczegĂłlnie, Ĺźe pogoda dopisała popołudniu.
Po powrocie z roweru zadzwoniła do mojej matki wychowawczyni ze szkoły. Okazało się, Ĺźe nauczycielka od matematyki z ktĂłrą od zawsze miałem konflikt, poskarĹźyła się i chce widzieć się z moją matką. Sprawa jak dla mnie jasna… ktoś tu traci grunt pod nogami. Kobieta ma problem, gubi się pośrĂłd swoich pseudo konserwatywnych zasad pełnych dziur i nieścisłości, ktĂłre na kaĹźdym kroku starałem się jej wytykać. Ale o co chodzi?! JuĹź przechodzę do genezy sprawy. Pani S. cotygodniowo dobrodusznie organizuje zajęcia pozalekcyjne dla mądrych inaczej z matematyki, a tak się składa, Ĺźe ja do takich się zaliczam. Postanowiłem wykorzystać tę niepowtarzalną okazję do spędzenia cudownych 45 minut w towarzystwie ulubionej nauczycielki i zdobyć nieocenioną pomoc w przygotowywaniu się do kartkĂłwki, ktĂłra miała się odbyć kolejnego dnia. Tak się składa, Ĺźe przed zajęciami dla ‘wybitnych nie w te stronę co trza’ swoją godzinę mają uczniowie, ktĂłrzy piszą maturę w matematyki, więc nie chcąc im przeszkadzać usadowiłem się w ostatniej ławce, gdzie spokojnie robiłem swoje zadania (posiadałem podstawową wiedzę, wcześniej uczyłem się z kolegą). Po godzinie, pani łaskawie poprosiła mnie abym dołączył do grupy, ktĂłrą otaczała swoją opieką (zaznaczam, Ĺźe rozpoczęły się zajęcia dla przygłupĂłw, to znaczy dla mnie, poniewaĹź tylko ja byłem przedstawicielem uczniĂłw z brakami). Zajęcia mijały w radosnej atmosferze bo, jak mi się wydawało, wszystkie zadania wychodziły mi prawidłowo. Od czasu do czasu wołałem do siebie matematyczkę, ktĂłra wyraĹşnie zaabsorbowana była maturzystami, aby skonsultować pewne obliczenia oraz spytać czy dobrze rozwiązuje zadanie. Za kaĹźdym razem spotykałem się odpowiedzią pozytywną, ba! pani S. z entuzjazmem udzielała mi wskazĂłwek! Pod koniec zajęć spytałem, czy mogłaby pani mi sprawdzić moje dwugodzinne wypociny, na co uzyskałem odpowiedĹş, Ĺźebym oddał jej kartkę i, Ĺźe sprawdzi to później… Wydało mi się trochę dziwne, poniewaĹź następnego dnia miała być kartkĂłwka, na ktĂłrej zaliczeniu bardzo mi zaleĹźało. Jednak podłechtany łatwością z jaką rozwiązywałem kolejne zadania pozwoliły mi zlekcewaĹźyć to podejście do mojej osoby i zgodziłem się. Następnego dnia wesoło napisałem zapowiedzianą kartkĂłwkę i kiedy siedziałem sobie zadowolony w ławce otrzymałem kartkę z zadaniami, ktĂłre wykonałem dzień wcześniej… okazało się, Ĺźe wszystko co zrobiłem było Ĺşle. Nie jestem w stanie opisać rozczarowania i wściekłości jakie mnie opanowały w tamtym momencie. Miałem ochotę odpiąć łańcuch rowerowy, ktĂłrego uĹźywam do noszenia kluczy w spodniach i udusić nim kobietę, ktĂłra zmarnowała mi dwie godziny z Ĺźycia. Naprawdę, juĹź dawno nikt mnie tak nie wyprowadził z rĂłwnowagi. Poczułem się oszukany, przecieĹź nie po to polazłem na te zajęcia, by dowiedzieć się, Ĺźe niczego sie nie nauczyłem. Przekonany o tym, Ĺźe uzyskam negatywną ocenę podszedłem do pani na przerwę i wszystko jej bardzo spokojnie, jak to mam w zwyczaju, wygarnąłem. Trochę to panią poruszyło, czego efektem jest jutrzejsza wizyta. Nie wiem jak to będzie, ale wiem jedno… będzie śmiesznie xD

3 Comments more...

.st.anger.

by Johnny Tabasco on mar.01, 2007, under .pulp.fiction.

Jestem zły. Jestem wściekły. Jetsem zdesperowany. Jestem wkurwiony. Jestem sfrustrowany. Jestem na skraju załamania nerwowego. Jestem zły. Jestem zmęczony. Jestem zły.

Komputer znowu mi się psuje…

To pieprzone ustrojstwo znowu złapało jakieś virusowate gĂłwno. PrĂłbowałem coś z tym zrobić, ale jeszcze bardziej pogorszyłem sytuacje. Siedzę jak głupi przed tym monitorem, kombinuję, szukam jakiś informacji na forach internetowych, przeglądam jakieś strony, pytam znajomych o radę, wszystko jednak na nic. Najgorsza jest ta bezradność wobec uszkodzeń mechanicznych mojego małego ołtarzyku… Muszę czekać do jutra, kiedy to kupię pieprzony kabelek i na nowo rozpocznę batalię o prawo do swobodnego grania w Lineage’a i serfowanie po internecie. PĂłki co jednak postanowiłem wyładować swoją agresję właśnie w tym poście. doszedłem do wniosku, Ĺźe nie ma sensu wyĹźywać się na innych, tylko się na tym traci. Efekt jest zadziwiający; ciepłe słowa od Ukochanej od razu poprawiły mi diametralnie humor i znacznie przygasiły płomienie wewnątrz mnie. To zadziwiające jak zwykła konwersacja na gg moĹźe pocieszyć, jeśli opanuję się odrobinę nerwy. Szkoda, Ĺźe nie wiedziałem o tym wcześniej;/

Znowu słucham Audioslave. Niedawno obejrzałem Casino Royale (wkrótce coś o nim napisze) i jakoś mi się zebrało na takie klimaty, które zresztą idealnie odzwierciedlają mój nastrój.

Jestem zmęczony, zaraz idę spać, jutro w piach roboty, ale nic to, ponieważ wieczór zrekompensuje mi wszystkie bóle^^


1 Comment more...

.co.ślina.na.język.przyniesie.

by Johnny Tabasco on lut.27, 2007, under .kminy., .pulp.fiction.

Coś ostatnio smutno się tu zrobiło dlatego na dzień dobry teledysk do piosenki, która ostatnio cały czas mnie prześladuje.

[youtube]CivLKzRo48Y[/youtube]

Tośmy sobie pooglądali, przejdĹşmy zatem do aktualności. Ostatnio mam w domu stan wojenny. Tym razem poszło o wyjazd na pielgrzymkę do Częstochowy. DowĂłdztwo stwierdziło, Ĺźe mam jechać i koniec dyskusji. Trochę zdziwiła mnie ich stanowczość, poniewaĹź wiedzą, Ĺźe do kościoła nie uczęszczam, moja wiara w Boga jest względna, a fakt, Ĺźe miałbym tam jechać, by pomodlić się w dziesięciu róşnych intencjach budzi we mnie przynajmniej niezrozumienie… Suma sumarum, wywiązała się dość ostra wymiana zdań zakończona konfiskatą komputera i komĂłrki na 3 dni. Ponadto w domu wciąż czuć atmosferę konfliktu. Nie przeszkadza mi to zbytnio, pĂłki nie muszę znosić humorkĂłw fhurera. Zastanawiające jest to, Ĺźe starsi tak gwałtownie zareagowali na moją postawę wobec tego wyjazdu, ktĂłra jest dość sceptyczna. PrzecieĹź nigdy nie ukrywałem przed nimi mojego braku wiary. Dlaczego nagle wszyscy zaczęli wymagać ode mnie poboĹźności i co takiego specjalnego jest w tej Częstochowie, Ĺźe wzbudza takie emocje. Rozumiem, Ĺźe Sienkiewicz wspaniale opisał jej obronę w swoim „Potopie”, i, Ĺźe jest mekką dla kaĹźdego praktykującego polskiego katolika, ale na litość boską, moja rodzina nigdy nie była aĹź tak religijna. Owszem sprawiają pozory, ale nic więcej. Byłem tam raz, w lato 2 lata temu i nie wyniosłem stamtąd specjalnie pozytywnych wraĹźeń. Tłumy, upał, mało miejsca, ścisk, kompletny brak atmosfery. Nawet w kościele nie było charakterystycznego dla takich miejsc chłodu. Za to wszędzie setki stoisk z obrazkami, figurkami, koszulkami, stanikami, balonikami, książeczkami i innymi gadĹźetami z wizerunkiem Matki Boskiej. Aha, jeszcze była babcia, ktĂłra cały czas wydzierała się do drugiej ‘ChodĹş Basiu, tam jeszcze nie byliśmy’. Nie chce mĂłwić, Ĺźe komercha i kicha, bo nie chce się naraĹźać na lincz zorganizowany przez bojĂłwki radia Maryja i wspierany przez kółko emerytowanych gospodyń domowych. W takim razie powiem tylko, Ĺźe zwiedziłem wiele domĂłw boĹźych na świecie i jeśli miałbym zgadywać w ktĂłrych mieszkał BĂłg, to Częstochowa plasowałaby się na dole tej listy. Nie mnie jednak oceniać i rozwodzić się nad tym.

Inna sprawa. Przechodzę kryzys twĂłrczy… projekt mojej pracy maturalnej stoi w miejscu i nie bardzo wiem jak go ruszyć.

PS. Ogłoszenie: jeśli kiedyś powiedziałem coś głupiego/śmiesznego/mądrego/ciekawego napiszcie o tym w komentarzach, potrzebne mi to do księgi pamiątkowej na koniec liceum. Każdy kto zamieści cytat otrzyma ode mnie kartkę papieru z wizerunkiem Szpaczka (kiedyś będzie wart miliony, radzę się poważnie zastanowić:))

2 Comments more...

.sand.hill.party.

by Johnny Tabasco on lut.12, 2007, under .pulp.fiction.

W sobotę Vodki chcą zorganizować ostatnią w tym roku szkolnym imprezę Nazaretańską. Jak dla mnie to tak będzie:

[youtube]7OzlsMDkK_k[/youtube]

szczegóły u Karola, albo u mnie:)

5 Comments more...

.mood.indigo.

by Johnny Tabasco on lut.04, 2007, under .pulp.fiction.

Dawno już tutaj nie widziano notki podsumowującej tydzień. A szkoda bo ostatnio miało dla mnie bardzo ważne wydarzenie! Skończyły się ferie, większość z nas wróciła do szarej rzeczywistości zwanej szkołą. I na nowo po 2 tygodniowej przerwie, jesteśmy zmuszani do oglądania codziennie tych samych twarzy nauczycieli, tych samych klas i tych samych ludzi. Denerwuje mnie ta monotonia dnia codziennego, ta przeklęta rutyna, której musimy podlegać. Na samą myśl, że w tym tygodniu będę robił to samo co tydzień temu, mam ochotę strzelić sobie w głowę. No cóż, chyba juz taki urok szkoły, trzeba przez to przetrwać, ale zrobię w przyszłości wszystko, by nie zarabiać na życie równie monotonnym zajęciem.

Koniec ferii okazał się dla mnie całkiem pomyślny i pozytywny. Otóş ponownie zszedłem się z moją ukochaną Panią J. xD To trochę niezwykłe, poniewaĹź jesteśmy parą juĹź siĂłdmy raz, ale najwidoczniej coś w tym jest… coś co nie pozwala mi o niej zapomnieć i wymazać tej miłości z mojego Ĺźyciorysu. SzczegĂłlnie teraz, kiedy jestem inną osobą niĹź wtedy, kiedy byliśmy parą ostatnim razem, czyli ponad pół roku temu. I właśnie dlatego jestem teraz duĹźo bardziej pozytywnie nastawiony do naszego związku, niĹź kiedyś. Ludzie się jednak bardzo zmieniają:)

Właśnie z tego powodu dzisiejszy topic miał się nazywać ‘apogeum szczęścia’, jednak doszedłem do wniosku, Ĺźe apogeum nie jest odpowiednim słowem. Szczyt szczęścia nie trwa wiecznie, a ja czuję się jakby juz nigdy nie było mi dane zaznać smutku i samotności. Czuję się wręcz wybornie! Wszystko jest tak jak byc powinno, są problemy, bez nich byłoby nudno, ale są teĹź powodu do radości i są ludzie (w tym pewna Kochana kobietka:)) u ktĂłrych zawsze znajdę wsparcie:) Ponadto rozwiązałem pewien problem, ktĂłry dręczył mnie od bardzo dawna, jednak to zachowam juĹź tylko i wyłącznie dla siebie…:)
p.r.w.s dla Wszystkich,

szpiegĂłw Nazaretu takĹźe pozdrawiam!

2 Comments more...

.touch.and.go.

by Johnny Tabasco on sty.20, 2007, under .pulp.fiction.

ZbliĹźa się półmetek ferii! Obawiam, Ĺźe druga połowa będzie musiała się bardzo postarać, aby przebić pierwszą… Działo się tyle szalonych rzeczy i tyle szalonych akcji, Ĺźe aĹź mam ochotę wykoczyć przez okno z wesołym ‘YEAH’ na ustach:)

Ferie zaczęły się juĹź w piątek, kiedy to wraz z Kaselnikowem, moim bratem i Irem pojechaliśmy do Krakowa. Wspaniała przygoda zamieniała się jednak w debilne siedzenie na klatce jednej z krakowskich kamienic i czekanie aĹź Kaselnikov wyjdzie ze swoja głupia gitarą… do tego jeszcze niekończące się komentarze na temat mojej niezniszczalnej kurtki Reeboka (no comment:)). Na szczęście jakoś sobie poradziliśmy, zwalczając nudę i monotonnie przedwojennej kamienicy, wygłupami do kamery i gazem pieprzowym:P

Wszystkie kolejne dni minęły spokojnie, aczkolwiek nie były pozbawione atrakcji. Każdy dzień dzileił się na trzy części:
Rano: pobudka, w poniedziałek u siebie w łóżku, później u Cozziego, gdziekolwiek. Sprawdzanie poczty, forum, poranna toaleta, jakieś małe śniadanie i heja do roboty, to znaczy do nauki poniewaĹź postanowiłem sobie, Ĺźe codziennie będę poświęcał 4 godziny na naukę do matury… jeśli mam być szczery to moĹźe ze dwa razy dosiedziałem pełnego wymiaru czasu:P

Popołudnie: nie ma się co rozpisywac ponieważ ten czas poświęcałem na robienie głupot jakich jak, obijanie się, granie na kompie, gotowanie obiadu i bezmózgim wpatrywaniu się w zmieniające się statusy gadu gadu. Ostatnio wróciłem do Lineage 2 i obawiam się, że popołudnia w przyszłym tygodniu podporządkowane będą raczej tylko jemu:P

Wieczór: Codzienne wizyty u Cozziego, któremu rodzice, niech ich Bóg błogosławi, zostawili na cały tydzień wolną chatę. Codzienne imprezy, w większym towarzystwie lub bardziej kameralne. Litry wypitego piwa i wina, kartony wypalonych papierosów, experymenty kulinarne i grzanki. Komunista chowający się w szafie, rozmawiający ze swoją kobietą. Obserwowanie zajebistego huraganu i spanie na kanapie. Ciężkie powroty do domu z samego rańca. Coś pięknego, te czasy na pewno nieraz będziemy wspominać:)

Kurcze ten tydzień był mi potrzeby. Choćby po to, aby odpocząć od codzienności, złapać trochę luzu i dystansu do niektĂłrych spraw. Po prostu wyszaleć się, jak małe dziecko…^^

4 Comments more...

.12:04.

by Johnny Tabasco on sty.09, 2007, under .pulp.fiction.

15 minut do końca lekcji, nauczycielka produkuje się od pół godziny na temat abstrakcji organicznej. W wolnym przekładzie chodzi o rzeźby nafaszerowanych LSD artystów, którzy prześcigali się w ukazaniu świata w jak najbardziej chory i niezrozumiały sposób.

Siedzę w niewygodnej ławce i czuję się jak jedna z tych rzeźb, zdeformowany i nierealny. Rozglądam się, cała klasa wydaje się być wszędzie tylko nie na lekcji. Każdy znudzony, niczym zombi wpatruję się niezrozumiale w nauczycielkę. Spoglądam przez okno przez które widać jedynie zdezelowaną kamienicę po drugiej stronie ulicy. Na dachu siedzi rząd gołębi. Nic nie robią tylko siedzą, prawie tak jak ja, siedzę i marnuje czas wysłuchując o Brancusim i Wielkim Ojcu Diego. Jedyne co mnie różni od gołębia to to, że on w każdej chwili może wzbić się w powietrze i poszukać lepszego/ciekawszego zajęcia, a ja, siedzę na dupie wśród 8 małp, a ślina powoli ścieka mi po brodzie.

Gołębie to prowadzą radosny tryb życia. Nie mają sumienia czy ambicji, więc nie przeszkadza im fakt, że przez całe życie się w zasadzie opierdalają, nie wściekają się, prezz co ich gatunkowi nie grozi wzajemna likwidacja na tle rasowym czy etnicznym. I nie myślą, bo i po co, broń Boże jeszcze by coś wymyśliły. Nie czują miłości, ich jedyne pragnienia to żarcie i sranie. Mają gdzieś świat, który je otacza, nie marnują czasu na przemyślenia, przekminy i filozofie. Gołębie nie mają także przyjaciół, przez które mogłyby być wykorzystane lub oszukane. Nie mają sekretów, bo nie kłamią. Takie głupie, brzydkie istoty, ale jednak im czasem zazdroszczę.

To by było na tyle o gołębiach… nie ma to jak rozmyślania na spontanie, muszę częściej takie akcje robić:)

Ostatnio obudziło się we mnie uczucie, ktĂłre kiedyś stłumiłem i zamknąłem w najciemniejszym miejscu mojego serca. Teraz za sprawą paru wydarzeń i zbiegĂłw okoliczności to uczucie uwolniło się i całą swoja mocą napiera na wierzch mojej duszy, po to tylko by ponownie zadawać mi bĂłl. Tęsknoto, moja stara przyjaciółko, witamy z powrotem…

4 Comments more...

.2.0.0.6.R.i.P.

by Johnny Tabasco on sty.01, 2007, under .pulp.fiction.

1 styczeń 2007. Nie ma juĹź roku 2006, poszedł do piachu. Spokojnie mogę rzec, Ĺźe był to rok przełomowy. Tyle zmian, tyle doświadczeń. Na litość boską, pomimo wszystkich głupot jakie zrobiłem wydaje mi się, Ĺźe jestem lepszym człowiekiem. Zmieniłem się na lepsze, nigdy nie wiedziałem, Ĺźe coś takiego powiem, ale tak, mogę spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie ‘stary, jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej’. Nabawiłem się w zeszłym roku optymizmu Ĺźyciowego zmieniając diametralnie swoje podejście do Ĺźycia. Wiecznemu uĹźalaniu się nad sobą trza powiedzieć nie, czas wziąć się w garść i pokazać światu, Ĺźe nie dam się, Ĺźe nie będę jego sługusem i ofiarą. Pewne osoby uświadomiły mi, Ĺźe taki tok myślenia ma rację bytu w tym zdominowanym przez cynizm i pesymizm świecie, za co chciałbym ponownie im serdecznie podziękować.

Niestety w 2006 nie zabrakło porażek. Niewypał z pracą w Anglii, niekończące się problemy z matką, wyniki w szkole nie polepszyły się zbytnio. Jeszcze rozstanie z ukochaną osobą po niecałych dwóch latach bycia ze sobą. Najbardziej zabolało mnie chyba to ostatnie, nie mam jednak na myśli samego rozstania, a to co nastąpiło po nim.

Nie mam ochoty oceniać czy podsumowywać zeszłego roku. Rok 2006 się skończył i trzeba skupić się na przyszłości i dołoĹźyć jak największych starań by ’07 był great success:) Jeśli chodzi o ten blog, to porzucam go w pizdu… nie no, Ĺźartuje, za bardzo spodobało mi się pisanie o wszystkim i o niczym, zresztą są nawet ludzie, ktĂłrzy czytają te bzdury (szczegĂłlne pozdrowienia dla adresu ip:83.15.60.162 nazaret.kielce.pl). Mam ochotę wprowadzić trochę więcej luzu (jakby go tu nie było), coby się odstresować przed maturką. Mam teĹź zamiar co jakiś czas wrzucać teledyski, ktĂłre zmieniły moje Ĺźycie (chwała dla youtube, dzięki ktĂłremu jest to moĹźliwe). Oczywiście nie zabraknie moich porytych wypocin i szalonych rozmyślań, mam jednak nadzieję, Ĺźe ktokolwiek bierze mnie choć trochę na powaĹźnie.

Rok 2007 czas zacząć!

5 Comments more...

.xmas.massacre.

by Johnny Tabasco on gru.21, 2006, under .pulp.fiction.

Świąteczną notkę zamieszczam dzisiaj, ponieważ nie wiem czy będę mieć taką sposobność później.

Powinienem napisać jakieś Ĺźyczenia, pozdrowić wszystkich i tak dalej i tak dalej. Dobrze zrobię to…
Chciałbym złoĹźyć wszystkim odwiedzającym tego bloga największe i najserdeczniejsze Ĺźyczenia z okazji Świąt BoĹźego Narodzenia. Abyście te święta spędzili w ciepłym gronie najbliĹźszych przyjaciół i rodziny. Chce Ĺźeby te święta były dla Was czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym. PogĂłdĹşcie się więc, z nieprzyjaciółmi i nie kłóćcie się z rodzicami, tylko po to aby mĂłc po świętach poczuć się lepszym człowiekiem. Nie będę Ĺźyczył Wam sukcesu w Ĺźyciu, zdanej dobrze matury, pięknej Ĺźony, czy innych bzdur… Ĺťyczę Wam wytrwałości, cierpliwości i wiary w siebie, poniewaĹź jestem pewien, Ĺźe jesteście w stanie osiągnąć wszystko co tylko sobie wymarzycie!
Szpaq Entertainment

dobra, teraz dawka świątecznego hardcoru, czyli prezenty od Rudego i Doma>:)

[youtube]4kt-gyU6ozM[/youtube]

[youtube]2miYMOYw1SY[/youtube]

11 Comments more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!