Szpakblog

Archive for Listopad, 2007

.shit.fuck.

by Johnny Tabasco on lis.30, 2007, under .pulp.fiction.

Wiecie jak stracić 25 złotych i czuć się z tym dobrze? I bynajmniej nie mam na myśli promocyjnej ceny jarania, czy korzystania z usług dworcowej dziwki.

A było to tak…

Poczta. Stoję z cholernie długiej i zamulastej kolejce do okienka. Nie byłem w nastroju, do dupy pogoda, poza tym byłem cały poobijany i miałem kaca po koncercie. Gdy już powoli zbliżała się moja kolej, do okienka podbiegła młoda, szczupła blondynka i drżącym głosem spytała, czy nie zostawiła tutaj portfela. Kasjerka zaprzeczyła, a ja widziałem tylko rosnące przerażenie w jej niebieskich oczach. Odeszła spod okienka i zaczęła nerwowo przeszukiwać plecak. Zaczęła dzwonić, cała sala słyszała jej szloch i tłumioną ze wszystkich sił histerię. Załatwiłem, co miałem załatwić w zasadzie bez namysłu podszedłem do nieszczęsnej niewiasty i spytałem czy mogę jakoś pomóc. Nie lubię rozhisteryzowanych kobiet, nie dlatego, że wyglądają wtedy mało atrakcyjnie, tylko po prostu cholernie ciężko coś od nich wyciągnąć. Udało mi się zrozumieć, że albo zgubiła, albo ktoś jej ukradł portfel i nie ma za co wrócić do domu. Pociąg miała za niecałą godzinę i nikt ze znajomych nie mógł jej teraz pomóc. Spytałem ile potrzebuje. Odpowiedziała, a ja bez zastanowienia wyciągnąłem swój portfel i dałem jej kasę. Zaczęła dziękować i mówić coś o wdzięczności, ale już jej nie słuchałem i szedłem w stronę wyjścia. Nawet nie wiem gdzie pojechała.

Kurwa, nawet nie wiem jak ma na imię…

9 Comments more...

.nothing.important.happend.today.again.

by Johnny Tabasco on lis.28, 2007, under .YT.files.

Kolejny dzień tygodnia. Środa, czyli półmetek tygodnia. Patrząc na godzinę, już bliżej niż dalej do weekendu.

Dzisiaj ponownie nie wydarzyło się nic ciekawego, prĂłcz tego, Ĺźe w drodze powrotnej zesrał się tramwaj i połowę drogi do domu musiałem przemaszerować na mrozie, co wystarczyło by skutecznie popsuć mi dzień. By nie marnować kolejnego posta na głupoty będę kontynuował wątek ulubionych teledyskĂłw z przeszłości. Panie i Panowie, zapnijcie pasy i wsadĹşcie koszule w spodnie, albowiem nadchodzi…

[youtube]qpDer9wdUEw[/youtube]

Gorillaz – Clint Eastwood

Może nie najstarszy, ale na pewno jeden z najbardziej wpływowych video z jakimi miałem do czynienia. Mam słabość do animowanych klipów, więc gdy dowiedziałem się, że powstał zespół złożony tylko i wyłącznie z animowanych bohaterów to musiałem dowiedzieć się o co chodzi. Gorillaz to właściwie projekt, eksperyment polegający na zwerbowaniu jak największej liczby ambitnych muzyków i wysłanie ich do studia na Jamajce, gdzie mieli nagrać album, który wyjebie wszystkich nastolatków w kosmos. Mnie również. Cenie ten zespół nie tylko dlatego, że wydał 2 oficjalne albumy i 2 z remiksami i tzw. B-sides, które naprawdę kopały i nadal kopią dupsko. Cenię go przede wszystkim za to, że z tylu tak odmiennych gatunków muzycznych jak Blues, Hip Hop, Rock, Reagge czy Elekro potrafili skleić naprawdę dobrą i inspirującą muzykę. Dzięki nim odkryłem m.in. Deal Tha Funkee Homosapien, Roots Manuva czy De la Soul. Szacunek dla nich!:)

[youtube]Y6XZTQXEUVM&feature=related[/youtube]

Liroy – Scyzoryk

Pierwsze albumy Liroya słuchane w słuchawkach w tajemnicy przed starymi. Nic mi tego nie odbierze, nawet głosy wszystkich antyfanów. Technika słaba, bit w większości podpieprzony amerykanom, ale powiedzmy sobie szczerze, to były początki i musiał się na kimś wzorować, i chwała, że brał przykład od najlepszych. Tyle na ten temat.

5 Comments more...

.rza.

by Johnny Tabasco on lis.28, 2007, under .YT.files.

Pamiętacie moje zestawienie teledysków, które miały bezpośredni wpływ na moją psychikę? Postanowiłem reaktywować ten wątek i w związku z tym przedstawiam Wam 3 kolejne teledyski, które wyryły mi się na fałdach mózgu na zawsze zmieniając mój światopogląd:

[youtube]-Py5aPLG348[/youtube]

Pink Floyd – Another brick in the Wall

Jeden z tych teledyskĂłw, ktĂłre pokazywała mi siostra, gdy chciała mnie przerazić. Ten klimat, ta muzyka i te animacje. Nie wiedziałem wtedy, Ĺźe oglądam video jednego z najgenialniejszych zespołów jakie spłodziła Ziemia. NaleĹźy takĹźe dodać, Ĺźe kawałek jest fragmentem pełnometraĹźowego musicalu pod tytułem ‘The Wall’, podczas seansu zaleca się zaĹźycie środkĂłw pobudzających wyobraĹşnie:)

[youtube]AWqp2zuTE3o[/youtube]

Wamdue Project – King of my Castle

Pamiętam jakby to było wczoraj. Pierwszy telewizor we własnym pokoju i pierwsze nocki spędzone na bezmĂłzgim patrzeniu w monitor. Jeszcze wtedy była Viva Zwei, gdzie późnymi wieczorami emitowano teledyski Trance i Techno. I właśnie wtedy nadziałem się na ten teledysk. Wpadająca w ucho muzyka, animowany teledysk (skąd miałem wiedzieć, Ĺźe to Ghost in the Shell, jedno z najznakomitszych anime jakie powstało), to musiało się spodobać takiemu gĂłwniarzowi jak ja;) Ach te wspomnienia…

[youtube]2aUwabWonKk[/youtube]

Limp Bizkit – My Generation

Mój pierwszy kontakt z ostrym rockiem. Oglądałem ze starszym bratem telewizornie, akurat leciał ten teledysk. Powiedział, że dobry kawałek. Od razu spytałem czy ma ich płytę. Miał. I tak się zaczęło granie na rakiecie tenisowej i wydzieranie się do grzebienia. Miałem wtedy 12 lat.

8 Comments more...

.we’re.not.alone.

by Johnny Tabasco on lis.27, 2007, under .pulp.fiction.

Po raz kolejny pisze w nocy. Nie wiem, jak się jutro zwlokę z łóżka na 9.

Depresji ciąg dalszy.

Dzisiejszy dzień był jak każdy poniedziałek, zaczyna i kończy sie tak samo. Chujowo, jeśli chodzi o ścisłość. Zaspałem na wykład, który prowadzi chyba najseksowniejsza doktorantka na świecie. Niewiele kobiet dzisiaj używa prawdziwej szminki, a szkoda, może jestem analogiem w świecie cyfrówek, ale to mnie naprawdę kręci.

Jak już wspomniałem, zaspałem na wykład. I zamiast spożytkować wolny czas wynikający z tego faktu, pół dnia spędziłem słuchając muzyki i popalając jednego papierosa za drugim. Obudziłem się dopiero po 16, polazłem na zajęcia i po powrocie przeczytałem lekturę. Za mało, biorąc pod uwagę ilość materiału do przerobienia, ale bądźmy optymistami, wyrobie się.

Blog służy między innymi do opisu wydarzeń, które dzieją się wokół autora. W związku z tym przytoczę pewną historyjkę:

Król Jerzy III był królem Anglii w czasie gdy Stany Zjednoczone ogłosiły niepodległość w 1776 roku. Król Jerzy III prowadził pamiętnik. 4 lipca 1776, zapisał w nim:

„Nic waĹźnego dzisiaj się nie wydarzyło”.

Dobranoc.

9 Comments more...

.mojo.

by Johnny Tabasco on lis.26, 2007, under .pulp.fiction.

Jakoś mi się zachciało pisać o tej porze. Dziwne, zważywszy na fakt, że ostatnio niewiele mi się chce. Prawdę powiedziawszy nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani jednego sensownego zdania, ale co mi tam, mój blog i mogę na nim pisać co mi się żywnie podoba. Mogę napisać o tym, że właśnie popalam sobie papierosa albo to, że w głośnikach gra nowo odkryta kapela Peeping Tom i, że odkryłem ją sklejając składankę z muzyki z serialu Californication, który miał duży wpływ na fakt, iż zacząłem na nowo produkować się na blogu. Naprawdę, powiadam Ci, ten wpis należy do tych kompletnie pozbawionych sensu, więc jeśli nie chcesz tracić czasu na czytanie bezsensownych wpisów na blogu, stanowczo odradzam dalszą lekturę.

Czym mĂłgłbym jeszcze zapchać mĂłj czas antenowy? Wiem, jutro jest poniedziałek, mĂłj ulubiony dzień tygodnia. O! Właśnie wymyśliłem o czym będzie ten wpis! O moim ulubionym dniu tygodnia! Poniedziałek chyba nikomu nie kojarzy się dobrze, ale to mĂłj blog i nie obchodzą mnie inni. W kaĹźdym bądĹş razie, ja teĹź nie znoszę poniedziałkĂłw. Sama myśl o tym, Ĺźe jutro będę musiał się zmusić do ruszenia dupy na wydział sprawia, Ĺźe chce mi się rzygać. Ten cotygodniowy barbarzyński rytuał wyganiania mnie z cieplutkiego, zasyfiałego mieszkanka przyprawia mnie o gęsią skĂłrkę na pięcie, tym bardziej, Ĺźe tydzień zaczyna mi się dosyć zajebiście nieprzystępnym rozkładem wykładĂłw i zajęć. Nie będę narzekał, juĹź mi ktoś na to zwrĂłcił uwagę… albo nie, chuj, zajebiaszczo nie podoba mi się perspektywa połoĹźenia się do łóżka i obudzenia się jutro rano ze świadomością, Ĺźe niedługo będę musiał przebierać nóşkami do Collegium Maius. Nie znam prognozy na jutro, ale jestem pewien, Ĺźe pogoda, jaka by nie była, będzie mnie wkurwiać. Nawet nie wiem co będę jutro szamał na obiadek. Dobrym wyjściem byłoby posiadanie samochodu. Wróć. Nie mam prawa jazdy, co szczerze mĂłwiąc jest bardzo do dupy, więc przez najbliĹźszy czas zmuszony będę do codziennej tortury jaką jest stanie na przystanku. MoĹźe odmieni swĂłj marny los i jutro kogoś zagadam, moĹźe poznam jakąś piękną niewiastę? GĂłwno, rano jestem tak zjebany, Ĺźe nawet wypalenie papierosa rĂłwna się z nadludzkim wysiłkiem, inni chyba teĹź są zjebani sądząc po ich wyrazach twarzy. Zresztą i tak najczęściej wpadam na przystanek w ostatniej chwili. Tak jest przez cały tydzień, ale poniedziałek najbardziej wali kałem.

Podsumowania sakramencko nie chce mi się pisać. Przepraszam.

Dodam tylko, że realizm nijak się ma do miłości. Dobranoc!

2 Comments more...

.Absinthe.Makes.The.Heart.Grow.Fonder.

by Johnny Tabasco on lis.24, 2007, under .pulp.fiction.

Weekend wylądował. Wczoraj wychodząc z ostatnich zajęć zapominam o tym, co działo się przez ostatni tydzień, mam to delikatnie rzecz biorąc głęboko w dupie. Piątkowy wieczĂłr dla studenta takiego jak ja, oznacza, Ĺźe moja łajba, a na niej moja załoga wypływa z portu zamuły i kieruję się w stronę oceanu chmielowego po czym zmienia kurs na morze wysokoprocentowe. I nie mam na myśli grzecznego picia piwka, nie kurwa, piwkiem zalewam wĂłdkę, chuj z konsekwencjami, rzyganiem, wirowaniem i innym gĂłwnem, jestem panem swojego losu i jakoĹź, Ĺźe jestem panem swojego losu, to decyduję się na chwilę całkowitego zapomnienia, oderwania od rzeczywistości, zatapiam się w niewygodnej kanapie w pokoju wypełnionym po brzegi ludĹşmi, a wolne szczeliny wypełnia gęsty dym…

Wspominałem coś o konsekwencjach… na grubszych imprezach zawsze jest tak, Ĺźe te sobie o mnie przypominają i w nieelegancki sposĂłb zaczynają dawać o sobie znać, wtedy zazwyczaj kończy się impreza i zaczyna się desperacka prĂłba ewakuacji… Wczoraj miałem szczęście, zwaĹźywszy na fakt, Ĺźe przelazłem z kumplem 1/3 miasta zupełnie na czuja, między jakimiś gettami, ciemnymi uliczkami i innymi atrakcjami turystycznymi. I nikt nas nie zaczepił, pomimo, ze definitywnie zwracaliśmy na siebie uwagę. Popieprzona sprawa, ale jakimś cudem udało mi się dotrzeć do domu, czyli moĹźna uznać, Ĺźe piątkowy wieczĂłr pełen przygĂłd i niespodzianek zakończył się sukcesem.

Póki co muszę czekać na kumpla, który mi opowie jak to się kurwa stało, że obudziłem się we własnym łóżku.

Leave a Comment more...

.torunification.

by Johnny Tabasco on lis.22, 2007, under .pulp.fiction.

Witam wszystkich bardzo kurwa serdecznie z najwspanialszego miasta na świecie… Torunia!

Odkąd tu przyjechałem zdążyłem juĹź poznać sporo miejsc oraz ludzi, ktĂłrzy są naprawdę w porządku. Mieszkam w prawdziwym postkomunistycznym wieĹźowcu, a z okna widzę codziennie piękne postkomunistyczne bloki, nie licząc małej zapyziałej po brzegi kamienicy w ktĂłrej mieszkają rumuny, ubogie dzieci i innego rodzaju osobistości. Ĺťycie tutaj jest jak Kinder Niespodzianka, nigdy nie wiesz co Ci się trafi. Od gejĂłw z ADHD po rozwścieczonych kiboli plujących na dziatki w tramwajach i rozpierdalających swĂłj własny stadion! Ale w niczym to nie przeszkadza, poniewaĹź autobusy i tramwaje są zajebiście czyste, czasem ciasno w nich jak w pochwie dziewicy, ale generalnie komunikacja daje radę. Sklepikarka w tytoniarni jest dla mnie miła w przeciwieństwie do sprĂłchniałych ekspedientek w sklepach i instytucjach rządowych oraz uniwersyteckich. Naprawdę nie wiem co tak wkurwia tych ludzi? Brak słońca? Być moĹźe, mało go tu. Brak śniegu i zimno? Witamy na pieprzonym południu! Małe zarobki i bezrobocie? Witamy w pieprzonej Polsce! Dobrze, Ĺźe chociaĹź ludzie na uniwerku to przyjezdni, aczkolwiek i między nimi zdarzają się popierdoleńcy. Ja to mam w dupie, wychodzę codziennie, najczęściej rano, wiatr układa mi włosy i jest zajebiście. A wszystko to po to by w zasrany weekend włączyć tryb weekendowego alkoholika i zalewać smutki i stres w litrach taniego wina, piwa i wĂłdce. Tak! poniewaĹź jak na razie Ĺźyje się dobrze i szybko. Tydzień temu padł pomysł wyjazdu na jedną, powtarzam jedną imprezę do Gdańska (pieprzone 4 godziny pociągiem w jedną stronę). No i pojechałem z dwĂłjką ludzi, ktĂłrych ledwie co znałem do ludzi, ktĂłrych kompletnie nie znałem. Wydałem w pizdu kasy, wpadłem do rzeki, miałem gorączkę i siadły mi zatoki (wbrew przypuszczeniom nie z powodu kąpieli w rzece, zatoki siadły wcześniej…), ale co z tego? Poznałem zajebistych ludzi i zwiedziłem miejsca, ktĂłrych nigdy nie zobaczy Ĺźadna pieprzona wycieczka z Chin.

Do jasnej cholery jak ja się cieszę, Ĺźe jestem na tych przeklętych studiach. Wykłady są tragiczne, jak nie uprawiamy woodstocku siedząc na podłodze, to kisimy się na monografie ktĂłry odbywa się na auli mogącą robić za trybunę dla niejednego boiska w Polsce. Babka przez bite 2 godziny pokazuje jakieś posrane obrazy i opisując je nie uĹźywa Ĺźadnego pierdolonego mikrofonu, kurwa!, sala wielkości małej hali widowiskowo sportowej, a ona gada do nas jakbyśmy siedzieli w komorze gazowej… PrĂłbuje się uczyć, staram się, ale jak kurwa słyszę od doktorantki, Ĺźe gdyby ona miała tak rozplanowane egzaminy, to by jej tu na pewno nie było, to kurwa łapy opadają…

Jak na razie te studia przypominają jazdę rozpędzonym pociągiem. Pytanie jest takie, wyskakiwać i obić sobie dupsko, rozsiąść się w przedziale dla niepalących, czy dołączyć do niekończącej się imprezy w ostatnim wagonie?

Pozdrawiam, to byłem ja Szpaq.

ps. post zainspirowany moim nowym odkryciem, serialem Californication. Naprawdę polecam!

7 Comments more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!