Szpakblog

.pulp.fiction.

mama dzwoni

by szpaq on sty.27, 2010, under .YT.files., .pulp.fiction.

<mama>Karol, tak przeglądam Twoje konto…
<ja>Mamo, mówiłem Ci, żebyś nie przeglądała mojego konta, to niegrzeczne.
<mama>Tak, tak, ale tutaj mi się pokazuje jakiś taki przelew… od jakiegoś Bartka… tutaj wysłał Ci 30 złotych na… koks, dziwki i lasery….
<ja><śmiech>
<mama>Ja rozumiem koks… dziwki… ale co to są te lasery?!

Kocham Cię mamo:)

6 Comments more...

Ballada o biednym studencie pt.2

by szpaq on wrz.14, 2009, under .pulp.fiction.

Poniedziałek można uznać za zakończony. Jednak czy można go uznać za dzień udany? Z jednej strony tak, udało mi się niczego nie oblać, a drugiej zdaję się, że odroczyłem to co nieuniknione, czyli egzamin z XX-lecia musi poczekać do piątku. Trochę nie zrozumiałem pana S. gdy powiedział mi, że w ciągu 4 dni niczego się nie nauczę… Przecież to są całe lata świetlne w czasie których można zdziałać prawdziwe cuda! Zabrzmiało to jakby on nigdy nie studiował, ale nic to w porównaniu do babki od filozofii. Rozumiem, że nie byłem jej ulubionym studentem, ale mieć taką satysfakcję z poniżania studenta, straszne. Po mnie to spłynęło, a ona była w śódmym niebie udowadniając mi jakim to byłem chujowym studentem.Jakbym o tym nie wiedział… Mnie w to graj, zaliczenie przełożone na przyszły tydzień;) Co tam jeszcze? A, po dwóch miesiącach życia w niepewności okazało się, że zaliczyłem pracę z XX-lecia. Pani doktor zgubiła moją pracę, ale powiedziała, że awansem da mi trzy, great success!

W jutrzejszym odcinku ballady: Egzamin ustny z języka angielskiego i pierwszy kontakt z łaciną. Będzie się działo;p

Na deser:

1 Comment more...

Ballada o biednym studencie pt.1

by szpaq on wrz.13, 2009, under .pulp.fiction.

Już niedługo poniedziałek. Hurra, rozpocznie się dla mnie tydzień zagłady, podczas którego czeka na mnie mnóstwo zaliczeń. Jak miło, biorąc pod uwagę fakt, że części wpisów nie mam szans dostać. Tak to jest, gdy w człowieku umiera nadzieja i pali za sobą mosty. Zapamiętać na przyszłość; nadzieja zawsze umiera ostatnia!
Póki co, czas zakrzesać rękawy i stawić czoło złu w postaci akademickiego systemu nauczania!

1 Comment :, more...

.pomysł.

by Johnny Tabasco on kwi.07, 2008, under .pulp.fiction.

Typowy pią…tkowy wieczór. Jeden z tych momentów, gdy wydaję™ się™, że jest już po imprezie i nic nie jest w stanie odwróci㇠biegu wydarzeń„, gdy ni z gruszki ni z pietruszki spada z nieba doskonał‚a okazja na odroczenie powrotu do domu o ładnych parę™ godzin.

Ta okazja spadła z nieba, na sam środek toruńskiej starówki w postaci dwóch znajomych pana Rz.

Pan Rz wracał wraz z panem Sz do domu, gdy spotkali na swojej drodze dwóch znajomych pana Rz. Po krótkiej rozmowie, która przeistoczyła się w negocjacje o dołączenie do owych znajomych celem spożycia taniego, dobrego wina. Pan Sz - motywowany niepowtarzalną okazją… wypicia winka w doborowym towarzystwie - czym prędzej udał‚ się™ do cało‚nocnego sklepu monopolowego by zaopatrzy㇠się™ w odpowiednie zapasy. Jak zwykle o tak późnej porze sklep  wypeł‚niony był po brzegi wszelakiej maś›ci personami. Pan Sz nie lubił‚ stać w kolejce, tym bardziej, że duża ilość‡ obcych ludzi sprawiala, że czuł‚ się™ niepewnie i nieswojo. Czę™sto tłumaczył to wymyś›loną… kiedyś› przez kogoś› teorią…, którą… nazwał‚ ‘kompleksem wieśniaka’. Polegał‚a ona z grubsza na tym, że osobnikowi dotknię™temu tym kompleksem, wydaje się™, że wszyscy się™ na niego gapią…, obgadują… i mają w stosunku do niego wrogie zamiary. Taka sytuacja wywołuje u ‘wieśniaka’ reakcję™; zaczyna się™ zastanawia㇠nad swoim wyglą…dem, zadaje sobie z sekundy na sekundą™ coraz bardziej nerwowo pytanie czy jego ubranie jest w porządku, czy może ma rozsunię™ty rozporek albo ptasie gówno na klapie plaszcza. Wszystkie te wątpliwoś›ci wywł‚ują… brak pewnoś›ci siebie i strach. Strach przed odrzuceniem przez społ‚eczeń„stwo, strach który prowadzi do desperackiej potrzeby przypodobania się™ stadu i strach przed tym, że może nie pasowa㇠do stada, które mu tak imponuje. Pan Sz kupuje paczkę™ papierosów, dwa wina porzeczkowe, płaci gotówką… i opuszcza sklep. Przed sklepem zastaje dość‡ zaskakujący widok. Z trzech osób, które na niego czekał‚y nagle utworzył‚ się™ tłum o sile okoł‚o dwudziestu osób.

Był‚o ciepło, a wiatr delikatnie układał wł‚osy pana Sz. Doskonał‚a pogoda do picia na otwartym powietrzu.

cdn.

Notka: tekst jest moim dzieckiem, które spł‚odził‚em wraz z panią… Bezsennością…. Dał‚em mu na imię™ Pomysł. Jeś›li się™ Wam podoba, to nie zapakuje go do plastikowego worka i nie wrzucę™ do rzeki, a sprawię™, że bę™dzie rósł‚ i rósł‚.
Pozdrawiam:)

7 Comments :, , , , more...

.santa.is.dead.baby.santa.is.dead.

by Johnny Tabasco on gru.06, 2007, under .pulp.fiction.

Ładny prezent mi chciał Cozzie zrobić na Mikołaja. Sprawdzam wczoraj bloga, a tu chuj, strona zablokowana. Krew odpłynęła mi z twarzy i mĂłzgu… Przed oczami pojawiła się wizja utraty wszystkich wpisĂłw jakie napisałem od ponad roku. Kurna, 8 listopada minął pierwszy rok od napisania pierwszej notki. Sporo się od tego wydarzyło. Chore fazy, przygody, kminy jakie zostały zapisane na tym blogu są naprawdę cenna pamiątką i wczorajszy dzień dobitnie mnie o tym uświadomił. Dlatego prośba do Coziejeja, pamiętaj o płaceniu rachunkĂłw bo urwę jaja!

No to przejdźmy do aktualności.

Pierwsze mikołajki, ktĂłre spędzam poza domem. Dzisiaj nikt nie podrzucił mi sweterka, ani innego uroczego prezentu od babci. Czasy się zmieniają, pozostaje mi tylko oglądanie się za siebie i wspominanie starych, dobry czasĂłw. Heh, nawet w zeszłym roku rzuciłem się na mikołajkowy prezent jak zboczeniec na kolekcję niemieckich filmĂłw porno. Nerwowe rozrywanie papieru, byle tylko dowiedzieć się co za niespodzianka czeka mnie tym razem. W sumie to tak z tą niespodzianką to nie do końca prawda, poniewaĹź najczęściej wiedziałem co dostane, ale cóş, zawsze pozostaje nadzieja na coś ekstra. A dzisiaj? Dzisiaj obudziłem się, zrobiłem sobie studencką jajecznicę, umyłem się, ubrałem się, sprawdziłem pocztę, forum, przygotowałem się do wyjścia i dopiero przy drzwiach zorientowałem się, Ĺźe dzisiaj jest 6 grudnia. WrĂłciłem się do pokoju i w nadziei, Ĺźe w ktĂłrymś kącie pokoju znajdę małą, owiniętą w ozdobny papier paczuszkę z naklejką na ktĂłrej widniałby napis ‘Od Mikołaja dla Karolka’. Niestety nic takiego nie miało miejsca, a zamiast prezentu dostrzegłem kupę ubrań i śmieci. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. W związku z tym, skoro Mikołaj się na mnie wypiął, sam zrobiłem sobie prezent i kupiłem sobie papierośnicę. I moĹźe piwko na wieczĂłr;)

5 Comments more...

.mars.blues.

by Johnny Tabasco on gru.02, 2007, under .YT.files., .pulp.fiction.

Zastanawiam się czy opisywać to co działo się w weekend. Ok, niech będzie. Mam nadzieję, że zaspokoję pragnienie niektórych odwiedzających tą stronę. Nawaliłem się, ale nie się porzygałem i brzdąkałem sobie pół nocy na gitarze basowej. Siedziałem sobie na kanapie i z całych sił starałem się zagrać coś prostego i miłego dla ucha. Nie powiem czy coś wymyśliłem, ponieważ sam nie pamiętam ani jednego dźwięku. To było na tyle weekendowych szaleństw.
Kultura: Jestem w trakcie oglądania anime Cowboy Bebop. Serial opowiada historię Spike’a, galaktycznego łowcy nagrĂłd, ktĂłry wraz ze swoją dość specyficzną załogą stara się zarobić kasę gamoając za ściganymi po całym układzie słonecznym. Warto zapoznać się z tą pozycją głównie ze względu na muzykę, ktĂłra buduje fantastyczny klimat mrocznego, aczkolwiek nie pozbawionego zalet kosmosu. Rok produkcji to 1998, czyli brak jakiś specjalnych efektĂłw komputerowych i innego gĂłwna, mimo to animacja oraz reĹźyseria stoi na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o fabułę to jest zły brat bliĹşniak i zmutowany grzyb z lodĂłwki, ktĂłry stara się uśmiercić załogę statku Bebop. Sporo śmiechu i starego dobrego kina sensacyjnego. A wszystko to w klimatach jazzu i bluesa.

Czas na teledyski. Owszem byłem na maxa offowym dzieciakiem i w ogóle byłem (jestem?) cool. Niestety, zawodowcom także zdarzają się wpadki. Oto klika wideoklipów, którymi się jarałem w dzieciństwie, a o których chciałbym zapomnieć;):

[youtube]dIc0kZ_obwc&feature=related[/youtube]

Captain Jack - Hey Captain Jack

Straszny hardcore. Te organki, tłusty bicik, no i oczywiście Captain Jack. Żal.pl.

[youtube]cOrc37wNUqU[/youtube]

Mr. President - Coco Jambo

Niech mnie drzwi przytrzasną, ale ja naprawdę przy tym szalałem na dyskotekach… w podstawĂłwce. PrĂłbowałem nawet nauczyć się partii wokalnych tego kolesia, niestety bariera językowa okazała się zbyt trudna do sforsowania. Znałem za to tekst tej panienki _^_”

[youtube]mL2UsAbI1hg[/youtube]

Eiffel 65 - Blue

Jezusie Nazaretański, jak zrozumiałem o czym Ci kolesie nawijają to miałem ochotę na oczyszczenie siebie poprzez ofiarę z dziewicy i paczki paluszkĂłw. Syf jakich mało, ale cóş… młody, głupi byłem.

[youtube]ycVfZuhTukY[/youtube]

Gigi D’Agostino - BlaBlaBla

Bla Bla Bla Bla Bla Bla Bla Bla

kurwa, jutro poniedziałek.

2 Comments more...

.shit.fuck.

by Johnny Tabasco on lis.30, 2007, under .pulp.fiction.

Wiecie jak stracić 25 złotych i czuć się z tym dobrze? I bynajmniej nie mam na myśli promocyjnej ceny jarania, czy korzystania z usług dworcowej dziwki.

A było to tak…

Poczta. Stoję z cholernie długiej i zamulastej kolejce do okienka. Nie byłem w nastroju, do dupy pogoda, poza tym byłem cały poobijany i miałem kaca po koncercie. Gdy już powoli zbliżała się moja kolej, do okienka podbiegła młoda, szczupła blondynka i drżącym głosem spytała, czy nie zostawiła tutaj portfela. Kasjerka zaprzeczyła, a ja widziałem tylko rosnące przerażenie w jej niebieskich oczach. Odeszła spod okienka i zaczęła nerwowo przeszukiwać plecak. Zaczęła dzwonić, cała sala słyszała jej szloch i tłumioną ze wszystkich sił histerię. Załatwiłem, co miałem załatwić w zasadzie bez namysłu podszedłem do nieszczęsnej niewiasty i spytałem czy mogę jakoś pomóc. Nie lubię rozhisteryzowanych kobiet, nie dlatego, że wyglądają wtedy mało atrakcyjnie, tylko po prostu cholernie ciężko coś od nich wyciągnąć. Udało mi się zrozumieć, że albo zgubiła, albo ktoś jej ukradł portfel i nie ma za co wrócić do domu. Pociąg miała za niecałą godzinę i nikt ze znajomych nie mógł jej teraz pomóc. Spytałem ile potrzebuje. Odpowiedziała, a ja bez zastanowienia wyciągnąłem swój portfel i dałem jej kasę. Zaczęła dziękować i mówić coś o wdzięczności, ale już jej nie słuchałem i szedłem w stronę wyjścia. Nawet nie wiem gdzie pojechała.

Kurwa, nawet nie wiem jak ma na imię…

9 Comments more...

.we’re.not.alone.

by Johnny Tabasco on lis.27, 2007, under .pulp.fiction.

Po raz kolejny pisze w nocy. Nie wiem, jak się jutro zwlokę z łóżka na 9.

Depresji ciąg dalszy.

Dzisiejszy dzień był jak każdy poniedziałek, zaczyna i kończy sie tak samo. Chujowo, jeśli chodzi o ścisłość. Zaspałem na wykład, który prowadzi chyba najseksowniejsza doktorantka na świecie. Niewiele kobiet dzisiaj używa prawdziwej szminki, a szkoda, może jestem analogiem w świecie cyfrówek, ale to mnie naprawdę kręci.

Jak już wspomniałem, zaspałem na wykład. I zamiast spożytkować wolny czas wynikający z tego faktu, pół dnia spędziłem słuchając muzyki i popalając jednego papierosa za drugim. Obudziłem się dopiero po 16, polazłem na zajęcia i po powrocie przeczytałem lekturę. Za mało, biorąc pod uwagę ilość materiału do przerobienia, ale bądźmy optymistami, wyrobie się.

Blog służy między innymi do opisu wydarzeń, które dzieją się wokół autora. W związku z tym przytoczę pewną historyjkę:

Król Jerzy III był królem Anglii w czasie gdy Stany Zjednoczone ogłosiły niepodległość w 1776 roku. Król Jerzy III prowadził pamiętnik. 4 lipca 1776, zapisał w nim:

“Nic waĹźnego dzisiaj się nie wydarzyło”.

Dobranoc.

9 Comments more...

.mojo.

by Johnny Tabasco on lis.26, 2007, under .pulp.fiction.

Jakoś mi się zachciało pisać o tej porze. Dziwne, zważywszy na fakt, że ostatnio niewiele mi się chce. Prawdę powiedziawszy nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani jednego sensownego zdania, ale co mi tam, mój blog i mogę na nim pisać co mi się żywnie podoba. Mogę napisać o tym, że właśnie popalam sobie papierosa albo to, że w głośnikach gra nowo odkryta kapela Peeping Tom i, że odkryłem ją sklejając składankę z muzyki z serialu Californication, który miał duży wpływ na fakt, iż zacząłem na nowo produkować się na blogu. Naprawdę, powiadam Ci, ten wpis należy do tych kompletnie pozbawionych sensu, więc jeśli nie chcesz tracić czasu na czytanie bezsensownych wpisów na blogu, stanowczo odradzam dalszą lekturę.

Czym mĂłgłbym jeszcze zapchać mĂłj czas antenowy? Wiem, jutro jest poniedziałek, mĂłj ulubiony dzień tygodnia. O! Właśnie wymyśliłem o czym będzie ten wpis! O moim ulubionym dniu tygodnia! Poniedziałek chyba nikomu nie kojarzy się dobrze, ale to mĂłj blog i nie obchodzą mnie inni. W kaĹźdym bądĹş razie, ja teĹź nie znoszę poniedziałkĂłw. Sama myśl o tym, Ĺźe jutro będę musiał się zmusić do ruszenia dupy na wydział sprawia, Ĺźe chce mi się rzygać. Ten cotygodniowy barbarzyński rytuał wyganiania mnie z cieplutkiego, zasyfiałego mieszkanka przyprawia mnie o gęsią skĂłrkę na pięcie, tym bardziej, Ĺźe tydzień zaczyna mi się dosyć zajebiście nieprzystępnym rozkładem wykładĂłw i zajęć. Nie będę narzekał, juĹź mi ktoś na to zwrĂłcił uwagę… albo nie, chuj, zajebiaszczo nie podoba mi się perspektywa połoĹźenia się do łóżka i obudzenia się jutro rano ze świadomością, Ĺźe niedługo będę musiał przebierać nóşkami do Collegium Maius. Nie znam prognozy na jutro, ale jestem pewien, Ĺźe pogoda, jaka by nie była, będzie mnie wkurwiać. Nawet nie wiem co będę jutro szamał na obiadek. Dobrym wyjściem byłoby posiadanie samochodu. Wróć. Nie mam prawa jazdy, co szczerze mĂłwiąc jest bardzo do dupy, więc przez najbliĹźszy czas zmuszony będę do codziennej tortury jaką jest stanie na przystanku. MoĹźe odmieni swĂłj marny los i jutro kogoś zagadam, moĹźe poznam jakąś piękną niewiastę? GĂłwno, rano jestem tak zjebany, Ĺźe nawet wypalenie papierosa rĂłwna się z nadludzkim wysiłkiem, inni chyba teĹź są zjebani sądząc po ich wyrazach twarzy. Zresztą i tak najczęściej wpadam na przystanek w ostatniej chwili. Tak jest przez cały tydzień, ale poniedziałek najbardziej wali kałem.

Podsumowania sakramencko nie chce mi się pisać. Przepraszam.

Dodam tylko, że realizm nijak się ma do miłości. Dobranoc!

Leave a Comment more...

.Absinthe.Makes.The.Heart.Grow.Fonder.

by Johnny Tabasco on lis.24, 2007, under .pulp.fiction.

Weekend wylądował. Wczoraj wychodząc z ostatnich zajęć zapominam o tym, co działo się przez ostatni tydzień, mam to delikatnie rzecz biorąc głęboko w dupie. Piątkowy wieczĂłr dla studenta takiego jak ja, oznacza, Ĺźe moja łajba, a na niej moja załoga wypływa z portu zamuły i kieruję się w stronę oceanu chmielowego po czym zmienia kurs na morze wysokoprocentowe. I nie mam na myśli grzecznego picia piwka, nie kurwa, piwkiem zalewam wĂłdkę, chuj z konsekwencjami, rzyganiem, wirowaniem i innym gĂłwnem, jestem panem swojego losu i jakoĹź, Ĺźe jestem panem swojego losu, to decyduję się na chwilę całkowitego zapomnienia, oderwania od rzeczywistości, zatapiam się w niewygodnej kanapie w pokoju wypełnionym po brzegi ludĹşmi, a wolne szczeliny wypełnia gęsty dym…

Wspominałem coś o konsekwencjach… na grubszych imprezach zawsze jest tak, Ĺźe te sobie o mnie przypominają i w nieelegancki sposĂłb zaczynają dawać o sobie znać, wtedy zazwyczaj kończy się impreza i zaczyna się desperacka prĂłba ewakuacji… Wczoraj miałem szczęście, zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe przelazłem z kumplem 1/3 miasta zupełnie na czuja, między jakimiś gettami, ciemnymi uliczkami i innymi atrakcjami turystycznymi. I nikt nas nie zaczepił, pomimo, ze definitywnie zwracaliśmy na siebie uwagę. Popieprzona sprawa, ale jakimś cudem udało mi się dotrzeć do domu, czyli moĹźna uznać, Ĺźe piątkowy wieczĂłr pełen przygĂłd i niespodzianek zakończył się sukcesem.

Póki co muszę czekać na kumpla, który mi opowie jak to się kurwa stało, że obudziłem się we własnym łóżku.

Leave a Comment more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!