.Absinthe.Makes.The.Heart.Grow.Fonder.
by Johnny Tabasco on lis.24, 2007, under .pulp.fiction.

Weekend wylÄ dowaĹ. Wczoraj wychodzÄ c z ostatnich zajÄÄ zapominam o tym, co dziaĹo siÄ przez ostatni tydzieĹ, mam to delikatnie rzecz biorÄ c gĹÄboko w dupie. PiÄ tkowy wieczĂłr dla studenta takiego jak ja, oznacza, Ĺźe moja Ĺajba, a na niej moja zaĹoga wypĹywa z portu zamuĹy i kierujÄ siÄ w stronÄ oceanu chmielowego po czym zmienia kurs na morze wysokoprocentowe. I nie mam na myĹli grzecznego picia piwka, nie kurwa, piwkiem zalewam wĂłdkÄ, chuj z konsekwencjami, rzyganiem, wirowaniem i innym gĂłwnem, jestem panem swojego losu i jakoĹź, Ĺźe jestem panem swojego losu, to decydujÄ siÄ na chwilÄ caĹkowitego zapomnienia, oderwania od rzeczywistoĹci, zatapiam siÄ w niewygodnej kanapie w pokoju wypeĹnionym po brzegi ludĹşmi, a wolne szczeliny wypeĹnia gÄsty dym…
WspominaĹem coĹ o konsekwencjach… na grubszych imprezach zawsze jest tak, Ĺźe te sobie o mnie przypominajÄ i w nieelegancki sposĂłb zaczynajÄ dawaÄ o sobie znaÄ, wtedy zazwyczaj koĹczy siÄ impreza i zaczyna siÄ desperacka prĂłba ewakuacji… Wczoraj miaĹem szczÄĹcie, zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe przelazĹem z kumplem 1/3 miasta zupeĹnie na czuja, miÄdzy jakimiĹ gettami, ciemnymi uliczkami i innymi atrakcjami turystycznymi. I nikt nas nie zaczepiĹ, pomimo, ze definitywnie zwracaliĹmy na siebie uwagÄ. Popieprzona sprawa, ale jakimĹ cudem udaĹo mi siÄ dotrzeÄ do domu, czyli moĹźna uznaÄ, Ĺźe piÄ tkowy wieczĂłr peĹen przygĂłd i niespodzianek zakoĹczyĹ siÄ sukcesem.
PĂłki co muszÄ czekaÄ na kumpla, ktĂłry mi opowie jak to siÄ kurwa staĹo, Ĺźe obudziĹem siÄ we wĹasnym Ĺóşku.
