Ballada o biednym studencie pt.2
by szpaq on wrz.14, 2009, under .pulp.fiction.
Poniedziałek można uznać za zakończony. Jednak czy można go uznać za dzień udany? Z jednej strony tak, udało mi się niczego nie oblać, a drugiej zdaję się, że odroczyłem to co nieuniknione, czyli egzamin z XX-lecia musi poczekać do piątku. Trochę nie zrozumiałem pana S. gdy powiedział mi, że w ciągu 4 dni niczego się nie nauczę… Przecież to są całe lata świetlne w czasie których można zdziałać prawdziwe cuda! Zabrzmiało to jakby on nigdy nie studiował, ale nic to w porównaniu do babki od filozofii. Rozumiem, że nie byłem jej ulubionym studentem, ale mieć taką satysfakcję z poniżania studenta, straszne. Po mnie to spłynęło, a ona była w śódmym niebie udowadniając mi jakim to byłem chujowym studentem.Jakbym o tym nie wiedział… Mnie w to graj, zaliczenie przełożone na przyszły tydzień;) Co tam jeszcze? A, po dwóch miesiącach życia w niepewności okazało się, że zaliczyłem pracę z XX-lecia. Pani doktor zgubiła moją pracę, ale powiedziała, że awansem da mi trzy, great success!
W jutrzejszym odcinku ballady: Egzamin ustny z języka angielskiego i pierwszy kontakt z łaciną. Będzie się działo;p
Na deser:
1 Comment for this entry
2 Trackbacks / Pingbacks for this entry
-
-
Konstantin
Czerwiec 19th, 2010 on 6:27 pm?????? ?????! mason@sportbul.ru” rel=”nofollow”>……
? ?????????,…

Wrzesień 14th, 2009 on 9:34 pm
Będziesz żył!