.pomysł.
by Johnny Tabasco on kwi.07, 2008, under .pulp.fiction.
Typowy pią tkowy wieczór. Jeden z tych momentów, gdy wydaję się, że jest już po imprezie i nic nie jest w stanie odwrócić biegu wydarzeń, gdy ni z gruszki ni z pietruszki spada z nieba doskonała okazja na odroczenie powrotu do domu o ładnych parę godzin.
Ta okazja spadła z nieba, na sam środek toruńskiej starówki w postaci dwóch znajomych pana Rz.
Pan Rz wracał wraz z panem Sz do domu, gdy spotkali na swojej drodze dwóch znajomych pana Rz. Po krótkiej rozmowie, która przeistoczyła się w negocjacje o dołączenie do owych znajomych celem spożycia taniego, dobrego wina. Pan Sz - motywowany niepowtarzalną okazją wypicia winka w doborowym towarzystwie - czym prędzej udał się do całonocnego sklepu monopolowego by zaopatrzyć się w odpowiednie zapasy. Jak zwykle o tak późnej porze sklep wypełniony był po brzegi wszelakiej maści personami. Pan Sz nie lubił stać w kolejce, tym bardziej, że duża ilość obcych ludzi sprawiala, że czuł się niepewnie i nieswojo. Często tłumaczył to wymyśloną kiedyś przez kogoś teorią , którą nazwał ‘kompleksem wieśniaka’. Polegała ona z grubsza na tym, że osobnikowi dotkniętemu tym kompleksem, wydaje się, że wszyscy się na niego gapią , obgadują i mają w stosunku do niego wrogie zamiary. Taka sytuacja wywołuje u ‘wieśniaka’ reakcję; zaczyna się zastanawiać nad swoim wyglą dem, zadaje sobie z sekundy na sekundą coraz bardziej nerwowo pytanie czy jego ubranie jest w porządku, czy może ma rozsunięty rozporek albo ptasie gówno na klapie plaszcza. Wszystkie te wątpliwości wywłują brak pewności siebie i strach. Strach przed odrzuceniem przez społeczeństwo, strach który prowadzi do desperackiej potrzeby przypodobania się stadu i strach przed tym, że może nie pasować do stada, które mu tak imponuje. Pan Sz kupuje paczkę papierosów, dwa wina porzeczkowe, płaci gotówką i opuszcza sklep. Przed sklepem zastaje dość zaskakujący widok. Z trzech osób, które na niego czekały nagle utworzył się tłum o sile około dwudziestu osób.
Było ciepło, a wiatr delikatnie układał włosy pana Sz. Doskonała pogoda do picia na otwartym powietrzu.
cdn.
Notka: tekst jest moim dzieckiem, które spłodziłem wraz z panią
Bezsennością
. Dałem mu na imię Pomysł. Jeśli się Wam podoba, to nie zapakuje go do plastikowego worka i nie wrzucę do rzeki, a sprawię, że będzie rósł i rósł.
Pozdrawiam:)

Kwiecień 7th, 2008 on 10:38 am
No to niech roĹnie diabelski pomiot
Wychowuj go i pielÄgnuj, karm swoja chorÄ
wyobraĹşniÄ
, a moĹźe kiedyĹ odwdziÄczy Ci siÄ za miĹoĹÄ jakÄ
go obdarowaĹeĹ…
A moĹźe nie, moĹźe zacznie CiÄ wkurwiaÄ i, prÄdzej czy później i tak wylÄ duje na dnie rzeki ;D
Ale sprĂłbowaÄ warto
Kwiecień 7th, 2008 on 10:53 am
jestem rozczulona…myĹlÄ,Ĺźe Pan Sz ma niepotrzebne schizofremie !! moĹźe Pan nie zauwaĹźyĹ,Ĺźe ci ludzie przyglÄ dali siÄ Panu z zaciekawieniem i zazdroĹciÄ ??
Kwiecień 7th, 2008 on 11:04 am
Dziecko siÄ Panu udaĹo…
MoĹźliwe,Ĺźe Pana kseno- ,antropofobia* (*niepotrzebne skreĹliÄ) wynika z niewiedzy..?WedĹug mnie ludzie tylko Panu zazdroszczÄ stylowego pĹaszcza, rozwianych wĹosĂłw i wyrafinowanego smaku (tego dotyczÄ cego win, btw. ja osoboiĹcie polecamjednak smak owocĂłw leĹnych).
Kwiecień 7th, 2008 on 3:58 pm
Dobre. PowtĂłrzÄ za Michem: niech roĹnie!
Kwiecień 7th, 2008 on 9:32 pm
Pan Sz. i jego dziwne i zarazem niesamowite przezycia napawaja mnie optymizmem, juz niedlugo mnie czeka to samo, jeszcze tylko kilka miesiecy. TAK TAK TAK!!!
P.S. pan Rz ma duzo znajomych i jeszcze wiecej znajomych znajomych.
Kwiecień 8th, 2008 on 9:18 pm
rosnÄ Ä to miaĹ mĂłj jedenastazgĹoskowiec
Kwiecień 21st, 2008 on 8:41 pm
Bardzo udane dziecko. MyĹlalam, Ĺźe tylko moje wieczory tak wygladajÄ , a tu okazuje siÄ Ĺźe nie.