Szpakblog

quake 3 arena

by szpaq on sty.29, 2010, under .YT.files.

<spam>

Pamiętacie quake’a? Dużo swojego czasu grałem w tą grę  i ostatnio wygrzebałem w internecie stronkę na której można za darmo pograć prawdziwe quake 3 arena! Wystarczy się zarejestrować na quakelive.com, zainstalować małą aplikację, przejść przez krótki sprawdzian skilla i gotowe! Jeśli jesteś zainteresowany – zarejestruj się! Mój nick to szpaqowsky. Do zobaczenia!

Na koniec filmik pokazujący rozgrywkę:

Filmik wygląda dużo lepiej w wyższej rozdzielczości.

</spam>

8 Comments more...

mama dzwoni

by szpaq on sty.27, 2010, under .YT.files., .pulp.fiction.

<mama>Karol, tak przeglądam Twoje konto…
<ja>Mamo, mówiłem Ci, żebyś nie przeglądała mojego konta, to niegrzeczne.
<mama>Tak, tak, ale tutaj mi się pokazuje jakiś taki przelew… od jakiegoś Bartka… tutaj wysłał Ci 30 złotych na… koks, dziwki i lasery….
<ja><śmiech>
<mama>Ja rozumiem koks… dziwki… ale co to są te lasery?!

Kocham Cię mamo:)

14 Comments more...

same shit, diffrent days

by szpaq on sty.20, 2010, under Uncategorized

Witam ponownie? postanowiłem powrócić z krótką notką, ot tak dla przypomnienia, że blog jeszcze istnieje. W zasadzie to nie wiem dlaczego, ale coś nie pozwala mi go porzucić i zapomnieć o nim w pizdu. Wiecie co? Właściwie to cały czas o nim myślę, snuję plany dotyczące jego odrodzenia, przyszłości. Mam w głowie mnóstwo pomysłów, tematów o których chciałbym pisać, przemyśleń którymi chciałbym się podzielić. Ba! chciałem nawet napisać traktat filozoficzny! Są jednak rzeczy, które cały czas mnie powstrzymują, nie pozwalają mi na przelanie myśli na ekran monitora. Może to brak wprawy, w końcu nie pisuję regularnie, a może po prostu, to o czym byłem kiedyś przekonany było prawdą. Wydawało mi się, że umiem pisać, że potrafię zainteresować czytelnika swoimi grafomańskimi wypocinami i skłonić czytelnika do refleksji. Z biegiem czasu przekonałem się jednak, że wcale nie jestem jakoś specjalnie uzdolniony czy twórczy. Straciłem całą pewność siebie, która pchała mnie do popełniania kolejnych notek. Brakuje mi również motywacji, którą kiedyś otrzymywałem od znajomych. Nieprawda jest stwierdzenie, że bloga pisze się dla siebie, a nie dla innych. Jeśli chciałbym pisać tylko dla siebie, to pisałbym pamiętnik, który chowałbym w tajnej skrytce za szafą (ups?), a rzeczy, które by się w nim znajdowały niewiele miałyby wspólnego z piękną sztuką pisania.  Prawda jest taka, że  rozpierdala mnie od środka wielki leń, który bardzo wygodnie rozgościł się w moim mózgu, zrobił sobie z niego kanapę i rozsiada się w niej swoim wielkim dupskiem. Ktoś powie – nie poddawaj się, staraj się, a na pewno Twój trud zostanie wynagrodzony, a ja mu odpowiem – pierdolę nie robię. Tyle. Bezkres wolnego czasu jaki mi teraz przysługuje z racji faktu, że nie udało mi się zaliczyć studiów i od paru miesięcy moim jedynym obowiązkiem jest zapieprzanie jak bezmózgie zombie w telekomunikacji narodowej s.a. doprowadza mnie do szaleństwa! W dodatku zdegradowałem swoją personę do poziomu nolife?a, który kupił sobie zajebisty komputer i dobrowolnie stał się jego niewolnikiem. To nie jest jakieś głupie nazywanie siebie geek?iem, ponieważ teraz to jest modne, nie, to jest pieprzona choroba, o której objawach fizycznych cały czas przypomina mi kręgosłup. Ja faktycznie nie widzę nic poza internetem i czarną skrzynką, która leży u moich stóp niczym najstarszy przyjaciel człowieka. Internet jest nieskończonym źródłem informacji i zjawisk społecznych, tak interesujących, że poświęcam cały swój wolny czas na jego penetrację i odkrywanie nowych rzeczy, o których się nawet filozofom nie śniło. Cała reszta wydaję mi się nudna i nieciekawa, nie bawią mnie wyjścia do knajp, rozmowy z innymi ludźmi stała się jałowa, nawet moja kobieta – zawsze pełna życia i energii przestała być dla mnie inspiracją. Wygodniej jest mi siedzieć przy biurku i wpatrywać się tępo w nieskończoną otchłań multimedialnej rozrywki.

Jakby tego było mało, mój stan depresyjny pogłębiany jest przez tą pierdoloną zimę za oknem, która codziennie od przeszło tygodnia zamienia moją drogę do pracy w pieprzoną wyprawę arktyczną. Ile może padać śnieg?! Ok, fajnie, że jest biało, w końcu to biała pora roku, ale żeby od razu takie cholerne mrozy? Ci kolesie od globalnego ocieplenia muszą mieć niezły ubaw oglądając prognozę pogody dla europy siedząc sobie w jakimś ciepłym kraju?

Cóż, mam nadzieję, że jak już wiosna przyjdzie to coś się zmieni i przełamie impas kierujący moim życiem. Z drugiej strony po co czekać do wiosny, skoro działać można już teraz. Dzisiaj zaliczyłem pierwszy dzień aerobicznej szóstki Weidera, zobaczymy co mi z tego wyjdzie? Może napiszę o tym w następnej notce.

Pozdrawiam!

11 Comments more...

Ballada o biednym studencie pt.2

by szpaq on wrz.14, 2009, under .pulp.fiction.

Poniedziałek można uznać za zakończony. Jednak czy można go uznać za dzień udany? Z jednej strony tak, udało mi się niczego nie oblać, a drugiej zdaję się, że odroczyłem to co nieuniknione, czyli egzamin z XX-lecia musi poczekać do piątku. Trochę nie zrozumiałem pana S. gdy powiedział mi, że w ciągu 4 dni niczego się nie nauczę… Przecież to są całe lata świetlne w czasie których można zdziałać prawdziwe cuda! Zabrzmiało to jakby on nigdy nie studiował, ale nic to w porównaniu do babki od filozofii. Rozumiem, że nie byłem jej ulubionym studentem, ale mieć taką satysfakcję z poniżania studenta, straszne. Po mnie to spłynęło, a ona była w śódmym niebie udowadniając mi jakim to byłem chujowym studentem.Jakbym o tym nie wiedział… Mnie w to graj, zaliczenie przełożone na przyszły tydzień;) Co tam jeszcze? A, po dwóch miesiącach życia w niepewności okazało się, że zaliczyłem pracę z XX-lecia. Pani doktor zgubiła moją pracę, ale powiedziała, że awansem da mi trzy, great success!

W jutrzejszym odcinku ballady: Egzamin ustny z języka angielskiego i pierwszy kontakt z łaciną. Będzie się działo;p

Na deser:

11 Comments more...

Ballada o biednym studencie pt.1

by szpaq on wrz.13, 2009, under .pulp.fiction.

Już niedługo poniedziałek. Hurra, rozpocznie się dla mnie tydzień zagłady, podczas którego czeka na mnie mnóstwo zaliczeń. Jak miło, biorąc pod uwagę fakt, że części wpisów nie mam szans dostać. Tak to jest, gdy w człowieku umiera nadzieja i pali za sobą mosty. Zapamiętać na przyszłość; nadzieja zawsze umiera ostatnia!
Póki co, czas zakrzesać rękawy i stawić czoło złu w postaci akademickiego systemu nauczania!

7 Comments :, more...

same shit, different days

by szpaq on sie.14, 2009, under .kminy.

Jest piątek 14. sierpnia 2009 roku. Już półtorej miesiąca, od kiedy siedzę u mojej siostry w Luksemburgu, pracując jako goniec w dużym banku. Pogoda jest z dupy – jeden dzień leje, tylko po to, żeby następnego przez cały dzień prażyło słońce. Dzień mija za dniem, codziennie to samo: pobudka z samego rańca, śniadanie, kawa, długa i nudna podróż autobusem, ta sama muzyka w odtwarzaczu, praca – codziennie taka sama – prosta, lekka, wypełniam czas wolny od pracy paleniem papierosów i rozmowami z innymi gońcami – jedyny sposób by nie zwariować, powrót do domu – obiad gotowy, wystarczy zjeść, zabawa z chrześniakiem, dwa odcinki House’a przed snem. I następnego dnia to samo. W dodatku cały czas czuje się w domu mojej siostry jak ktoś niechciany, niepotrzebny, jak za duży mebel, który czasem posprząta i pozmywa podłogi. Nie pasuje tutaj, wiem o tym, ale jednocześnie jestem tutaj uziemiony i musze się z tym pogodzić. I przede wszystkim nie narzekać… Poza tym cały czas czuje niepokój, strach. To pewnie przez to, że po powrocie do Polski czeka mnie konfrontacja ze wszystkim, czego nie załatwiłem przed wyjazdem. Jak zwykle chodzi o studia. Muszę przyznać, że w tym roku to sobie wyjątkowego gówna narobiłem, tym razem nie stoję już nawet przed epicką walką, której stawką jest otrzymanie awansu na kolejny rok, tym razem wszystko już jest ustalone, skończone, zaliczyłem epic fail. Przez pół roku będę całkowicie zawieszony w czasoprzestrzeni, oderwany od studenckiej rzeczywistości. Pewnie pójdę do pracy zarobić jakiś hajs na przetrwanie, ale to mi wcale nie przeszkadza, przynajmniej odpocznę psychicznie. Fizycznie odpoczywałem przez cały dotychczasowy okres studiów, kurwa przecież przez cały ten czas prawie nic nie robiłem. Jednak zawsze żył we mnie niepokój o kolejny dzień. Zdam czy nie zdam? Jak ja to wszystko pozaliczam? Jak to zrobić by się nie narobić? Teraz te pytania przestaną istnieć, koniec zmartwień i umartwiania się, czas na prawdziwy odpoczynek i przygotowanie się do naprawienia tego całego gówna. Czas zacząć wszystko od nowa… znowu.

12 Comments :, , more...

top

by szpaq on cze.20, 2009, under .kminy.

Holla wszystkim!

Od dłuższego czasu panuje na świecie moda na wszelkiego rodzaje rankingi i zestawienia robione przez grupę ludzi lub pojedyncze jednostki. Ma to zapewne na celu pokazanie innym co jest teraz cool, a co nie. A jeśli takie zestawienie przeprowadzi ktoś znany, to staje się ono wtedy wytycznymi dla całej rzeszy fanów, którzy chcą upodobnić się do swoich idoli. Wątpię, żebym miał jakichkolwiek fanów, a tym bardziej wątpię w istnienie kogokolwiek, kto chciałby mnie naśladować, ale dobrze, ja również postanowiłem przeprowadzić swoje zestawienie uwaga, uwaga… najfajnieszych teledysków hip hop & rap jakie w życiu widziałem!

Dobre zestawienie powinno być oczywiście odliczaniem od najchujowszego do najzajebistrzego pod słońcem, więc idąc za przykładem znanych i lubianych…

5. 50 cent – In da club

Naturalnie nie mogło zabraknąć w moim wypasionym zestawieniu 50 centa! ‘In da club’, jego pierwszy videoclip z albumu ‘Get rich or die tryin”, wydany spod labelu Aftermath stał się jego największym hitem i sprawił, że na nowo wybuchła epidemia gangsta rapu. Teledysk nie najlepszy, ale 50 musiał się pojawić i chuj.

4.

A propo gansta rapu, ci kolesie wszystko zaczęli. N.W.A, ekipa dzięki której świat usłyszał o gansta rapie i o biednych czarnuchach i o tym, jak ciężkie jest życie w gettcie. Klasyk.

3.

Palenie trawki jest nieodłączną częścią kultury hip hop, dlatego prawie na każdym teledysku czarni bujają się z blantem w zębach, ale nikt nie wypromował gandzi jak Bob Marley i Method Man. Dzięki nim miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że grass jest fajny i przyjemny. Ja też.

2.

O! Dokładnie to się dzieje, gdy czarni się dorobią! Chcą wszystkim pokazać, że mimo chujowego życia spędzonego w gettcie potrafią robić hajs, mało tego chcą się swoimi osiągnięciami chwalić! Dupy, samochody, hajs, jaranie = złota środek na dobry teledysk rap.

1.

Na najlepszy teledysk w moim wypasionym zestawieniu wybrałem ten, którego nigdy nie zrozumiem. Jest po prostu głupi. Bo co łączy rapujących białasów, policje, wściekłą imprezę i… paradę na dzień świętego Patryka w NY? Kurwa nic, absolutnie nic. Dlatego to video najlepiej obrazuje miejsce białych w czarnym rapie. A kawałek całkiem spoko;p

10 Comments :, , , , , more...

.eminem.relapse.

by szpaq on cze.02, 2009, under .masterpiece.

No i pyknął nam piąty album Eminema. Kontrowersyjny raper powraca by szokować małolaty i bulwersować ich starych. Biały blondyn, raper z Detroit, wychowany w lesie z czarnymi, tym razem do standardowego kanonu swoich tematów poruszanych na albumie, takich jak narkotyki, gwałty i mordercze fantazje, postanowił dodać swoje doświadczenia z uzależnieniem od leków (co ciekawie ilustruje okładka płyty). Słuchając tej płyty nietrudno jest domyślić się, że zamierzeniem producenta Dr Dre  i samego Eminema było stworzenie albumu mrocznego i niepokojącego. I trzeba im przyznać, że bardzo dobrze im to wyszło. Na płycie usłyszymy sporo ponurych kawałków takich jak 3 a.m. czy Same song and dance, a z drugiej strony hiciorów takich jak We made you (singiel promujący album) po prostu nie ma. Do Relapse należy podchodzić bardziej jak do nafaszerowanego efektami dźwiękowymi audiobooka, niż do fajnej płyty do samochodu przy której można pobansować na plastikowych felach. Słuchanie płyty Eminema przypomina raczej czytanie dobrej książki o ćpunach w deszczowy dzień, niby nic przyjemnego, ale ciekawe historie, interesująco opowiedziane sprawiają, że nie chce się tej płyty wyłączać. Stylizacja i ton kawałków na Relapse zabierają nas w mroczny świat uzależnień i problemów psychicznych, z którym borykał się ulubiony raper Ku Klux Klanu. To jest po prostu doskonale wyprodukowana i opisana historia sławnego rapera uwalniającego się z nałogu. I nie ma sensu wnikać, czy to wszystko jest robione pod publikę czy nie, bo nigdy nie będziemy mieli na to wpływu, a najgorsze, co słuchacz może zrobić, to wierzyć w każde słowo wypowiadane przez artystę. Do Eminema zawsze należało podchodzić z dystansem i rezerwą, w końcu to tylko show.

Gdy słuchamy najnowszej produkcji Marshalla Mathersa po raz kolejny, dochodzimy w pewnym momencie do wniosku, że wszystko to już było, że po raz kolejny podano nam odgrzewane danie z nową sałatką. Jednak w przypadku Eminema nie wychodzi mu to wcale na złe, ba! jest do danie całkiem smaczne. Relapse niczym nie zaskakuje, ale jednocześnie niczym nie rozczarowuje. Wszystko jest na miejscu, doskonałe rymy Eminema, solidne bity Dr Dre (choć wiele im brakuje do tych z Eminem Show), no i ta nutka kontrowersji, której Marshall Mathers zawdzięcza tak dużą popularność. Płyty chyba nie muszę nikomu polecać, ponieważ Eminema można, albo kochać, albo nienawidzić, więc po Relapse sięgną tyko prawdziwi fani Shady’ego, których na świecie jest parę milionów, wszelkie rekomendacje i promocja jest zbędna.

Ps. Nie kocham Eminema.

Ps2. Kurwa, jeszcze nigdy pisanie nie przychodziło mi z taką trudnością. Prace zaliczeniowe na filologii to zło!

Ps3 kupię sobie po wakacjach!

15 Comments :, , , , , , more...

.back.to.basic.

by szpaq on maj.27, 2009, under Uncategorized

Słodki jezu na bananie, nie mogę się już zdecydować;< Wracam na stare śmieci i rozkręcam dalej ten burdel. Chciałem powspominać stare tematy, które były omawiane na tym blogu, ale niestety doszło do drobnej awarii podczas update’u strony i wszystkie poprzednie wpisy zostały pozbawione polskich znaków. Jeśli ktoś wie jak to naprawić, to czekam na propozycje (to nie wina layoutu). Misterny plan szlag trafił, więc zapraszam Was do odwiedzania bloga cozziego do którego button znajdziecie po prawej stronie.

Pozdro!

15 Comments :, , , , , more...

i don’t like my fuckin’ life

by Johnny Tabasco on lis.02, 2008, under .kminy.

Staram się™ i staram, ale niestety… Nie mam o czym pisać. To znaczy mam o czym pisać, ale nie chce bo:

1. Brak tematów, które chciał‚bym/mółgł‚bym skomentować‡.
2. W moim życiu dzieje się™ sporo nic nie wartego gówna. Czyli też nie ma się co produkować.

3. Rozleniwiłem się™ do tego stopnia, że zlepienie sensownego zdania sprawia mi fizyczny ból.

Krótko mówiąc kiła. Przyjechałem na weekend do Kielc i chyba pierwszy raz nie chce stąd wyjeżdżać‡. To chyba przez to, że dawno mnie tu nie było i pierwszy raz na spokojnie mogę™ spędzić tu pare dni. Stare ś›mieci to jednak stare ś›mieci – sentyment do nich pozostaje do końca życia.

Idę na spacer poszukać inspiracji.

10 Comments :, more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!